Matka-Córka a Matka-Matka

Moje relacje z Rodzicielką są trudne. Matka wychowywała mnie praktycznie sama, więc i tak miała ciężko. Nie chce w żaden sposób umniejszać matczynych zasług, ponieważ i tak dużo Jej zawdzięczam. Jednocześnie też wiele bezpowrotnie straciłam. Ten post nie ma być użalaniem się nad moim dzieciństwem czy innym marudzeniem. Mam ochotę opisać tu własne doświadczenia jak może zmienić się relacja dwóch bliskich sobie kobiet.

Jako nastolatka przysparzałam wielu problemów i zmartwień. Bunt poszedł pełną parą. Tak na prawdę był to długi i ciężki okres. Uspokoiłam się dopiero w momencie poznania mojego Partnera (no, teraz to już Męża). Jakoś tak wyszło, że akurat Jemu udało się oswoić żyjącego we mnie potwora. Niestety nie obyło się bez trzęsienia ziemi i wywrotu życia do góry nogami, ale On to dzielnie przetrwał. Myślę, że dla Niego to był prawdziwy obóz survivalu. Ale nie na moich „jazdach” ma się skupiać ten wpis.
Pewnego pięknego dnia okazało się, iż ja- Panna Bezpłodna jestem w ciąży. Cóż, seks posiada swoją cenę. Po dotarciu tej informacji do mojego ledwo działającego mózgu oraz uszu Partnera, zaczeliśmy cieszyć się nowiną. „Będziemy Rodzicami” – zdawało się bezgłośnie brzmieć w naszych myślach. Bardzo nas ucieszył stan rzeczy i w głębi serc mieliśmy nadzieję, że reszta świata podzieli ten entuzjazm. Na pierwszy ogień z racji wspólnego zamieszkiwania poszła moja Mama. Weszliśmy szczęśliwi do domu i wręczyliśmy Jej pierwsze usg Malca. Miny mojej Matki nigdy nie zapomnę. Słów również..
„Spierdoli…… mi życie!!” – zabrzmiało w moich uszach. Zamarłam. Co?!?!?!?!
„Sobie też!!!” – wysyczała po dłuższej chwili przez zaciśnięte zęby.
Reszta „rozmowy” odbyła się w równie interesującym tonie. Skupiałam się na jednoczesnym zaciskaniu gardła i oczu aby nie wypłynęły nimi łzy i siarczyste przekleństwa. Szok to mało powiedziane. Dobrze, że akurat tego dnia byliśmy umówieni ze znajomymi, bo czym prędzej stamtąd uciekliśmy. Rozpłakałam się jeszcze w mieszkaniu, ale apogeum histerii osiągnęłam w samochodzie. Tak ciężko było mi zrozumieć reakcję własnej matki!! O co tu do cholery chodzi?!?!?!
Na szczęście inni poinformowani tego dnia o powiększeniu się Naszej Rodziny zareagowali bardziej pozytywnie. Ha, niektórzy pokusili się nawet o gratulacje! Jakie to dziwne cieszyć się z czyjejś ciąży prawda? Wróciliśmy do domu na tyle późno aby uniknąć kolejnej konfrontacji z Rodzicielką.
Następnego dnia nasłuchałam się, że o mały włos a wpędziłabym własna Matkę do grobu. Ciąg dalszy wykładu oscylował wokół mojej głupoty oraz lekkomyślności, a także perfidnym zaburzeniu egzystencji mojej matki. Nie umiałam zrozumieć skąd w Niej tyle gniewu. Jestem w stanie zrozumieć strach, ponieważ sama byłam przerażona obrotem spraw. Ale od rodzica oczekiwałam jedynie dwóch rzeczy:
1. Radości z faktu pozyskania wnuka lub wnuczki,
2. Odrobiny wsparcia w tej co by nie powiedzieć trudnej sytuacji.
Cóż, przeliczyłam się.
Kolejne dni mijały pod znakiem wszechobecnego „big focha” i wkurzającej ciszy. Czułam się jakby to poczęcie było największą krzywdą jaką wyrządziłam mojej matce. Dobrze, że był przy mnie Ojciec Dziecka, bo bym oszalała. Cały świat cieszył się ciążą razem z nami. Tylko jedna osoba nie potrafiła przełknąć tej „gorzkiej pigułki”. To bolało. Bardzo. W sumie dalej nie rozumiem sposobu myślenia mojej Matki.
Im większy był mój brzuch, tym bardziej Rodzicielka wymiękała. W końcu Nasz sprytny Maluch przebił się przez zgniliznę nienawiści jaką obrosła moja M. Muszę przyznać, iż zrobił to w wyrafinowany i bardzo sprytny sposób. A jak zmiękczył swoją Babcie? Wykonał pierwszy poważny ruch w dniu Jej urodzin akurat kiedy byłyśmy same w domu. Bezcenne. Mój mały cwaniak zrobił coś z czym ja się borykałam już od kilku miesięcy. Od tego momentu powoli lecz systematyczne matka zmieniała swój stosunek do mojego Dziecka. Nie wiem czy do mnie rówbież, ale to akurat miałam gdzieś.
W dniu narodzin Naszego Potomka nie było innej możliwości jak zakochania się w Nim od pierwszego wejrzenia. Mojej Matki to nie ominęło. Z biegiem czasu Babcia coraz bardziej starała się nie wypaść ze swojej nowej roli. Zapanował względny spokój i zawieszenie broni. Ukochany Wnusio rósł a Babcia chwaliła się Nim na prawo i lewo.
Wszystko padło, gdy podjęliśmy decyzję o wyprowadzce. Nie chcę w tym momencie wnikać dlaczego się przenieślismy, nadmienię tylko, iż po raz kolejny utrudniliśmy mojej mamie życie. W sumie my w tym całym zamieszaniu w ogóle nie mieliśmy znaczenia. Śmiem także podejrzewać, że ten nagły przypływ babcinych uczuć względem mojego Syna, nie był do końca szczery. Nie wątpię, iż kocha Małego. Jednak sądzę, że ta sprawa ma drugie dno. Mianowicie wyrzuty sumienia. Myśle, że moja Rodzicielka dorobiła się na własne życzenie poczucia winy względem Wnuka.
Do czego jednak zmierzam. Do faktu jak najważniejsza „rzecz” w moim życiu zaburzyła idealny świat mojej Mamy: ja zaczęłam dorastać i stwarzać świeżą komórkę rodzinną, a Ona chciała kurczowo zatrzymać mnie przy sobie na zawsze. Nasza relacja nigdy nie wróci do wersji sprzed. Chciałabym jedynie aby nigdy nie odbiło się to na moich Dzieciach. W naszym przypadku ewidentnie zmiana pozycji z córki na matkę nie przypadła do gustu Seniorce rodu. A ja? Ja pokochałam bycie Rodzicem. Wiem, wiem. Sama nadal w to nie mogę uwierzyć. Ale mimo wielokrotnego spadku mocy, rozpaczy i bezsilności nie umiałabym żyć bez moich Chłopaków.

