Power trio na sportowo

Nasza załoga składa się z czterech członków. Jest głowa rodziny w postaci Ślubnego, szyja w mojej osobie i dorzucone gratis dwa urwisy. Tak się złożyło, iż zdecydowaną większość familii stanowią panowie. Nie licząc krwiopijnej komarzycy jestem jedyną niewiastą w naszych czterech ścianach. Jak wszytko co krąży we wszechświecie i ta struktura ma zarówno wady jak i zalety.

Póki co robię za sfrustrowaną kurę domową, zaś mąż za strudzonego żywiciela rodziny. Tak w porozumieniu z kapryśnym losem zdecydowaliśmy. Bywają lepsze i gorsze momenty, wiadomo. Ale każde z nas ma swoje zadania i obowiązki, które stara się wykonywać jak najlepiej dla dobra całej czwórki. Nie unikamy przy tym kolorowej maści spięć, gniewu a nawet uczucia zmęczenia. Jak wiadomo w kupie siła, więc trwamy dalej wypatrując za zachodzącym słońcem lepszych czasów. Żeby było jasne, te nie są złe, ale zawsze można pokusić się o atrakcyjniejszy dobrobyt.

Skoro jesteśmy w temacie mniej lub bardziej odległej przyszłości, to miejmy nadzieję czeka nas jeszcze jeden miły zwrot. Brzuch zaczął mi rosnąć w stosunkowo młodym wieku. Kiedy nasze dzieciaki przekroczą próg pełnoletności my będziemy tuż po magicznej czterdziestce. O ile do tego czasu nie wygramy w totka i nie zafundujemy sobie niani, to dopiero wtedy doczekamy się znamion wolności. Po cichu liczę na przeżycie drugiej młodości. I nie widzę w tym nic niesłusznego. Kiedy jesteś z dziećmi 24h/dobę zaczynasz tęsknić za młodością. Ostatni raz w kinie z mężem byliśmy prawie cztery lata temu. Po prostu tak się turlają nasze losy i tyle. Nie mogę i nie chcę narzekać, bo zawsze może być gorzej. Tego nikt nie chce. A jeśli mam szansę na tzw. „odbicie” sobie tych utraconych momentów w starszym wieku, to dlaczego mam z tego nie skorzystać?

Zanim zacznę na nowo cieszyć się swobodą małżeńską mam szansę na wynegocjowanie odrobiny samotnej kobiecej przestrzeni. Do czego zmierzam? Otóż do ukazania zalety posiadania samych chłopów w domu. Każda większa impreza sportowa relacjonowana w plazmowym odbiorniku, to dla mnie szansa na relaks z koleżanką bądź odprężenie się u kosmetyczki. Jako przykładna matka i małżonka przed rozpoczęciem transmisji telewizyjnej, udam się do pobliskiego sklepu. Kupię Ślubnemu dobre piwo, dzieciaki zapewne zażyczą sobie czegoś gazowanego (a niech mają od czasu do czasu), dorzucę kilka niezdrowych przekąsek i przyniosę to męskiej załodze dumna z siebie. Może nawet zrobię im jeszcze dobrą kolację przed wyjściem? Kto wie, kto wie. Następnie niczym skoczek narciarski wykonam długi szus w kierunku drzwi posyłając kanapowym sportowcom buziaki. Oni zostaną w męskim gronie, ja natomiast po kilku dniach wysłuchiwania pierdnięć i bekania dla odmiany posłucham plotek z życia koleżanek. Wrócę i dnia następnego z miłą chęcią wysłucham relacji z wczorajszego meczu. W końcu sama lubię to oglądać. Z drugiej strony czasem trzeba będzie opuścić „jajeczne” cztery ściany. Jak to się mówi: „wilk syty i owca cała”.

Brzmi to trochę jak naszkicowana Idylla, ale czym byłoby życie bez marzeń? Kilometrową pustynię bez żadnej oazy. Moja osobista oaza dojrzewa powoli. Przez następne lata wyrośnie na całkiem przyjemne miejsce. A moi współmieszkańcy będą zadowoleni z faktu pozbycia się jedynej kobiety z samczego świata. Jak dla mnie to zapowiada się cudownie.

2 Comments

    • Dziękuję za miłe slowa. Bardzo dziękuję.

      Powiem Ci Droga Moniko, że w życiu jest mnóstwo wartości, które mnożą się podczas, gdy się je dzieli. Siła na pewno zalicza się do tego zaszczytnego grona.

      Pozdrawiam serdecznie.

      PS
      W razie potrzeby kontaktu ze mną od razu zapewniam, że nie gryzę. Jeszcze raz dziękuję za odwiedzenie mojej cichej zatoki.

Dodaj komentarz