Rodzic = jasnowidz

Jak już wielokrotnie pisałam, bycie rodzicem to bardzo odpowiedzialna rola. Nie można żyć dalej beztrosko z dnia na dzień. Nagle wszystko musi mieć zarówno plan jak i koło ratunkowe w przypadku niepowodzenia. Bywają momenty, w których teoretycznie wszystko powinno być zapięte na ostatni guzik. Rzadko kiedy można pokusić się o nutkę adrenaliny i zaryzykować. W końcu mamy pod skrzydłami małe nieporadne istoty. Większość rodziców jest w stanie wykrzesać z siebie zakurzone pokłady rozsądku. Kiedy już matka czy ojciec zaczną przyzwyczajać się do nowej funkcji opiekuna, świat staje na głowie. Oprócz kilku podstawowych umiejętności takich jak szybkie analizowanie czy olbrzymie zapasy cierpliwości, jest jeszcze jedna bardzo przydatna zdolność. Otóż mam na myśli przewidywanie najbliższej przyszłości. Co mam konkretnie na myśli? Już tłumaczę.

Przykład 1:
Dzieciaki zaczynają szaleć biegając za sobą po pokoju. Wszystko pięknie, sielanka trwa, a w mojej głowie w ciągu ułamka sekundy rodzi się kilka scenariuszy. Jeden z nich to roztrzaskana o kant ławy głowa młodszego. Kolejnym są wybite zęby starszego, który wywinął orła na małym samochodziku. Następny to złamana ręka spowodowana potknięciem się o kapcia. Możliwe jest też złamanie innej części ciała na kartce pozostawionej na podłodze. Można by doszukać się jeszcz paru niebezpieczeństw czychających w konkretnym pomieszczeniu. Po ujrzeniu oczami wyobraźni każdej możliwe wersji w mgnieniu oka staram się zniwelować potencjalne zagrożenia. Uff. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że podłoga sama w sobie nie jest nazbyt ryzykowną powierzchnią.
Przykład 2:
Wizja uroczystej rodzinnej kolacji. Kawa, ciasto, w miarę możliwości przybrany stół, a na nim oprócz naczyń znajduje się lśniący reklamową bielą obrus. I znowu mam przed oczami „cudowny” widok jak cała zastawa leci na twarz któregoś z chłopców. Decyduje się na udekorowanie miejsca wieczerzy serwetkami oraz innymi pierdołami. Obrus wraca do szafy.
Przykład 3:
Przyjazd Babci zazwyczaj związany jest z pojawieniem się większej ilości słodyczy w naszym M. Mimo moich błagań o ograniczenie takich prezentów, łakocie wkraczają bezpardonowo w zasięg wzroku moich pociech. Tłumaczenie „nie teraz, bo nie zjedzą obiadu” odbija się od czterech ścian i z hukiem wylatuje przez okno. Głęboki oddech, zagryzienie wargi i podejmuje kolejną próbę tłumaczenia zasad panujących w naszej rodzinie. No nic, ponoszę setną porażkę, a dzieciaki gardzą zrobionym przeze mnie obiadem.
Takich przykładów można wymieniać bez końca. Co łączy je wszystkie? Otóż niezbędna zdolność przewidywania pewnych rzeczy. Niezależnie od tego czy jest to mroczna wizja upadku albo nagięcie reguł, to każda matka i ojciec zostają w ten czy inny sposób zobligowani do stania się jasnowidzem. Zanim podejmiemy decyzje musimy przewidzieć wszystkie skutki. Zwłaszcza te negatywne. Jesteśmy wręcz zobowiązani do wychwytywania wszystkimi zmysłami ewentualnych zagrożeń. Powinniśmy być praktycznie zawsze czujni i gotowi do interwencji. Non stop trzeba być kilka kroków przed dzieckiem. Tak już jest, gdy stajemy się odpowiedzialni za kogoś. Moim zdaniem lepiej niwelować niektóre niebezpieczne sytuacje niż potem płakać nad rozlanym mlekiem lub złamanym na meblu nosie.

Dodaj komentarz