Filmowe rodzicielstwo

W jednej z części filmu/bajki „Shrek” jest pewna scena. Shrek i Fiona obrabiają wieczorem dzieciaki, a kiedy młode zielone potworki w końcu zasypiają rodzice romantycznie patrzą sobie w oczy. Pada przyprawiające o drżenie głosu pytanie:

To co teraz robimy? – i tu zwykły śmiertelnik pruderyjnie uśmiecha się pod nosem, aby w następnej scenie filmu zobaczyć… słodko chrapiące dwa dorosłe ogry.

Kto ma dzieci, ten prawdopodobnie przynajmniej raz zamiast erotycznych uniesień popadł w objęcia Morfeusza. Takie życie.

Bycie rodzicem to przeprawa przez wyboistą drogę, którą należy samemu cierpliwie ulepszać. Można napotkać na niej mnóstwo zabawnych sytuacji, jak i tych rodem ze strasznego dreszczowca. Są też wózkowe pościgi jak w filmach akcji bądź wzruszające do łez chwile uniesień wyjęte żywcem ze łzawego dramatu. Może to głupie, ale niektóre doświadczenia z pola manewrów zwanego „byciem rodzicem” przywodzą mi na myśl filmy. W ramach mózgowej odskoczni postarałam się zebrać takie małe zestawienie.

Jeśli ktoś ma ochotę coś dodać, będzie mi bardzo miło.

„Mission: Impossible” – sugerując się tytułem tego filmu tak mniej więcej wygląda  nocna misja udania się do toalety, gdy dzieciaki śpią. A sen mają niezwykle lekki.

„Se7en” – być może fabuła nie jest adekwatna do tematu posiadania potomstwa. Jednak z racji tytułowych siedmiu grzechów głównych jestem w stanie podpiąć to pod weekend bez dzieciaków, kiedy wszystkie grzeszne czyny są dozwolone. Rzecz jasna z happy endem.

„Saving Private Ryan” – jeśli zgubisz dziecko w centrum handlowym. O zgrozo, aż boje się o tym myśleć.

„Requiem for a Dream” – kiedy po kilku lub kilkunastu nieprzespanych nocach zafundowanych Ci przez ząbkowanie czujesz się podobnie jak bohaterowie tej narkotycznej podróży. Taaa, być na ząbkowym haju.

‚Seksmisja” – czas połogu potrafi w złośliwy sposób mijać bardzo powoli. Po tak długim celibacie, kobieta osamotniona na swej damskiej planecie wreszcie odkrywa dobrodziejstwa jakimi może obdarzyć ją jej partner.

„The Shining” – a taki jest efekt trzymania zbyt długo w czterech kątach mężczyzny bez dostępu do kolegów i piwa. Warto to przemyśleć.

„Mr. Brooks” – czyli jak najskuteczniej odreagować ciężki dzień, jednocześnie nikomu tego nie zdradzając. W wersji delikatniejsze możemy pokusić się o zjedzenie całej tabliczki czekolady w ukryciu.

„Gone in Sixty Seconds” – limit czasu jaki mają bohaterowie tego filmu na kradzież samochodu dla rodziców zmienia się w czas na wyszykowanie się do pracy.

„The Butterfly Efect” – kiedy podsumowujesz kolejny dzień i dochodzisz do wniosku co można było zrobić inaczej.

Dzień Świra” – spróbuj znaleźć chwilę wyłącznie dla siebie będąc w samym środku dziecięcego chaosu.

Dodaj komentarz