Prawo Matki do krzyku

Nie oszukujmy się. Poród nie należy do łatwych i przyjemnych przeżyć. Winszuje wszystkim matkom, które prawie bezboleśnie i szybko „wypluły” swoje pociechy i z uśmiechem wspominają nacięcie krocza. Ja niestety na podobną taryfę ulgową się nie załapałam. Narzekać nie mam zamiaru, o nie. Mam jedynie poczucie, że kilka szczegółów mogło potoczyć się inaczej. Jako pierworódka wiedziałam tyle co nic. Oczywiście wnikliwie studiowałam książki o przebiegu ciąży i porodu, zagryzając kolejne ciastko słuchałam opowieści starszych stażem mam, a także dzielnie wtaczałam się co weekend do szkoły rodzenia. Jak się człowiek uprze to i Einsteina z siebie zrobi. Mnie wydawało się, że wystarczającą wiedzę posiadłam, a sam poród po prostu poboli, poboli i w końcu przestanie. To się zdziwiłam. Jednak jeszcze bardziej zdziwiło mnie po fakcie jak wiele rzeczy umknęło uwadze personelu medycznego. Chociażby kwestia przebicia pęcherza płodowego pomimo braku zaznajomienia mnie z tematem. Nie mówiąc już, że nie zostałam zapytana o zgodę na jakikolwiek zabieg w czasie, gdy poród przebiegał prawidłowo. Po wysłuchaniu kilku pierwiastkowych relacji z sal porodowych doszłam do wniosku, iż znaczna część kobiet nie ma pojęcia o przysługujących im przywilejach. Z jednej strony można obwiniać samą ciężarna za deficyt wiedzy, ale z drugiej to lekarze i położne powinni informować pacjentkę o jej prawach. Jeśli tylko poród nie przebiega w parze z jakimiś komplikacjami pacjentka musi sama wyrazić zgodę na proponowane jej procedury medyczne jak np. nacięcie krocza, odklejenie biegunów czy podanie kroplówki z oksytocyną. Jeśli nie jest to konieczne do ratowania życia matki i dziecka nie trzeba się na to zgadzać. Niestety większość kobiet rodzących po raz pierwszy jest tak wystraszona, że boją się dopytywać i decydować. Całkowicie to rozumiem. Ja byłam przerażona wszystkim co się działo podczas narodzin mojego dziecka. I dopiero teraz wiem ile rzeczy było „nie tak”.  Dlatego postanowiłam umieścić w tym poście kilka moim zdaniem kluczowych praw ciężarnej pacjentki.

Po pierwsze decyzja o tym gdzie i z kim odbędzie się poród należy tylko i wyłącznie do rodzącej. Nie ma żadnej rejonizacji czy innej formy selekcji. Jedynie brak miejsca w szpitalu może pokrzyżować nam plany. Kobieta ma prawo do nieodpłatnego (przynajmniej teoretycznie) porodu rodzinnego. W dodatku to kto bedzie jej towarzyszył w tych mękach nie ma znaczenia. Może to być mąż, matka, babcia, siostra, koleżanka czy inny przedstawiciel gatunku ludzkiego. Jedynym warunkiem odbycia się porodu w asyście kogoś bliskiego jest organizacja miejsca. Czasami placówka nie posiada odpowiednich osobnych sal. Niekiedy jest tylko jedna duża porodówka, na której łóżka oddzielone są apetycznie wyglądającą ceratką. Kolejnym ważnym punktem jest przepływ informacji. Zarówno lekarze jak i pacjentka powinni odnosić się do siebie z szacunkiem. Należałoby na bieżąco informować zainteresowaną o tym co dzieje się z nią i dzieckiem. Personel ma obowiązek udzielić odpowiedzi na każde pytanie związane z przebiegiem porodu. Lekarze na prośbę pacjentki muszą wytłumaczyć jej dlaczego chcą wykonać daną czynność i na czym ona polega. Rodząca MA PRAWO NIE ZGODZIĆ SIĘ między innymi na: lewatywę, golenie krocza, kroplówkę z oksytocyną, nacinanie krocza, odklejanie biegunów, przebijanie pęcherza płodowego, znieczulenie zewnątrzoponowe, podanie leków a nawet wykonanie cesarskiego cięcia. Oczywiście jeśli którakolwiek z czynności nie jest konieczna z przyczyn medycznych. Osobiście uważam, że zanim położna podejmie jakieś działanie mogłaby porozmawiać na spokojnie o nim z przyszłymi rodzicami. Podobno personel ma udzielać pomocy oraz wsparcia zarówno w trakcie jak i po urodzeniu dziecka. Jak wiadomo rożnie z tym bywa. Nie raz słyszałam o drących się na pierworódki pielęgniarkach. Z tego co wiem, to oni są tam dla pacjentów a nie na odwrót. Mam nadzieję w przyszłości usłyszeć więcej pozytywnych wspomnień z porodów niż dotychczas.

10 Comments

    • Dobra chrypka nie jest zła :)
      Ja za to poznałam na nowo własny zasób inwektyw. Na szczęście podczas akcji porodowej zachowałam je grzecznie tylko dla siebie.
      Mąż Ci towarzyszył w tych uroczych chwilach?

    • Dobrze, że Małżonek był przy Tobie. Podejrzewam, iż relacja z Jego ust jest bardziej dokładna i rzeczowa niż ze strony personelu medycznego. Również pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  • A ja się wydarłam tylko przy nacinaniu krocza i jestem z siebie dumna ! 😛 Pani Położna tłumaczyła mi,że krzyk lepiej przełożyc na parcie i słuchać swojego organizmu.. i miała rację- 2h i było po wszystkim. Niby niezłe wspomnienia,ale teraz przed drugim porodem i tak się trzęsę :) Iza

  • Ja sie dowiedzialam ze sie zachowuje jak trzynastolatka. Dzwonilam na pogotowie i z bolu nie umialam a tu takie cos. W dodatku posłana po godzinie karetka pomyliła drogi. Gdy przyjechali trzymalam na rękach moje malenstwo urodzone w 35 t.c.
    Pozdrawiam. EWA.

    • Podziwiam, ja bym oszalała w takiej sytuacji. Niestety ignorancja kobiecego instynktu zbyt często się zdarza. A myślę, że lepiej mieć za sobą kilka fałszywych alarmów niż rodzić tak ekstremalnie.
      Pozdrawiam i ściskam Was bardzo ciepło Ewo!

    • Różnie mogło to sie skończyć. Mialysmy szczęście. Gdy uslyszalam krzyk córki ogarnął mnie totalny spokój i pełnia szczęścia. Ratownicy medyczni którzy przyjechali byli w szoku.

Dodaj komentarz