Bajkopisarze, czyli nie kłam skarbie

Jakiś czas temu znajoma opowiedziała mi historię małego „przestępstwa”. Jej kilkuletni syn przywłaszczył sobie auto z przedszkola. Dlaczego? Ponieważ mu się podobało. Maluchowi zostało wytłumaczone jego działanie, a także co ma dalej z tym zrobić. Zastanawiam się na ile przedszkolak zdaje sobie sprawę z własnego występku. Jestem ciekawa kiedy w głowie dziecka kłamstwo wyrasta do rozmiarów złego czynu, a kiedy pozostaje niegrzeczną zachcianką. Póki co mój narybek nie miał okazji wykazać się kłamliwym kunsztem. Ale wiem, że ten moment nastanie. I czasami zastanawiam się w jaki sposób przebiegnie ta bądź co bądź kłopotliwa sytuacja.

Mnie samej zdarzało się być niezłym kłamczuchem. W dzieciństwie głupio zmyślałam niestworzone bajki żeby nie odstawać od innych. Wstydziłam się, że nie na wszystko było nas stać. Ojciec większą część pieniędzy przepijał. Matka starała się jak mogła żeby niczego mi nie brakowało, ale nie da się zrobić więcej niż się da. Narzekać nie mogę, ponieważ zawsze miałam co zjeść i włożyć na tyłek. Mimo tego, jako mała dziewczynka zazdrościłam innym dzieciom zabawek oraz spokoju.

Wstydziłam się czasami wyjść z domu na podwórko, bo wiedziałam, że mogę spotkać pijanego ojca i narazić się na wkurzające współczucie lub szyderczy śmiech ze strony okolicznych obserwatorów. Pamiętam jedno ze swoich totalnie głupich kłamstw. Miałam jakieś 9-10 lat. Kiedy rozdały mi się spodnie tuż pod pośladkami, a nie było możliwości kupienia nowych, zmyśliłam kretyńskie wytłumaczenie. Że niby usiadłam na nożu, który je rozciął. Taaa… To było nierealne niczym wygrana w totka. A ja tak bardzo wstydziłam się stanu rzeczy. Próbowałam innym wmówić, że takie poszarpane spodnie teraz są modne. Oczywiście zrobiłam z siebie jeszcze większa dziwaczkę. Żałosne.
Takich kłamstw było na pewno znacznie więcej, ale w związku z tym, że stały się one moją codziennością, niewiele ich pamiętam. A może po prostu nie mam ochoty ich pamiętać. Wielokrotnie udawałam, że nie kręci mnie posiadanie komputera, najnowszej kasety magnetofonowej albo kolejnej lalki. Stałam się outsiderem. Łatwiej było być obojętnym wobec fajnych gadżetów, niż przyznanie się do posuchy finansowej. To bolało. Z upływem lat mój wyimaginowany światek poszerzał swoje granice. Tak bardzo chciałam być równie fajna co inni, że dopowiadałam pewne zmyślone historyjki. Zapewniałam na przykład, że tak jak reszta znajomych byłam w kinie na najnowszej premierze albo kojarzę dany zespół, o którego istnieniu dowiedziałam się w momencie, gdy padło o niego pytanie. Kłamałam chcąc zostać zaakceptowana przez dane towarzystwo. Teraz z perspektywy czasu szkoda mi tamtej naiwnej dziewczyny. Zamiast uwierzyć w siebie i pozostać sobą, ona dopasowywała się do lepszych ludzi poprzez naciąganie własnej historii.
Ile razy okłamałam matkę, to nawet nie zliczę. Bunt w moim wydaniu był nieco silniejszy niż ustawa przewiduje. Dlatego czasem zastanawiam się czym odpłacą mi moi synowie? Przecież ich też czeka przeprawa przez hormonalny okres dojrzewania. Na ile uda mi się zbudować z nimi więź, aby mogli zaufać własnej matce i ojcu? Czy kłamstwo jest przekazywane w kodzie genetycznym, czy jego przyswojenie przez dziecko zależy całkowicie od nas, od rodziców? Co dzieje się w głowie kilkulatka podejmującego próbę zafałszowania rzeczywistości? Czy oszukujący nastolatek jest skazany na podążanie złą drogą aż do starości?

Doceniłam szczerość wobec siebie, a także otaczających mnie osób o ładnych kilka lat za późno. Być może dlatego zależy mi na tym, aby chłopcy kłamali w przyszłości jak najmniej. Nie jestem aż tak naiwna żeby wierzyć, że możliwe jest życie w krystalicznie czystym jeziorze szczerości. Bywają momenty, w których należy wynurzyć się po porządny haust półprawdy.
Czasami czuję się niczym błędny rycerz z wachlarzem zasad jaki chcę przekazać dzieciom. Ale jak zawsze, pomarudzę, pomarudzę i będę walczyć o to co uważam za słuszne i ważne. 

Dodaj komentarz