Cisza

Zamykam się w łazience. Siadam na wannie i patrzę jak drżą mi dłonie. Serce zaraz mi wyskoczy z klatki piersiowej, panicznie łapię każdy oddech niczym ryba wyrzucona na pomost.

Cisza.

Młody miał kolejny atak. Książka MUSI być otwarta na tej konkretnej stronie i leżeć w tym konkretnym miejscu.
Nikt nie może jej dotknąć.
Robi to młodszy z braci. Starszy wpada w histerię podszytą niezrozumiałym dla mnie strachem. Widzę przerażenie w jego oczach. Staram się go przytulić. Odpycha mnie.
Znowu.
Nagle.
Bez powodu.
Dzień było w miarę OK, a niespodziewanie rozpoczyna się piekło. Nie nasze. Jego. To on nie rozumie co się dzieje. Ja też, ale muszę mu pomóc. Wyciszyć, uspokoić. Być przy nim.

Dzisiaj zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy. Ja nie boję się diagnozy. Nie czuje strachu przed nieznanym, ponieważ wiem, że damy sobie radę ze wszystkim.
Ja martwię się jak poradzi sobie w życiu mój syn, gdy ja umrę, a on będzie miał jakiś problem. Nie straszna mi jego ewentualna choroba, ani teoretycznie trudniejsze rodzicielstwo.
Chciałabym żeby był w stu procentach zdrowy. Żeby mnie nie potrzebował i mógł żyć samodzielnie. To budzi mój lęk.

Kocham tak bardzo, że nic innego mnie nie przeraża.

4 Comments

Dodaj komentarz