Dzień Makaronowy

Dawno nie robiłam posiłku, w którym udział bierze makaron. Postanowiłam porwać się z patelnią na speghetti. Mnie osobiście bawią niekończące się centymetry makaronu, ale moich chłopców już zdecydowanie mniej. Dlatego tym razem zdecydowałam się na zastąpienie długich nitek zakręconymi świderkami. Niewątpliwie dla obu dżentelmenów jest to wygodniejsze. Starszemu łatwiej idzie nabijanie świdrów na widelec, a młodszemu w zależności od nastroju chwytanie w dłoń albo łowienie klusek łyżeczką. Przygotowałam sos, wrzuciłam na wrzątek część makaronu i voila! Po skonsumowaniu posiłku aby skupić Dziamdziaki w jednym pomieszczeniu musiałam szybko wymyślić jakąś ciekawą formę spędzenia czasu. Pierworodny powiadomił mnie, że makron był pycha, a w mojej głowie zapaliła się mała żarówka.

MAKARON!
To jest to! Skoczyłam po opakowanie surowych śrubek po drodze zgarniając kilka plastikowych pudełek służących do przechowywania jedzenia. Akurat jestem w posiadaniu zestawu zawierającego cały przekrój kształtów i form przezroczystych prostokątów. Od wersji mini, gdzie ledwo zmieszczą się trzy rzodkiewki do potężnych pudeł mogących zmieścić kilka kotletów schabowych.
Dla obu chłopców przygotowałam taki sam zestaw. Po jednym pojemniku z każdego rozmiaru. Do każdego wsypałam po kilka twardych świderków. Młodszy od razu zaczął przeprowadzkę makaronową pomiędzy naczyniami. Starszego natomiast postanowiłam trochę „pomęczyć”. Najpierw liczyliśmy pojedyncze makarony znajdujące się w konkretnym pojemniku. W najmniejszym był jeden świderek, w większym dwa, w następnym trzy itd. Kolejnym zadaniem było liczenie i szukanie.
– Skarbie ile tu jest makaroników? – pytałam zerkając czy młodszy syn nie pakuje jedzeniowej zabawki do paszczy.
– 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8. 8 makaronów – odpowiedział dumny potomek.
– Brawo Kochanie! Buziak! No dobrze, a teraz powiedz mi, w którym pudełku są trzy makarony? – staram się kuć żelazo póki gorące.
– O tu!!! – uśmiechnięty od ucha do ucha malec podaje mi pudełko z trzema świderkami.
– Super! Piąteczka! – bije mu brawo.
Młodszy w tym czasie przesypał wszystkie swoje makrony do jednego pudełka i sięga po asortyment brata. Drobna kłótnia nad którą w miarę szybko udaje mi się zapanować.
OK, co dalej? Wiem! Teraz poćwiczymy przesypywanie z jednego pojemnika do drugiego. Najwięcej frajdy było w przypadku, gdy z największego pojemnika świdry miały wylądować w tym mikroskopijnych gabarytów. Oczywiście radość co jakiś czas przeplatała się z histerycznym krzykiem protestu, ale i z tym jakoś sobie poradziłam.
Podsumowując, było ciekawie. I jak się okazuje żeby było fajnie i trochę edukacyjnie wystarczy makaron, kilka pudełek i przede wszystkim chęci do zabawy z dzieckiem.

Dodaj komentarz