Przepychanki-przechwalanki

Wiadomo, że dla każdej matki jej dziecko jest najlepsze z najlepszych, najpiękniejsze i w ogóle naj, naj, naj-wszystko. Niekiedy zachowanie umiaru w wygłaszaniu pochwał na temat swojego potomka bywa awykonalne. Nie jestem ideałem i na tej płaszczyźnie, ale staram się być obiektywna wobec moich pociech. Znowu chłopcy zrobili coś na co im nie pozwalam? Dlaczego mam innym wmawiać, że to wyjątek, ponieważ na codzień moje skarby to istne aniołki. Nie potrafię tak. Ja chyba w ogóle mam duży problem z byciem poprawną matką. Ale nieważne. Z moich maluchów jestem dumna, kiedy odniosą sukces, ale potrafię też wyrazić swoje niezadowolenie tłukąc im do głowy kolejny nudny monolog. Zapewne w takim momencie muszę być niesamowicie nudna dla nich. Jednak po cichu liczę, że jak będe im tłumaczyć różne zasady do upadu, to w końcu je zrozumieją.

Gdybym miała pokusić się o drobną charakterystykę mojego narybku, to po pierwsze są to dwa sprytne potworki, które wciąż coś kombinują. Obaj są głośni i wciąż przebywają w ruchu (wyjątkiem jest sen). Poza tym to dwa małe cwaniaczki wiedzące dokładnie jak mnie podejść. Niby są do siebie bardzo podobni a jednak tak bardzo inni. W łobuzowaniu dogadują się idealnie. Każdy ma swoje drobne talenty i mam nadzieję, że z biegiem lat będą je w sobie rozwijać. Ależ się rozpisałam o Dziamdziakach. W końcu to moje dzieci, więc jestem w stanie opowiadać o nich godzinami. Tu nie rożnie się niczym od większości mam. Jednak troche kłuje mnie w oczy pewna rzecz. Otóż niektóre mamy mają wybitną zdolność do wbijania wielkiej szpili. Przykład? Mój starszy syn zaczął chodzić w wieku czternastu miesięcy. Ile to ja się nasłuchałam później, że w tym wieku to Jaś, Staś czy inna Helenka biegali już w maratonach, a nawet przepływali 30 długości basenu. Wielokrotnie starałam się wpuszczać takie przechwalanki jednym uchem a wypuszczać inną częścią ciała, ale w rezultacie i mnie to jakoś dotknęło. Po wysłuchaniu kilku podwórkowych opowieści czego to dzieci innych ludzi nie robią, zaczęłam wątpić w siebie. Nie w moje dzieci. W siebie. W głowie boleśnie krzyczała mi myśl „co ja robię źle?”. Za mało czytam? Nie tak się bawię? Nie uczę angielskiego od pierwszych dni życia? Ograniczam w jakiś sposób rozwój moich dzieci? „Cholera, coś jest ze mną nie tak! JESTEM ZŁĄ MATKĄ”.
Chwilami wątpiłam, że posiadam instynkt macierzyński. Popadałam w panikę. A że z natury jestem spięta i zestresowana, to nietrudno u mnie o pojawienie się kolosalnego poczucia winy. Starałam się nie przekładać tych emocji na syna. W związku z tym przeryczałam w poduszkę kilkadziesiąt nocy. Zapewnienia Męża, iż wszystko jest OK zdawały się odbijać ode mnie jak piłka od ściany. Z biegiem czasu to poczucie winy się ustabilizowało i funkcjonowałam w miarę stabilnie. Okoliczne mamusie nadal piały nad swoim potomstwem, a ja starałam się milczeć. W końcu pogodziłam się z tytułem fatalnej matki i robiłam wszystko tak jak umiałam najlepiej licząc, że nie skrzywdzę syna. Wszystko zaczęło się zmieniać po narodzinach drugiego dziecka. Nagle okazało się, że chłopcy rozwijają się trochę inaczej, a ja przecież zasad gry nie zmieniłam. Hmmm, czyżbym była jednak w miarę dobra? Olśniło mnie! KAŻDE DZIECKO ROZWIJA SIĘ INACZEJ I ROBI TO W INDYWIDUALNYM TEMPIE. Eureka! Gdzie był mój mózg przez dwa ostatnie lata?? Chyba wyrzuciłam go razem z zafajdaną pieluszką.
Momentalnie przestały robić na mnie wrażenie słowa innych mam. A to, że Krzyś umie już mnożyć. To, że Małgosia nie nosi już pieluchy czy Franio śpiewający pieśni narodowe. Tak, olałam to. Miałam w głębokim poważaniu inne matki oraz ich dzieci, a także ile w tych historyjkach było prawdy. Spłynęło to po mnie wreszcie jak po kaczce. Co mnie obchodzą słowne przepychanki i licytacje innych. Moje dzieci dla mnie zawsze i niezależnie od wszystkiego będą świetne. Kocham Ich takich jacy są i będą. Owszem, zapewne popełnię sporo błędów w kwestii opieki nad nimi, ale nie mam zamiaru robić z nich superbohaterów jeśli nimi nie będą. Odrobina dystansu i szczerości wobec siebie oraz otoczenia to dobry pomysł. Polecam zrewidowanie swojego podejścia do własnego dziecka oraz innych każdej matce o wybujałej wyobraźni. Szkoda czasu na poprawianie sobie samopoczucia kosztem innych. Samokrytyczne podejście do życia ma zalety.

Dodaj komentarz