Przedwczesna walka

Na samym szczycie szklanego budynku w pewnym pokoju na wielkim dębowym biurku leżą akta kolejnego przypadku. W pomieszczeniu oprócz odgłosu przerzucanych stron da się usłyszeć nerwowe stukanie butów na wycyklinowanym parkiecie.

– Co robimy z tym numerem? Wypuszczamy wcześniej?
– Tak. – odpowiada stanowczo niski męski głos.
– Szefie, ale znowu? Kolejne? – dopytuje się nerwowo przebierający nogami młodzieniec.
– Tak. – z tym samym stoickim spokojem odzywa się głos.
– No dobrze. Młody, puść informację do centrali żeby nadali komunikat na dół. – nakazuje trzeci uczestnik rozmowy.
– Ale wszystko będzie OK?! – wykrzykuje młodzian.
– Tak. – uspokaja go ciepły męski głos.
Zestresowany chłopak wybiega czym prędzej z pokoju zaciskając mocno kciuki i powtarzając w myślach „powiedział, że będzie dobrze”.
Skurcz. Zaskakująco bolesny.
Kilkanaście minut po wyjściu młodzieńca z izby na szczycie, parę pięter niżej młodą dziewczynę łapie dziwny ból brzucha. Ciężarna przysiada na ławce w parku, aby nabrać sił.
Skurcz. Znowu.
– Co do cholery… – wymawia przez zaciśnięte zęby śliczna brunetka. – Co się dzieje?? – czuje, że zaczyna pomału panikować.
Głęboki wdech. Spokój.
Dziewczyna dla pewności siedzi jeszcze chwilę w cieniu wielkiego dębu i stara się wygramolić ze zgiętej w pół pozycji. Przekonana o tym, że to był tylko fałszywy alarm podnosi się powoli z ławki.
Bezgłośny szelest wody uświadamia jej powagę sytuacji.
– Nie, jeszcze nie teraz – błaga w myślach przyszła matka. – Maluchu jeszcze nie jest na Ciebie pora.
W ciągu sekundy zbiegają się wokół niej ludzie. Ktoś każe Jej usiąść, ktoś inny rozmawia już z dyspozytorką pogotowia, jeszcze inna postać głaszcze ją po głowie i coś szepcze.
– Proszę się nie martwić, karetka zaraz będzie – do jej uszu dociera nieznajomy tembr głosu.
Cisza. Ciemność.
Nad naszą bohaterką stoi kobieta w średnim wieku w białym kitlu. Jej mina zdaje się mieć bardzo spokojny wyraz. Lekarka patrzy na monitor i po chwili orientuje się, że pacjentka bacznie na nią spogląda.

– Wszystko już jest w porządku. Musieliśmy wykonać zabieg cesarskiego cięcia, ponieważ groziła Pani utrata ciąży. Proszę się nie martwić, córka żyje, ale jest bardzo malutka. Musi przebywać w inkubatorze aż nabierze sił. 
Na twarzy dziewczyny zdziwienie miesza się z przerażeniem.
Jej myśli wbijają się ostro jak szpilki w głowę. Analiza. Termin porodu przecież za kilka tygodni. Czy to jakiś głupi żart czy zły sen? – myśli biją się ze sobą.

Do uszu dziewczyny dociera chrapliwy głos położnej:
– Jak tylko lepiej się Pani poczuje, pojedziemy odwiedzić maleństwo.
Ręka brunetki zjeżdża w okolice gdzie ostatnio czuła silny ból.
„Nie ma Cię tu”. Gardło zacisnęli się już chyba na stałe.
Determinacja. Lęk.
Nasza młoda mama podjeżdża na wózku prowadzonym przez pielęgniarkę do dziwnej machiny. To inkubator. A w nim mikroskopijną istotka z zasłoniętymi oczkami i plątaniną kabli oraz rurek.
– To Ty…  – dziewczynie łamie się głos a koszula nasiąka ciepłymi łzami.
Młoda lekarka tłumaczy Jej, że dziecko jest wcześniakiem, jaki ma procent szans na przeżycie, jakie dostaje leki i dlaczego w ogóle to wszystko miało miejsce. Do sparaliżowanej strachem kobiety dociera co druga informacja, a w sercu pojawiają się pragnienia. Żyj i bądź zdrowa córeczko. Dłoń zrozpaczonej matki zjeżdża bezgłośnie po szybie przezroczystego pudełka z jej dzieckiem w środku.
„Dlaczego?” zdają się nieśmiało pytać jej oczy. „Dlaczego?”
W tym samym czasie w pokoju z dębowym biurkiem pośrodku siedzi młody blondyn i pociągając nosem cicho powtarza pytanie „dlaczego?”.
– Mój drogi chłopcze – klepie go po ramieniu mężczyzna o niskim głosie. – Tak już jest.
– Ale ja nie rozumiem dlaczego te maluchy muszą przychodzić na świat za wcześnie?! – zasmarkany chłopak oburza się na swojego towarzysza. 
– Już ci tłumaczę. – spokojnie kontynuuje starzec.
– Niektóre z dzieci rodzą się przed czasem żeby walczyć. Przychodzą na świat za wcześnie aby nabrać sił na następne lata. Walczą o życie przez tydzień, dwa a nawet i dłużej tworząc sobie warstwę ochronną przed tym parszywym światem. One walcząc o przetrwanie budują swój silny charakter. Jeżeli uda im się wyjść cało z tej sytuacji, to już nic nie będzie potrafiło ich złamać. One po to są wcześniakami żeby stały się wojownikami. Jeśli wygrywają w swej walce i woli istnienia, będą nie do pokonania w przyszłości. Żaden problem nie powali ich na kolana. Żadna przeciwność losu nie będzie wiszącym mostem nie do przejścia. Oni po to są zsyłani przez nas wcześniej, aby stali się silniejsi. Ich rodzice również. Bo muszą walczyć razem z dziećmi. Te dzieci od początku mają pod górkę żeby później umieć przemalować ich życia na ładniejsze barwy. Dlatego mój drogi niektórzy są zmuszeni przez to przejść. Daliśmy ludziom wolną wolę. Więc ci, którzy mają chęć przetrwania, nagrodzą sami siebie siłą i mocą pokonania każdej przeszkody i problemu w ziemskim życiu. – podsumował siwy starzec.
– Teraz rozumiem – odpowiedział młodzieniec spoglądając w dół na niewielką rączkę w inkubatorze. – Dasz sobie radę mała. Dasz sobie radę.

2 Comments

  • Niestety wiem cos o tej walce.. chcialbym zeby to co napisalas bylo prawda i zeby w przyszlosci moja CORCIA byla dzieki temu silna… Sciskam Cie mocno i zycze aby Twoja terapia szybko dobiegla konca, oczywiscie z dobrym rezultatem! <3

Dodaj komentarz