Grzech w kroku

Seks jest przyjemny. I to bardzo. Posiada on jednak pewien efekt uboczny – dzieci. W ciągu życia te dwa nieodłączne elementy starają się trwać w pokrętnej symbiozie. Początek erotycznej przygody jest zazwyczaj piękny. Dla wieku nastoletniego bzykanie to sport ekstremalny. Trzeba znaleźć odpowiednie miejsce i czas, unikając przy tym krępującego spotkania z rodzicami. Właściwie nie tyle spotkania, co nakrycia. Seks w tym przedziale wiekowym bywa niezdarny, szybki, a nawet romantyczny. Jednak ma jedną nadrzędną zasadę: nie zapłodnić partnerki. Jest to wysoce niewskazane podczas wstępu do świata orgazmów. Ma być przede wszystkim miło i zabawnie, a ciąża zdecydowanie powinna zaczekać jakąś dekadę. Tak dla świętego spokoju bezpośrednio zainteresowanych, jak i ich rodzin.

Niektórym śmiałkom udaje się zachować „czystość” aż do ślubu, albo przynajmniej poznania „tego/tej jedynej”. Piękna to inicjatywa i jakże stłamszona przez frywolne czasy w jakich przyszło nam żyć. W okolicach lat studenckich jedni zaliczają liczne alkoholowe podboje, które uciekają z pamięci równie szybko jak pijackie wymiociny. Inni załapują się na komfortowy „stały związek” zdobywając doznania nie tylko cielesne. Pozostali tkwią w skomplikowanych związkach z gadżetami z sex-shopu. Tak czy inaczej większości podróżników udaję się odnaleźć wygodną dla nich krainę. Igraszki dwudziestolatków są przesycone potrzebą bliskości bądź też koniecznością uzyskania wysokiej pozycji w stadzie. Niezaplanowane „wpadki” stają się mniej przerażające niż w poprzednim zbiorze. Zdarzają się nawet przypadki świadomego założenia rodziny przed ukończeniem ćwierćwiecza. Każdy chwyta to, co go aktualnie kręci. Kopulacja staje się nie tylko chwilą zapomnienia, ale także nawiązaniem porozumienia z płcią przeciwną. Nie jest to już tak przerażające. Jest jakby swobodniejsze niż wcześniej.

Kolejny etap życia człowieka to okres między 25-35 rokiem stąpania po Matce Ziemi. I tu są dwa nurty. Pierwszym jest dalsza bezdzietność, która niczym magnes przyciąga podstarzałe ciotki. Jak podczas ulewy, młodego człowieka zalewają irytujące pytania.
Kochana, a kiedy Ty w końcu zajdziesz w ciąże? Przecież jesteście tydzień po ślubie?

Trzydziestka na karku i Wy jeszcze nie macie bobasa? Jak to? Przecież zegar biologiczny tyka!

Kochani, ukończyliście studia, macie ciekawe i dobre posady, a ciąży nie widać na horyzoncie. Może powinniście pójść do specjalisty?

