No ładnie, ładnie

Człowiek wyposażony został w zmysły. Wszystkie z nich zdecydowanie bardziej wolą odbierać przyjemne impulsy. Dla oka milszy jest widok polnego kwiatu niż rozdeptanego w pośpiechu psiego gówna. Milej jest słuchać śmiechu dziecka niż zrzędzenia teściowej. Smaczniejsza jest orzeźwiająca porcja lodów niż znienawidzone w dzieciństwie brokuły, szpinak czy brukselka (które osobiście uwielbiam). Przyjemniej jest dotknąć małego szczeniaka niż nawet najcudowniejszego jeża. Łatwiej będzie nam wstać z łóżka czując zapach świeżo mielonej kawy niż przypalonej jajecznicy. Oczywista sprawa. Wszystko co ładne, miłe, przyjemne jest lepsze od tego przeciwieństw. Człowiek z natury lgnie do rzeczy, które dobrze mu się kojarzą. To całkowicie naturalna reakcja pozwalająca na podwyższenie komfortu własnego życia.


Jak wrażliwość zmysłów odnosi się do naszego myślenia? Wrzućmy na ruszt dyskusyjny temat blogów. Każdy, no dobra, przeważająca większość internautów odwiedza strony, które są bardziej estetyczne niż inne. W przypadku bloga zmysłem wysuniętym na front staje się wzrok. Jeżeli autor bloga postara się aby jego strona była barwna i dynamiczna, to na pewno ma procentowo większą szansę na zatrzymanie przy sobie Czytelnika. Witryny internetowe bogate w ładne zdjęcia, kolorowe nagłówki czy przystępne dla oka inne ozdoby, są znacznie lepiej odbierane. Człowiek lubi to, co jest fajne. Przyjemniej obcuje się z przystępniejszymi doznaniami. Prosty blog posiadający więcej tekstu aniżeli fotografii może być znacznie słabiej oceniany. Nie każdy ma ochotę zagłębiać się w tok myślenia autora. Czasami Gościowi wystarcza możliwość przebiegnięcia się po ilustracjach. I już. Finisz.
Ci bardziej wytrwali, którzy nie kliknęli jeszcze w krzyżyk mogą pokusić się o przeczytanie kilku linijek. Jeśli autor wie co sam miał na myśli i w ciekawy sposób przekaże to zainteresowanym, to sukces murowany. Poprzez sukces nie mam tu na myśli zyskania statusu stołecznego celebryty, a zyskanie chociaż kilku wiernych i szczerych Czytelników. Osobiście uważam, iż lepiej kiedy na bloga zagląda niewielka ilość osób, ale za to takich, którzy realnie uczestniczą w jego egzystencji. Którzy maja odwagę i chęć czytania wypocin autorów wpisów. Lepsza jakość niż ilość, ale to moje prywatne odczucie. Jednak wracając do sedna. Dobre teksty obronią się same i znajdą swoich zwolenników. Mimo tego mam wrażenie, iż internauta szybciej przyklei nos do bloga wzbogaconego w zdjęcia niż takiego soute.
Jednak nie wszystko co złoto się świeci i niekiedy najbogatszy blog z obrazkami nie umywa się do innego bogatego w intrygujące posty.
Zdaje sobie sprawę z faktu, iż ludziom przyjemniej przebywa się w towarzystwie atrakcyjnych rzeczy. Ale mam wrażenie, że wraz z upływem czasu trochę głupiejemy i stajemy się coraz mniej wymagający. Czy jest to kwestia lenistwa, braku czasu czy nowoczesnego modelu życia, to już należy rozpatrywać indywidualnie. Zamiast przeżywać książkę, współczesny odbiorca woli wybrać się do kina na jej ekranizację. Jakbyśmy świadomie ułatwiali sobie funkcjonowanie, zatracając tym samym niezwykłą zdolność samodzielnego i wytężonego myślenia.
W dobie licznych problemów i zmartwień przyjemniej jest otaczać się pięknym dobrem. Trudne tematy chowamy głęboko w zakamarkach dziurawej kieszeni. Szkoda. Uważam, ze ambitny człowiek powinien stawiać przed sobą kolejne cele do zrealizowania i ulepszenia samego siebie.
W żaden sposób nie neguję takiej praktyki. Sama przecież też wybieram to, co wydaje się ładniejsze. Nie lubię natomiast wybierać tego co łatwe. Wolę zmierzyć się z trudniejszą odmianą zagadnienia i sprawdzić przy okazji siebie. Trąci tu nutką masochizmu? Może. Dla ludzi najwygodniej by było żeby wszystko robiło się samo i przy okazji ślicznie wyglądało i ładnie pachniało. Czy nie szkoda zabijać własnych marzeń na rzecz wygody?
Znowu nachodzą mnie dziwne przemyślenia i wyciągane z nich wnioski mające abstrakcyjne zabarwienie. Ale ja lubię myśleć. Lubię wyznaczać sobie nowe zadania i mierzyć się z nimi. Jak przykładowo z terapią. Ani to ładne zjawisko, ani miłe doświadczenie, a ciągnie mnie do niego jak magnes.
Zagłębienie się w trudne i wymagające zagadnienia wydaje mi się budujące. To podobnie jak ze zdjęciami umieszczonymi w internecie. Czy poznasz ich blask nie czytając podpisu? Możliwe, że świecą one znacznie jaśniej, ale bez uprzedniego zapoznania się z przekazem pisemnym, nie ma szans na dostrzeżenie tego.
Wiem. Zagmatwałam wszystko. Czasami mam problem z przekazaniem Wam Drodzy Czytelnicy tego, co pragnę poddać pod dyskusję.
Tak czy inaczej nie chcę krytykować ładnej strony rzeczywistości. Raczej pragnę zachęcić siebie i innych do podjęcia wewnętrznej analizy: czy warto czasem sięgnąć po to co z pozoru wydaje się trudniejsze i brzydsze.

6 Comments

  • Cześć !
    Dawno do Ciebie nie zaglądałam, a tutaj tyle nowości! 😉
    Faktem udowodnionym naukowo jest to, że ludzie są wzrokowcami i w pierwszej kolejności ich wybory padają na wszystko to co atrakcyjne dla oka. Jak powszechnie wiadomo – nie wszystko złoto, co się świeci – jednakże o tym przekonujemy się dopiero w późniejszych etapach. Często coś co na pierwsze wrażenie wydaje się takie super, z czasem pokazuje swoją gorszą stronę. Mogę się posłużyć Twoim przykładem – blogami :) Sama przeglądając takowe nie raz jestem pod wrażeniem bogatej i wypasionej oprawy graficznej, jednak po przeczytaniu kilku linijek pierwszego posta stwierdzam, że jest po prostu tandetny. A jednak należę do grupy osób, które cenią treść, a nie obrazki :) Lubie blogi z przesłaniem, które wniosą do mojego życia coś ciekawego, a nie tylko myśl – o jaki słodki, bo to mogę powiedzieć o piesku, którego mijam na ulicy :)

    pozdrawiam!

Dodaj komentarz