Nie to nie

Moje dziaciaki jak większość rozpoczęła przygodę z mową od „gugania” i „dadania”. Następnie udało im się nas zadowolić brzmieniem słów „mama” oraz „tata”. Dla każdego rodzica to wyjątkowy moment. W miarę rozwoju dzieci poznają świat a ich zasób słów rośnie. Nazewnictwo niektórych rzeczy czy też czynności bywa bardzo zabawne. U mojego starszego Potomka królowała swego czasu „kobdzikobdzika” zwana potocznie pieluszką. Do dziś czekolada jest „kakadą” i nie chce być inaczej. Tak czy siak ubaw jest. Jednak pomimo szerokopasmowej wyobraźni, obaj moi chłopcy posiadają równie potężny w swej mocy upór. Ich ulubionym słowem jest „NIE”.
Według moich Maluchów „NIE” jest odpowiednim wyrazem na każdą okazję. Chyba rzeczywiście to co fundujemy swoim rodzicom później do nas wraca. Ja zdecydowanie jako dzieciak i nastolatka nadużywałam zaprzeczeń. No to teraz mam za swoje.
Młodszy oczywiście kojarzy zastosowanie wyrażenia „NIE” i nagminnie prezentuje mi na co akurat nie ma ochoty. Starszy natomiast cwaniakuje posługując się podłapanym u swojego Ojca: „NIE TO NIE”. Cóż mogę powiedzieć oprócz tego, iż momentami to mi ręce pięć pięter niżej opadają. Pierworodny oznajmia wszem i wobec, że chce skonsumować pomidora. OK. Myję warzywo, wycieram i dumna z siebie podaję młodemu do ręki. Co otrzymuje w zamian? „JEDNAK NIE. PŁATKI CHCE”. Trzy głębokie wdechy i próba wyciągnięcia z Niego informacji skąd ta nagła zmiana zdania. Dziecko mi się zacina na tym, że mają być płatki. Chcąc się ostatecznie upewnić pytam czy zje płatki czy pomidora? I co słyszę w odpowiedzi? „NIE TO NIE” i foch zakończony wyjściem z kuchni do pokoju. Myślę sobie, że „jak nie to nie” i  podążam za młodym. Po chwili sytuacja powtarza się. Ten sam scenariusz zakończony jeszcze większym fochem. Za trzecim podejściem jestem zmuszona policzyć w myślach do 10, ponieważ dokładnie wiem co się zaraz wydarzy. Daje mu płatki, krzyk „NIE”, podsuwam pomidora i następne „NIE” jest jeszcze bardziej piskliwe. Staram się dawać dziecku możliwość podjęcia samodzielnej decyzji. Tłumaczę, pytam, cierpliwie czekam na odpowiedź. Ale wszystko ma swoje granice. Uznaję trzy podejścia do sprawy. Później staram się ignorować narastającą frustrację syna. Rozpoczyna się jego histeria podyktowana brakiem zdecydowania i jedyne co mogę zrobić, to przeczekać apokalipsę. Czasami mam ochotę uciec z domu, ponieważ takie zmiany zdania u mojego starszego dziecka zdarzają się kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie. Może to dotyczyć wszystkiego. Od jedzenia, przez bajkę, po ubranie czy wybór kierunku w jakim idziemy. Pojawia się słynne „NIE TO NIE”, którego znaczenia młody chyba do końca sam nie pojmuje i już. Martwi mnie to jego niezdecydowanie i szybko narastający gniew. Są dni kiedy wszystko jest na „NIE”. Nie mam pojęcia co mogę zrobić oprócz usilnego tłumaczenia żeby nauczył się być konkretnym chłopcem. W dodatku młodszy potworek z wielką radością podpatruje poczynania starszego brata.

Moja Matka powiedziała mi kiedyś, że gdy ja zostanę rodzicem, to dzieci „oddadzą” mi z nawiązką to co ja Jej zafundowałam. Mi zawsze było bardzo, ale to bardzo daleko do bycia aniołkiem. Jeżeli rzeczywiście rodzicielski świat tak funkcjonuje, to krótko mówiąc mam zdrowo przesrane. Cóż, pozostaje mi zaopatrzyć się w dużą dawkę cierpliwości oraz środków uspakajających i przyjęcie naczelnej zasady syna – „NIE TO NIE!”

Dodaj komentarz