4 Comments

  • Mocny tekst. To odważne z Twojej strony, że podzieliłaś się tą historią z resztą świata w Internecie, gdzie nie brak bezmyślnych hejterów. Nie wiem, czy Twoja diagnoza zachowania matki jest dobra, bo po prostu Was nie znam, ale myślę, że jest mnóóóóstwo ludzi, którzy na pierwszym miejscu stawiają siebie bez względu na to, jaką rolę pełnią. Pół biedy, jeśli to są tylko znajomi, bo łatwiej wówczas zakończyć znajomość.

    P.S. Szczerze mówiąc, "spier… mi życie" byłoby ostatnią rzeczą jaką wypowiedziałaby wobec mnie taka osoba, ale rozumiem, że w wieku 23 lat trudno odciąć się od własnej matki.

  • Moje odczucia wobec Matki są bardzo subiektywne, więc ocena też jest skoncentrowana w jednym punkcie. Z jej strony zapewne wygląda to zupełnie inaczej, a prawda leży gdzieś pośrodku tych wszystkich emocji i słów.
    Moim zdaniem osoba w wieku 23 lat jest już w pełni sprawna aby móc poradzić sobie samodzielnie. O ile nie da ciała tak jak ja i zamiast chodzić do szkoły wisi nad klopem prowokując wymioty przez cały dzień. Zdaje sobie sprawę, że utrudniłam sobie życie, ale podobno na nic nie jest za późno dla chcącego. A ja bardzo chce osiągnąć wszystko to czego pozbawiłam siebie w ubiegłych latach.

    Serdecznie dziękuję za komentarz.

  • Mam wrażenie,że relacje Matka-Córka to jeden z tych tematów, o których się nie mówi. Szczególnie źle. Moje relacje z mamą nigdy nie były idealne,czasem nawet nie można powiedzieć,że były dobre. Mam wiele do niej żalu. Ale jednego nie mogę jej zarzucić- babcią jest świetną,w kwestii moich dzieci zawsze mogę na nią liczyć. Iza

Dodaj komentarz