Ile można?

Z cyklu marudzenie dla samego marudzenia. Ostatnio skarżyłam się znajomej na „lekkie” przemęczenie. Okazało się, że nie tylko we mnie drzemie olbrzymia potrzeba odpoczynku. Przecież ile można? Aktualnie robię za pełnoetatową mamę i gospodynie domową. Jestem z moimi Urwisami praktycznie 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Jak już nastaje weekend, to nagle okazuje się ilu rzeczy nie zrobiliśmy do tej pory, a trzeba. Moja wizja ucieczki z domowych czeluści pryska niczym mydlana bańka. Tu jakieś większe zakupy się szykują, trzeba porządniej niż w tygodniu posprzątać domowy metraż, a zza rogu wyskakują już ciuchy do prania i prasowania. Jak się ma trzech chłopów w domu to ubrania brudzą się zaskakująco szybko. Niesamowite! Żeby jednak nie było tylko narzekania, to muszę przyznać, że czasem uda mi się wymknąć z domu na 3-4 godzinki. Hip hip hurra! Mam nawet szansę zatęsknić za rozbrykanym potomstwem. Nie obwiniam tu w żaden sposób mojego Męża. Skłamałabym twierdząc, że Partner utrudnia mi odpoczynek. Po prostu tak się składa, że ZAWSZE jest coś jeszcze do zrobienia. W tym tornadzie obowiązki i rzeczy „na już” zdają się rozmnażać w króliczym tempie. Cóż, jest jak jest i należy to przetrwać. Zacisnąć zęby z myślą przewodnią na ustach, że „kiedyś będzie lepiej”. Tylko ile jeszcze dam radę wypatrywać na horyzoncie porządnej przerwy?

Bardzo często boję się upomnieć o należny mi kawałek wolnego czasu. W końcu matka musi być matką. Przeraża mnie wizja przyznania się do skrajnego zmęczenia dziećmi i domem, ponieważ natychmiast w mojej głowie pojawiają się wyrzuty sumienia. Ktoś zna złoty środek jak to zdroworozsądkowo ogarnąć? U mnie niestety dochodzi do wybuchu bomby imieniem „mam dosyć!”. Bywają takie dni, w których z utęsknieniem wypatruję samochodu partnera przez okno. Czekam tylko przebierając nogami żeby przejął ode mnie dzieci i od razu biorę się za zmywanie naczyń czy odkurzanie. Byle tylko dalej od chłopców. Wiem, bywam okropną matką. Może po prostu czasami za dużo od siebie wymagam i nie pozwalam sobie na chwile oddechu. Finałem tego jest niepotrzebna histeria. Uważam, że źle robię, ale jednocześnie boje się mówić o swoich potrzebach. Powinnam rozmawiać z Partnerem na bieżąco. W końcu nie jest wstyd przyznać się do słabości. Muszę się definitywnie podszkolić w tym temacie. Póki co pomijając prozę życia, to ja sama pozbawiam się możliwości wzięcia urlopu. Może rzeczywiście jeśli kiedyś pozwolą mi na to finanse i czas, to wyskoczę na weekend z inną marudną mamuśką do spa albo w góry.

2 Comments

Dodaj komentarz