Różnica wieku

W związku z niezdecydowaniem obecnej aury coś się ze mną niepokojącego dzieje. Mianowicie robię się bardziej podatna na wzruszenia. Aż boję się użyć tego słowa. Niech będzie. Ostatnimi dniami zrobiłam się troszkę sentymentalna. Aż chciałoby się rzec – „Sorry, taki mamy klimat”.
Porażka. Zdaje sobie sprawę ze swoich licznych wad, ale jeszcze to?! Najwidoczniej zaczynam się już starzeć. A przynajmniej tak czujemy się ja i moja metryka. Jeszcze kilka lat temu byłam nastolatką, a tu proszę co się aktualnie dzieje: przekroczyłam ćwierćwiecze, mam dwójkę dzieci i jakimś cudem Męża, a w dodatku staram się wylewać swoje zgorzkniałe analizy na łamach własnego bloga. Świat chyli się ku upadkowi. Jako istota wysoce aspołeczna dziwię się sama sobie odnośnie zaistnienia w wirtualnej przestrzeni. Zawsze unikałam wszelakiej maści wynurzeń emocjonalnych lub serwisów społecznościowych. A tu proszę, obdarzyłam mojego bloga uczuciem. A ile radochy daje mi świadomość, że chociaż jedna zagubiona duszyczka się tutaj zapędza! Macierzyństwo ewidentnie mnie zmienia.

Łapię się na tym, że przygnieciona przez jakąś karykaturalną formę rozczulenia gapię się na chłopców. To już ponad cztery lata minęły od pierwszego porodu, a za kilka miesięcy młodszy syn będzie obchodził drugie urodziny. Gdzieś mi czas ucieka między palcami. Boje się, że zaraz obudzą mnie nerwicowe mdłości spowodowane egzaminem maturalnym któregoś z Dziamdziaków. A w dodatku będę musiała przestać ich tak nazywać żeby nie zrobić im „wiochy” przed znajomymi.

Skoro już piszę o urodzinach, to ostatnio w mój mózg wdrożyło się pytanie następującej treści:

Jaka jest dobra różnica wieku między rodzeństwem?


Moich chłopaków dzielą 2 lata 5 miesięcy i 6 dni (o ile nie utraciłam podstawowej umiejętności liczenia i się nie pomyliłam). Ja mam pecha i jestem jedynaczką, natomiast Ślubny ma starszego o 14 lat brata.

Jako mała dziewczynka i pierwszorzędnie rozkapryszona jedyna córunia cieszyłam się z faktu bycia oczkiem w głowie mamusi. Jako nastolatka marzyłam o starszym bracie, który by mnie bronił i wyciągał z każdych tarapatów. Im byłam starsza, tym bardziej żałowałam braku rodzeństwa. Już jakiegokolwiek.
Ja nie planowałam żadnego dziecka przed ukończeniem 30-35 roku życia. Stało się jak się stało. Nie żałuję. Co więcej cieszę się z posiadania dwójki potomstwa. Co prawda bywa ciężko, ale różnica prawie 2,5 roku satysfakcjonuje mnie jako rodzica. Mam w końcu skromną nadzieję, iż moi synowie będą się szanować i wspierać w dorosłym życiu.

Z jednej strony słyszałam opinie, że niewielka różnica w wieku jest zdrowa, a dodatkowym jej walorem jest to, że jak już się wyjdzie z pieluch to ma się święty spokój. Doszły do mnie także głosy, że korzystniej poczekać aż starsze z dzieci będzie bardziej samodzielne. Lepiej niech stanie się ogarniętym przedszkolakiem albo poukładanym uczniem szkoły podstawowej. Zarówno pierwsza jak i druga opcja ma swoje plusy i minusy.
Z jednej strony rzeczywiście fajnie jeżeli między dzieciakami nie ma zbyt dużej różnicy, ponieważ istnieje szansa na lepsze porozumienie urwisów. Z drugiej zaś, to rozwiązanie wymaga trochę wysiłku. Wydaje mi się, że co by nie powiedzieć, to trudniej jest okiełznać dwójkę małych potworków niż jednego niemowlaka i starszego ludzika, którego można zainteresować puzzlami czy kolorowanką. Tak ja to widzę, ale być może wynika to z faktu, iż moich chłopców nie dzieli duża przestrzeń czasowa. Jak tak zaczęłam o tym intensywniej rozmyślać, to w przypadku alternatywnej wersji jest o tyle prościej, że pierworodne dziecko potrafi bardziej zająć się sobą. W ostateczności długą bajką. Tylko czy ta doroślejsza jednostka nie poczuje się odepchnięta? Może przecież i tak być. Niezależnie od naszych najszczerszych starań i tak siłą rzeczy noworodek potrzebuje więcej uwagi niż na przykład czterolatek. I nie mówię tutaj o rozwoju czy zabawie, bo akurat przedszkolak powinien mieć pobudzaną wyobraźnie. Mam na myśli przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa. Takiej kilkutygodniowej larwy nie można spuścić z oka ani zająć kolorową zabawką. Starszemu jesteśmy w stanie zagospodarować pożytecznie czas. Gorzej jak maluch jest wrażliwy i odbierze to jako zaniedbanie z naszej strony. Każdy kij ma dwa końce.

Gdzie w takim razie leży granica sukcesu? Niezaprzeczalnie to jakie relacje ma rodzeństwo za szczeniackich czasów, nie gwarantuje zgody w dorosłym życiu. I odwrotnie.

Reasumując ja jestem zadowolona z obrotu spraw w moim życiu. Ciekawa jestem jakie jest zdanie Czytelników na temat odpowiedniej różnicy wieku między rodzeństwem? :)

2 Comments

  • Na pewno posiadanie rodzeństwa zwiększa szansę uzyskania pomocy, kiedy nadejdą trudne czasy… ale to nie jest regułą, patrząc na ludzi dookoła mnie. Jedne rodzeństwa wspierają się, a drugie nie odzywają do siebie. Myślę, że nie w różnicy wieku tkwi rozwiązanie sprawy, a np. w tym, jak rodzice traktują swoje dzieci, i z samych potrzeb dzieci (czy są "samoobsługowe" czy bardzo absorbujące).
    Chyba jest tak, że jeśli jedno jest traktowane wyraźnie gorzej, to może mieć pretensje do rodzica i do brata/siostry. Nie chodzi mi o to, aby starszaka traktować jak niemowlaka i nosić na rękach cały dzień, tylko również poświęcać mu (jakiś) wartościowy czas … "sprawiedliwie nie znaczy po równo", więc jeszcze masz duży wpływ na to, czy Twoi synowie będą się wspierać za kilka dziesięcioleci.
    LJK

    • Jak każda matka staram się dać im to co najlepsze i mam nadzieję, że w dorosłym życiu chłopcy będą mieli z tego jakieś profity. Mam duży wpływ i ogromną nadzieję, że nie zepsuje tego.

Dodaj komentarz