Podaruj mi swoją nerkę

Ilekroć dociera do mnie informacja związana z jakimś tragicznym wypadkiem, zastanawiam się czy to nieszczęście da komuś potrzebującemu szczęście. Mam wrażenie, że na naszej ojczystej ziemi nadal jest to bardzo drażliwy temat. Śmierć bliskiej osoby, niezależnie od sposobu oraz momentu zakończenia jej życia jest niezwykle trudnym doświadczeniem. Dla nas, a także reszty bliskich zmarłego. Pojawia się mnóstwo emocji, które skutecznie oddzielają połączenie na linii serce-rozum. Smutek, rozgoryczenie i żal całkowicie odbierają zdolność logicznego myślenia. Nie ma w tym nic dziwnego, a tym bardziej złego. To są niezwykle silne doznania, których nie należy tłumić.

Czasami w tych bardzo ciężkich chwilach z ust lekarzy pada mrożące krew w żyłach pytanie o zgodę rodziny na przeszczep organów. Tu pojawia się ogromny znak zapytania i mnóstwo wątpliwości. Strach. I z pozoru prosta decyzja staje się nierozwiązywalna niczym Enigma. Dlatego aby uniknąć zrzucania tej ogromnie przygniatającej odpowiedzialności na najbliższych, może trzeba samodzielnie podjąć decyzję zawczasu? Osobiście do tego zachęcam. Nie jest to łatwe ani tak do końca przyjemne, ale może ułatwić te trudne chwile nie tylko naszym bliskim.

Może warto zasiąść pewnego spokojnego popołudnia z kubkiem kawy albo szklanką czegoś mocniejszego i wsłuchać się w własną głębię? Jeśli nasze narządy są nam wyjątkowo bliskie i chcemy zostać pochowani „w całości”, to poinformujmy o tym rodzinę. Jeśli natomiast nie czujemy potrzeby wrzucania nas do trumny w pełnym pakiecie i chcemy, aby nasze serce czy wątroba toczyły swój dalszy żywot w kimś innym, uświadommy ukochanych. Niezależnie od podjętej przez nas decyzji, tego typu deklaracje ciężko przechodzą przez struny głosowe w złożone zdania. Każdy musi być świadomy i pewny swojej decyzji. Nie pozwólmy sobie na nacisk albo uleganie „trendowi” na dobroczynność. To powinno wyjść z naszego wnętrza i potrzeby serca. Nie ma znaczenia czy pragniemy obdarować kogoś potrzebującego krwią, garstką szpiku czy organami, powinno się dobrze to przemyśleć.

W naszym kraju narządy są marnowane.

Tak ja uważam. Gdyby odbywało się więcej rozmów o tym co ludzie chcą, aby zrobić z nimi po śmierci, może udałoby się ocalić chociaż kilka istnień więcej każdego roku. A tak po stwierdzeniu zgonu, bliscy często nie mają nawet świadomości jak wiele dobrego chciał dla innych uczynić zmarły. Często unikamy bolesnych tematów. A niekiedy warto przejść i przez taką przeprawę.
Bardziej niż poruszanie tego typu tematów przeraża mnie niewielka ilość przeprowadzanych przeszczepów. A jedna śmierć może zamienić się w nowe życie dla kilku osób.

Ja niestety nie mogę być dawcą krwi, ponieważ mam nawracającą upartą anemię oraz nadpłytkowość w trakcie diagnozowania jej genezy. Kiedyś chciałam podjąć to wyzwanie tak jak robi to część osób w mojej dalszej rodzinie, ale niestety odmówiono mi zaznaczając, że wyniki badań muszą być dobre. Przyznaje, że nie mam pojęcia czy podczas samego oddawania krwi nie padłabym ze stresu i przerażenia. Zdarza mi się mdleć w trakcie głupiego pobierania krwi. A co zabawniejsze nie z powodu widoku krwi czy igły, tylko tak po prostu. Nic straconego, być może chociaż mój szpik jest „poprawny”.
Mój małżonek oraz bliskie mi osoby zostały już dawno temu zaznajomione z testamentem mojego autorstwa. Na stronach starego kalendarza są zapisane wytyczne łącznie z prośbą o rozdanie wszystkiego co będzie się nadawało do dalszego funkcjonowania w kimś innym. Po tylu latach katowania swojego ciała zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili mój organizm może wypiąć się na mnie i moją świetlaną przyszłość. W końcu długo sobie zapracowałam na stan obecny. Ale najważniejsze jest to, że rozmawiam o tym z najbliższymi. Chyba dzięki temu mnie samej też jest łatwiej oswoić się z taką ewentualnością.

Ostatnio doszłam do wniosku, że moje słowne i pisemne deklaracje powinny zostać oficjalnie udokumentowane. Dlatego noszę się z zamiarem wypełnienia takiego małego pisma o wielkiej mocy. Nazywa się to OŚWIADCZENIE WOLI i można znaleźć je między innymi na stronie POLTRANSPLANTU oraz na witrynie DAWCA, a także wpisując w wyszukiwarce „oświadczenie woli” i wyskoczy nam na przykład TA STRONA.
Niektórzy twierdzą, iż po podpisaniu takiego oświadczenia ściąga się na siebie śmierć. Dlatego wypełnienie tego nie jest przymusowe i zależy tylko od nas samych. Jeśli ktoś choćby w małym procencie nie jest pewien czy powinien złożyć na takiej deklaracji swój podpis, to może lepiej niech wróci do tematu za jakiś czas. To naprawdę powinna być indywidualnie podjęta decyzja. I nikt nie ma prawa mówić ani o ludziach, którzy chcą rozdać swoje organy, ani o tych chcących je sobie zostawić, że postępują źle. Każdy ma swój prywatny kodeks i ukierunkowane potrzeby. NIC NA SIŁĘ.

Nie jestem żadnym specjalistą ani w dziedzinie medycyny ani żadnej innej związanej z transplantologią, dlatego poszukiwanie bardziej wyczerpujących informacji pozostawiam każdemu indywidualnie. Wierzę, że ktoś, kto świadomie zdecyduje się na taki krok, odnajdzie najlepsze dla siebie źródło informacji.
Polecę jedynie strony, które rozwiały moje wątpliwości:

poltransplant.org.pldawca.pldkms.ploddajkrew.plkrwiodawcy.org

Zachęcam do odbycia poważnej dyskusji ze swoim wnętrzem przy dobrej kawie czy innym napoju. A po ewentualnym podjęciu tej poważnej decyzji, do spokojnego dialogu z najbliższymi. Być może kiedyś uratujemy komuś życie. A może los będzie przewrotny i to ktoś da nam szansę na drugie życie. Bądź komuś z naszej rodziny. Nigdy nie wiadomo.

2 Comments

Dodaj komentarz