Nie za młoda, nie za stara lecz w sam raz

Jakiś czas temu miałam wątpliwą przyjemność spędzenia kilku dni z Synem w szpitalu. Młody złapał rotawirusa i się odwodnił. Trafiliśmy na dyżur pediatryczny. Po wykonaniu badań okazało się, że młodzian jest już w średnim stanie i konieczna będzie kilkudniowa hospitalizacja. Szybka decyzja kto zostaje a kto jedzie do starszego Syna i już robią naszemu maluchowi wkłucie. W tym momencie wymiękłam. Bezczelnie wysłałam na tą misję Szanownego Małżonka. Ja natomiast cała we łzach starałam się rzetelnie odpowiadać na pytania lekarza o ewentualnych alergiach dziecka. Dodatkowej piekielności tej całej niemiłej sytuacji dodał fakt, iż nie mogliśmy znaleźć kogoś kto zostanie z drugim Synem tych kilka dni. Nerwówka na całego, bo przecież Partner MUSI być w pracy, a tu nie zanosi się na znalezienie jakiejkolwiek opieki. Trudno. Mąż nie pójdzie do pracy i już. Są rzeczy ważne i ważniejsze. W czasie, kiedy czekaliśmy na wyniki kolejnych badań, jednak trafił się ochotnik do opieki nad zdrowym potomkiem. Uffff.

Gdy my przeżywaliśmy momenty grozy w tle rozegrała się dość nietypowa jak dla mnie sytuacja. Na oddział szturmem wkroczyła trójka bardzo młodych ludzi z płaczącym niemowlęciem i dziewczynką. Zdawali się być dziwnie spokojni jak na te okoliczności. Jeden z chłopców zaczął bujać nogą dziecięcy fotelik, aby uspokoić maleństwo, natomiast pozostała dwójka zabawiała małą blondyneczkę w kucykach. Przyznaje, iż gdzieś w głębi siebie oceniłam ich od razu z góry zakładając, że są bandą rozwydrzonych dzieciaków, które nie powinny mieć dzieci. Chciałam się mylić, naprawdę. Niestety po wejściu młodzieży z maluszkiem do gabinetu nie dało się nie słyszeć narastającej w sile awantury. W pewnym momencie z pokoju lekarskiego wyleciał z hukiem kopnięty fotelik samochodowy a za nim wyszli jak podejrzewam rodzice tego maleństwa. Bluzgi bezlitośnie przecinały powietrze a płacz dziecka zdawał się rozdzierać przestrzeń na pół. Dziewczyna rzuciła dziecko na ręce czekającego w korytarzu drugiego chłopaka wydobywając z siebie przesłodkie „nakarm to”. Chwilę później wszyscy zebrani w poczekalni dowiedzieli się z relacji młodej panienki, że malec ma zapalenie płuc a ich odsyłają z kolejnego szpitala, ponieważ nie ma chętnych do pozostania z nim na oddziale. Dlaczego? Jak powiedziała młoda „mamusia”, bo jej się nie chce. W tamtym momencie wtulając w siebie mojego małego synka miałam ochotę podejść do gówniary i dać jej w zęby. Wiem. Nie można tak. Ale im dłużej jej słuchałam tym ostrzejszy nóż otwierał się w mojej kieszeni. Nie byłam w stanie zrozumieć żadnego zdania wypowiadanego przez te dzieciaki. Każde ich słowo było karygodnym zaprzeczeniem uczuć rodzicielskich. Mnie osobiście to wszystko przeraziło. Na szczęście po tym jak poznałam kilka nowych wulgarnych zwrotów, z gabinetu wyłoniło się zbawienie w postaci pielęgniarki z dobrą nowiną. Otóż jeden ze szpitali zgodził się przyjąć to cierpiące niespełna półroczne maleństwo bez matki. Na twarzy pracownicy służby zdrowia zdało się dostrzec zarys ulgi. A może tylko ja chciałam zobaczyć to co sama poczułam? Dziecko będzie pod dobrą opieką. Ani przez chwilę nie rozluźniłam rąk, na których spał mój syn. Miłość do Niego nie pozwoliła mi na to. Byłam zbyt wystraszona, że coś może mu się stać. Zarówno ja jak i mój Partner bardzo mocno przeżyliśmy to zdarzenie. A obok nas rozgrywał się spektakl totalnej znieczulicy. Nasza szpitalna opowieść oczywiście miała szczęśliwe zakończenie. Aż boje się myśleć co stało się z tym płaczącym maluchem. Cała ta nietypowa sytuacja uświadomiła mi kilka spraw. Po pierwsze, jak bardzo boję się o zdrowie i życie swoich pociech. Po drugie, że nie wyobrażam sobie zostawić dziecka samego w szpitalu. Po trzecie ugruntowało to moje zdanie, że nie każdy nadaje się na rodzica. Zwłaszcza dzieci nie powinny mieć dzieci. No właśnie czy można powiedzieć, że istnieje idealny wiek na rodzenie dzieci? Wiem, wiem, że post się znacząco wydłuża, ale bardzo mnie to nurtuje.

