Gadżety, bajery i inne bzdety

Świat idzie do przodu. A nawet pędzi żeby nie powiedzieć dosadniej. Z każdej strony obsiadają nas nowinki związane z postępem technologii. Jak dla mnie super. Zwłaszcza w dziedzinach umilających oraz ułatwiających życie, a także z zakresu medycyny. O ile na sprawach medycznych się nie znam w ogóle, o tyle jak uprościć sobie życie coś tam wiem. Na przykład czasami przydałby mi się pilot wyciszający wrzaski dzieci. Albo samo-prasujące coś aby zaoszczędzić czas poświęcony na taniec z żelazkiem.

Pomimo całej mojej sympatii do nowoczesnych urządzeń, na niektórych znam się lepiej, na innych gorzej. Dlatego wielokrotnie doceniam inteligencję swojego Męża. Moja mama już trochę gorzej radzi sobie z humorzastym sprzętem, ale mimo wszystko źle nie jest. Natomiast moi synowie, ah! To są dopiero mali maniacy wszelkiej maści grająco-świecących pierdół. To jest ich świat, ich epoka. Żyjemy w czasach, w których nawet czterolatek potrafi poradzić sobie ze smartphonem czy tabletem. Sama widzę po moich pociechach jak szybko i bez większych problemów dzieci potrafią rozpracować interesujący je sprzęt. Wydaje mi się, iż jest to kwestia naturalnego środowiska malca. Dzieci żyjące na wsi potrafią wydoić krowę, natomiast mieszczuchy umieją odpalić sobie grę na komputerze. Za kilkanaście lat to oni mnie będą uczyli obsługi najnowocześniejszego telefonu.
Czy to kwestia otoczenia w jakim przyszło się każdemu z nas narodzić? Przystosowania się do podłej rzeczywistości?
Nasi rodzice nie mieli dostępu do takiej techniki, więc niektórym jest ciężko odnaleźć się w obecnych realiach sprzętowych. Zapewne podobnie będzie z naszym pokoleniem za te trzydzieści lat. A nasze dzieci? One dadzą sobie radę z większością współczesnych bajeranckich gadżetów. Bo od małego są z nimi oswajane. Żyją wsród nich, obserwują jak my z tego korzystamy, dla nich to będzie naturalne środowisko.
Czasy zmieniają się nieubłaganie. Pewne umiejętności zanikają a inne wykształcają się stosownie do zapotrzebowania. Tak już jest. Mam nadzieję, że mimo prędkości z jaką zapieprza ten zwariowany świat, moi synowie będą orientować się czym były kasety magnetofonowe, gra w zbijaka oraz jak wesoło potrafi szczekać animowany Reksio. Ale to tylko moje skromne sentymentalne pragnienia wynikające z bycia matką. Oni będą mieli swoje zabawy i sprawy na głowie, a ja będę musiała pogodzić się z bezczelnym procesem starzenia.

Dodaj komentarz