paper

Wybory mamy nie z wyboru – muzyka, książki, film

Dziś kolejna odsłona „Wyborów mamy nie z wyboru”. Tym razem nurkuję w odmęty muzyczno-filmowo-literackie.

MUZYKA
1. Początki 
Jako dziecko zapewne moje uszy bombardowane były piosenkami skierowanymi do małych odbiorców. W okresie podstawówki jak część młodych dam zazdrościłam popularności pewnemu brytyjskiemu girlsbandowi. Nie ominęło mnie również spotkanie z Królem Popu. Ale najbardziej lubiłam nucić piosenkę „Don’t speak” zespołu No Doubt. Potem mój gust muzyczny wędrował coraz bardziej chaotycznie. Zaczęło się od zespołów takich jak The Offspring i słynnego „Pretty fly”. Po jakimś czasie dobrnęłam do początku kształtowania się mojego gustu muzycznego. Do narządu słuchu i mózgu dotarł Korn. Ach, do tej pory mam gęsia skórkę na wspomnienie ich pierwszych albumów. Następnie zaprzyjaźniłam się z zespołem Metallica, starym dobrym Led Zeppelin, Pink Floyd, Guns N’ Roses, Aerosmith czy Iron Maiden. W gimnazjalnych latach skusiłam się na popularne zespoły wśród moich znajomych takie jak Slipknot, Disturbed, Godsmack, a nawet Nirvanę i Pearl Jam. Misz-masz straszny, wiem. Przerobiłam nawet etap polskiego gotyckiego rocka z Closterkellerem i Artrosis na czele. Jednak moje nastoletnie serce skradł Marilyn Manson, co do tej pory budzi obrzydzenie w moim mężu. Ale cóż, przy tekstach tego popaprańca najlepiej mi się dołowało. W liceum jak już poznałam smak alkoholu, to fajnie chodziło się na Juwenalia przyozdobione zespołami takimi jak Kult, Pidżama Porno, Coma itp. W domowych pieleszach przy zasłoniętych roletach nadal królował Manson. W moim życiu miał miejsce również krótki romans z polskim reggae, za sprawą ówczesnego partnera. Obie te sprawy niemiło wspominam. Potem wróciłam w bardziej przytulne dla mnie miejsce. Dzięki temu poznałam Ślubnego. Muzyka rzeczywiście łączy ludzi.2. Aktualnie


W naszej małżeńskiej płytotece można znaleźć między innymi Dream Theater, Marillion, Depeche Mode, MetallicaDimmu Borgir, Antimatter, Behemoth, Pink Floyd, Iron Maiden, Emperor, Opeth, Riverside, Dżem, Kabanos i wielu wykonawców pozostających w komitywie z gitarą elektryczną.



FILM


3. Przed ciążowym debiutem


Cóż, mój gust za lat młodzieńczych był niezwykle ograniczony. Horrory, thrillery, horrory typu gore czy slasher. Okres fascynacji tego rodzaju kinem trwał u mnie długo. królowały u mnie klasyki takie jak Ptaki Hitchcocka, które uwielbiam do dziś, Drakula Francisa Forda Coppoli czy Lśnienie z genialnym Jackiem Nicholsonem. Po uszy zafascynowana byłam wampiryzmem, więc adaptacja Wywiadu z wampirem Anne Rice była u mnie na porządku dziennym. Poza tym pozycjami lubiłam wszelkiej maści tytuły takie jak: Halloween, Wzgórza mają oczy, Dark Water, Krzyk, Dom tysiąca trupów itp. Ja po prostu lubiłam się bać.