Jak zaszłam w ciążę i podzieliłam się tym faktem z dalszą rodziną posypały się gratulacje. Szkoda tylko, że doprawione gorzką krytyką. Co takiego było źle według krewnych? Otóż mój wiek oraz kolejność  realizacji życiowego planu. Bez ślubu, bez ukończonych studiów i pracy nie powinnam brać się za zachodzenie w ciążę. W dodatku w tak młodym wieku?? Toż to skandal!! Taaaa, nasłuchałam się. Praktycznie jedyną osobą, która nas nie skrytykowała była moja Teściowa. Widać było, że się martwi, ale dała nam ogromne wsparcie i ani razu nie powiedziała, że popełniamy błąd. O mojej rodzicielce nawet nie chce mi się tu wspominać. Wracając jednak do sedna sprawy, ja dając się pierwszy raz zapłodnić miałam 22 lata. Gdy urodził się nasz Pierworodny nie miałam jeszcze ukończonych 23 wiosen. Byłam przerażona, to fakt. Ale nie swoim wiekiem. Bałam się czy sprostam nowej roli. Drugiego urwisa urodziłam dwa lata później. Większość moich koleżanek rodzi w okolicach trzydziestki. Moja matka miała 26 lat, natomiast Teściowa pokusiła się o dwóch synów, miedzy którymi jest aż kilkanaście lat różnicy. Zastanawiam się po prostu czy istnieje idealny wiek na pierwsze dziecko? Szczytem marzeń wielu jest zapewne oklepany scenariusz: skończyć studia, znaleźć pracę, wziąć super wystawny ślub, wdupić się w kredyt mieszkaniowy oraz samochodowy i „zrobić sobie dziecko”. Idealnie! Tylko czy to daje gwarancje na bycie dobrym rodzicem? Opisany przeze mnie przykład rozwydrzonej małolaty zdaje się potwierdzać teorię, iż nastolatki nie powinny zachodzić w ciąże. Jednak czy to znaczy, że dojrzała stateczna kobieta po czterdziestym roku życia będzie idealną mamą? Czy aby na pewno zbyt duża różnica wieku nie przyczyni się do braku porozumienia i gorszej relacji? Nie wiem. Nie jestem wyrocznią, ale z moich obserwacji wynika, iż nie to jest kluczem do sukcesu. Nie należy traktować dziecka jak chwilowego kaprysu ani też starać się na siłę nim odmłodzić. Ja ze swojego wieku rozrodczego jestem zadowolona. Pomimo, iż twierdzę, że nie do końca byłam gotowa na tak olbrzymie zmiany w życiu. Ale to moja historia i mój czas. Każdy ma inne.
Reasumując ten długi wywód, nasuwa mi się jeden wniosek. Otóż nie ważna w byciu rodzicem jest metryka. Nie problem zajść w ciąże i wydać na świat nowego człowieka. Bycie Rodzicem, to wychowywanie i opieka nad dzieckiem. Nie sztuką jest dać nowe życie. Sztuką jest wychować dziecko na dobrego człowiek niezależnie od własnej daty urodzenia.

4 Comments

  • Dokładnie – każdy ma swoją historię i czas na zostanie po raz pierwszy rodzicem. Moim osobistym zdaniem – lepiej wcześniej, niż później, w końcu zegar biologiczny bije i im starsze jesteśmy, tym mniej mamy siły na bieganie za rezolutnym maluszkiem (wiem z doświadczenia rodzinnego). Nie trzeba też mieć od razu wszystkiego (domu, mieszkania i dwóch samochodów), żeby być dobrym rodzicem. A to jest najważniejsze. I mówta, co chceta :) Ale nigdy nie będę popierać stanowiska osób, które twierdzą, że najpierw trzeba się dorobić, a potem rodzić. Dziecko zmienia perspektywę i czasem pomaga uniknąć złych decyzji.

    Pozdrawiam,
    T. :)

    • Dziecko wywraca życie do góry nogami. Mnie bardziej niż kwestia zegara biologicznego przekonuje wizja "drugiej młodości" po czterdziestce :)
      Wszystko można gdzieś wypośrodkować. Bycie dobrym rodzicem to nie tylko zapewnienie dziecku życia na "odpowiednim poziomie", ale przede wszystkim branie odpowiedzialności za swoje decyzje. Sama też nie jestem zwolenniczką planowania życia od a do z. Gdybym najpierw miała się dorobić, to na dziecko zawsze byłaby zła pora.

      Podziękowania za komentarz.
      Pozdrawiam!

  • Czytam Ciebie,a jakbym czytała o sobie.. Zaszłam w ciążę w tym samym wieku,teraz,prawie dwa lata później oczekuję drugiego dziecka.. Wiek mojej mamy i teściowej zaciążonej- podobny.. I podejście o 'drugiej młodości' również. 😉 Już nie muszę pisać bloga- wystarczy,że Ty to robisz i poczytam Ciebie. :) Iza

    • Izo, nawet nie wiesz jak mnie cieszy Twoja obecność w moim chaotycznym świecie :)

      Gratuluję przebrnięcia przez tyle postów. Mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłuższą chwilę, a w razie skarg, zażaleń itp. pisz śmiało!

      Podniosłaś mi poziom dobrego humoru w dniu dzisiejszym!

      Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

Dodaj komentarz