Te oraz podobne im szpile notorycznie są wbijane w zdezorientowanych młodych ludzi. Presja, presja i presja. Te widełki życia małżeńskiego lub na tzw. „kocią łapę” oscylują wyłącznie w tematyce tupania małych stóp. Można odnieść wrażenie, że całe rodziny znajdują się w łożu małżeńskim razem z jego głównymi lokatorami. Każdy wie najlepiej jakie pozycje gwarantują ciąże, jakie jedzenie ma wpływ na to co znajdzie się pomiędzy nogami juniora, a także jak mierzyć temperaturę w pochwie. Tu seks staje się jedynie dodatkiem do myśli przewodniej jaką jest zapłodnienie. Baraszkowanie traci urok i przyprawia o mdłości, bynajmniej nie ciążowe.
Jeżeli jednak te nudności związane są z pozytywnym zaliczeniem testu płytkowego, to sprawa ma się nieco inaczej. Zostając szczęśliwymi rodzicami słodkiego brzdąca skazujemy się na tymczasowe zamknięcie gorących wrót sypialni. Obowiązki związane z opieką nad maluchem pozbawiają dorosłych energii witalnej. Bywa, że poruszenie ręką sprawia trudność, a co dopiero postawienie do pionu penisa i figlowanie nim w partnerce. Mission impossible zwieńczone chrapaniem i ślinotokiem cieknącym po poduszce. Dodatkowo o ile para nie zamierza przyczynić się do dalszego wzrostu populacji, to seks staje się tematem tabu. Niektórzy twierdza, że obdarzeni potomstwem ludzie nie są zobowiązani do czerpania przyjemności z erotyki. A jedynie do dalszego zapładniania. Teraz łóżkowe sprawy nie maja nic wspólnego z fantazja. Wagina porasta kurzem, a męski członek popada w skrajną depresje. Tak stereotypowo wygląda intymne pożycie świeżo upieczonych rodziców.
Kiedy do głosu dochodzą siwiejące pukle czterdziestolatka, a latorośl wkracza w meandry dojrzewania, seks znów zostaje dopuszczony do głosu. Zwierzęce pokłady energii znajdują wreszcie czas i miejsce na uwolnienie się. Seks staje się krępującym tematem dla dzieciaków, a dorośli z przyjemnością czerpią z każdej jego formy, radość. Istnieje szansa na drugą młodość nie tylko w postaci wycieczek do kina. Krótko mówiąc, zaczyna być fajnie.

A jak to wygląda jeszcze później? Po 50, 60 i dalej? No cóż, według dorastającego narybku, jego stwórcy dostają możliwość odzyskania dziewictwa. Dla dzieciaka słowa „bzykanie” i „rodzice” w połączeniu są absolutnie niedozwolone. A starszyzna zaczyna nadrabiać zaległości w ekspresowym tempie, póki jeszcze narządy na to pozwalają.
Słuchając niektórych osób i smakując ich światopoglądu miewam wrażenie, że seks został stworzony jedynie w celu zasilania konta społeczeństwa. Grzechem jest uprawianie go zbyt często i zbyt intensywnie. Spotkałam się nawet z twierdzeniem, że przytulanki rodziców mogą zaburzyć rozwój małego dziecka. Nie wiem dlaczego i nie rozumiem tych twierdzeń. Przecież bliskość w związku nie jest budowana jedynie za pomocą schabowego i czystych majtek. Seks to przyjemność z której fajnie jest korzystać jak najdłużej. Zwłaszcza z kimś, kogo się kocha. To są oczywiście intymne rejony, ale nie ma sensu zamalowywać ich tak, jakby ich istnienie było co najmniej gorszące. Gdyby nie przyjemność jaką daje seks, populacja ludzka szybko by wyginęła.
Każde ze zdań, które tu zagościło wynika z moich obserwacji i zasłyszanych lub przeczytanych opowiadań. Nie ma tu potwierdzonych naukowo tez, czy wyników sondy ulicznej. To są moje wnioski i spostrzeżenia. Mogę jedynie polecić każdemu zdrowy dla ciała i ducha „numerek”. Grzeszenie jest przyjemne.

3 Comments

  • Nie strasz dziewczyno tym brakiem sił i chęci po pojawieniu się potomstwa, nie strasz bo ja nie wytrzymam i co wtedy? :p
    A propo seksu po 60 polecam artykuł w jednej z ostatnich polityk – zbadaj swoją babcie na hiv czy jakoś tak, powiem Ci że byłam zaskoczona.

  • Sex z własną żoną po pięćdziesiątce lub więcej, w żadnej formie nie jest grzeszeniem, tylko dopełnieniem przysięgi małżeńskiej. W uzupełnieniu dodaję, że czasem potrzeba kilka pięćdziesiątek.

Dodaj komentarz