4. Z rosnącym brzuchem i teraz


Po zawaleniu się świata poprzez zafundowanie sobie ostrej nerwicy lękowej wiele się zmieniło. A jak już zaczęłam stawać na nogi w tej dziedzinie życia, to jako bezpłodna zaszłam w ciążę. Obwód brzucha i tyłka zwiększał się a wraz z nim malało moje zakręcenie na punkcie filmów grozy. Nagle jakoś bardziej się denerwowałam podczas seansu z horrorem w roli głównej. Nie chcąc dostarczać sobie i dziecku mocnych wrażeń stopniowo straszne filmy spadały w moich sondażach. Pewnego dnia zachciało mi się bajki. O ile starcza skleroza mnie nie myli, to nabrałam nieposkromionej ochoty na Gdzie jest Nemo? De facto uwielbiam tę animację po dziś dzień. I poleciało samoistnie z górki. Shreki, Zakochane kundle, Epoki lodowcowe, Kubusie Puchatki, Auta gościły u nas każdego dnia. A co więcej, zaczęły mnie wzruszać. Potrafiłam ryczeć jak mała dziewczynka oglądając Uwolnić orkę. Byłam tym rozklejaniem zaniepokojona, dopóki nie zdałam sobie sprawy, iż moja bezduszna potrzeba mocnych wrażeń powoli ustępuje miejsca instynktowi macierzyńskiemu.
Dziś nadal lubię horrory, ale bajki są na uprzywilejowanym miejscu. Poza tym uwielbiam thrillery psychologiczne, filmy katastroficzne z happy endem i te oparte na faktach. Zamieram oglądając Nieznajomych, zużywam tonę chusteczek na Marley’u i pękam ze śmiechu siedząc na kanapie z rodziną oglądając wszystkie części Toy Story. A z mężem, tak sam na sam, to uwielbiamy Władcę Pierścieni, szczególnie wersje reżyserskie.

KSIĄŻKA


5. Lata młodzieńcze


Czytam lubiłam i lubię. Ale nienawidziłam czytać tego co zostało mi narzucone. Lektur szkolnych. Jedyne obowiązkowe pozycje, które naprawdę mi się spodobały to W pustyni i w puszczy, BalladynaKamienie na szaniec, Lalka, Kordian, Ludzie bezdomni, Dżuma, a także kilka tytułów z okresu romantyzmu. W gimnazjum w celu umilenia mi choroby, koleżanka pożyczyła mi grubą szarą książkę. Wampir Lestat autorstwa Anne Rice. Pochłonęłam ją w jeden dzień i zapragnęłam więcej. Zakochałam się w Kronikach wampirów. Przeczytałam każdą książkę autorstwa pani Rice, no oprócz erotyków. Mnie jej świat wciągnął na dobre. Kolejnym autorem, którego żaden tytuł nie jest mi obcy, to Jonathan Carroll. Jego uwielbiam najbardziej! Pewnego pięknego lipcowego dnia, dostałam na urodziny od kolegi tajemniczą książkę pod tytułem Szklana zupa. Ją  wciągnęłam w pół dnia, a kolejne tygodnie nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Zdecydowanie zakochałam się w każdej pozycji, która urodziła się pod palcami pana Carrolla. Jest jeszcze kilka pojedynczych tytułów, które skradły mi serce. Między innymi są to: Oskar i Pani Róża, Poczwarka autorstwa Doroty Terakowskiej, Marley i ja, powieści Iwony Surmik, oczywiście fantastykę Ziemiańskiego, Sapkowskiego czy Piekary. To tylko niektóre z moich ulubionych książek. Mam nadzieję, że ta lista wciąż będzie się powiększać.

6. Czasy obecne


Cóż, ostatni raz tak na spokojnie oprócz prasy czytałam coś będąc w drugiej ciąży. Jak na razie skupiam się na bajkach dla dzieciaków. Niestety moje szkraby nie potrafią usiedzieć przy jakiejkolwiek lekturze. Wolą leżeć ze mną w łóżku i słuchać wymyślonych przeze mnie historyjek o wędrującym robaczku. Może kiedyś jeszcze dojrzeją do tematu. A ja liczę, że z każdym następnym rokiem będę miała więcej czasu dla siebie i dobrej lektury.

Dodaj komentarz