Ktoś do kochania

Widok nastoletniej dziewczyny z wózkiem zdaje się coraz mniej dziwić przechodniów. Gimnazjalistka z ciążowym brzuchem nie jest już tak ogromną sensacją jak dziesięć lat temu, a głupie pseudo-erotyczne zabawy dzieci z podstawówki bezpardonowo wkraczają w godziny emisji wieczorynki. Świat zmierza w ekstremalnie patologicznym kierunku. Jeżeli ktoś nie da ludzkości mocno w pysk, to za sto lat będziemy mieli zidiociałe społeczeństwo posiadające papkę zamiast mózgu. Jakim cudem ludzkość ma w ogóle przetrwać? Nie potrzebna nam żadna kosmiczna wojna czy plagi bądź też klan dyktatorów. Takim postępowaniem jakim może poszczycić się rosnąca liczba nastolatków daleko nie zajdziemy jako „dobro naturalne” Ziemi. Mimo tej ponurej tendencji mam nadzieję, że przyszłe pokolenia będą coraz mądrzejsze i świadome swoich poczynań.

Póki posiadałam czas i chęci na „światowe” wojaże do niektórych większych sklepów, miałam wątpliwą przyjemność zaobserwowania kilku szczeniackich wybryków. W trakcie wytężania umysłu między sklepowymi alejkami, wielokrotnie słyszałam bardzo młode dzieciaki rzucające mięsem lepiej niż niejeden rzeźnik. Być może przesadzam z tego powodu, że sama rzadko bluzgam, ale bardzo mocno mnie to raziło. Inny razem podczas arcytrudnego wyboru pomiędzy sałatą lodową a kapustą pekińską, moje uszy więdły od gimnazjalnych opowieści alkoholowych. Ja wiem, że co pokolenie, to większa pustka w głowach, ale ludu złoty, gdzież uciekł Wam szacunek do samego siebie?! Nikt mi nie powie, że stojąca z petem w ręku czternastolatka zwierzająca się z ostatniej upojnej przerwy śniadaniowej ma klasę? Chyba jedynie jakaś niezdaną.
My dorośli po części sami przyzwalamy młodzianom na taką formę „wolnej dorosłości”. Większość woli udać, że nie widzi chłopczyka ledwo wystającego zza sklepowej lady pakującego puszki piwa do plecaka. A stojące na przystanku małolaty z papierosem? Nie, no norma. No, bo po co zwracać latorośli uwagę skoro i tak nic nie dotrze do młodej głowy , a my możemy narazić się na soczystą porcje kwiecistych bluzgów. Teoretycznie to prawda. Tylko skoro każdy z nas zasłania się w taki sposób, to nie ma nikogo chętnego na stanowisko „stróża moralności publicznej”. A gdyby tak tupnąć nogą i jeden za drugim jak klocki domina rozpędzić postawę społeczną, która nie zgadza się na takie zachowanie młodzieży? Marzenie ściętej głowy. Niestety. Nie dziś i nie w tak stresowo zabieganym życiu. Smutne to.
Gdzieś w tej zagmatwanej przestrzeni nieletnim zostało odebrane przyzwolenie na bycie dziećmi. Kolorowe pisma, coraz bardziej wulgarne bajki pozbawiają dzieci wrażliwości oraz potrzeby bliskości. W pakiecie gratis zabiegani spięci rodzice notorycznie narzekający na brak czasu lub zmęczenie. A to się mści. Efekt jest taki, że szesnastolatka, w której te odczucia kumulowały się tyle lat zamierza je sobie odbić. A jak uczynić to najlepiej? Otóż „zrobić sobie kogoś do kochania”. Tak. Samotne i zagubione w erze blichtru dziecko odkrywa potrzebę miłości. I wtedy wpada na pomysł zrobienia sobie „kogoś do kochania”. I voila! Dziecko będzie miało dziecko! 
Podobno są dwa modne trendy w macierzyństwie. Bycie bardzo młodą mamą lub zrealizowaną businesswoman, która decyduje się na rozmnożenie w okolicach 35-40 urodzin. Kompromisowy środek staje się mniejszością. W zaganianym życiu decydujemy się na realizację siebie jako jednostki pracującej, a dopiero potem rodzinnej. Takie czasy stwierdzę banalnie do granic możliwości. Aby móc w miarę godnie żyć i pozwolić sobie na luksus jakim jest potomstwo, zwykły szary człowiek musi najpierw coś osiągnąć. A co? Skończyć szkołę, otrzymać tytuł, znaleźć dobrze płatną pracę i wdupić się w trzydziestoletni kredyt mieszkaniowy. Następnie ewentualnie można pokusić się o rosnący przez dziewięć miesięcy brzuch. Zawsze coś jest ważniejsze od założenia rodziny więcej niż dwuosobowej. Przeważnie znajdzie się jakieś kamienne „ALE”, które przesunie plan prokreacji na następne miesiące. Żeby dobrze żyć, najpierw trzeba na to mocno zapracować.
Jakby nie patrzeć, jest to wysoce rozsądne założenie. Tylko później przychodzi refleksja ile lat bez dziecka umknęło. Ale i tak najważniejsze, że w końcu upragniony maluch robi pobudkę o piątej rano.
Drugą stroną medalu są lekko pogubione małolaty. Moim zdaniem świadoma chęć posiadania dziecka przez szesnastolatków nie jest zdrowa. Dzieci nie powinny mieć dzieci. A jednak. Nagle poczucie bycia potrzebnym spada do granicy zera, a dzieciak szuka czegoś co wypełni pustkę. Dlaczego by nie zrobić sobie dziecka? Nawet nie chodzi tu o zostanie rodzicem. O, nie. Ale właśnie o posiadanie maleństwa, które pokocha zdezorientowaną nastolatkę bezwarunkowo. Już na zawsze.
I taka niedojrzała gimnazjalistka istnieje w przekonaniu, że zajście w ciążę jej pomoże. Bo będzie przy niej ktoś wpatrzony tylko w nią i zachwycony każdym jej oddechem. Ktoś kto obdarzy ją upragnionymi uczuciami. A że są jakieś dodatkowe utrudnienia w postaci przymusu karmienia i zmieniania pieluch, no to już trudno. Jakoś to będzie.
Przeraża mnie już samo pisanie o możliwości bycia aż tak nieodpowiedzialną istotą. Urodzenie dziecka to nie impulsywny kaprys. To decyzja podejmowana na całe życie. Na każdą chwilę przez pierwsze lata i na nerwy, gdy pociecha spóźnia się kilka godzin. A przede wszystkim szansa na nic nie kosztujące szczęście. Wkurzają mnie młode dziewczyny traktujące dziecko jako kolejny modny dodatek bądź ciekawostkę przyrodniczą do chwalenia się na facebook’u. Dziecko rodzące kolejne dziecko nie robi nic nadzwyczajnego. Jedynie umożliwia zniszczenie kolejnego dziecięcego opowiadania. „Ktoś do kochania” nie jest lekiem na nieszczęśliwe dzieciństwo. Na to schorzenie dobra jest jedynie ciężka praca nad sobą i chęć poznania czym jest radość życia.

Dodaj komentarz