Za moich czasów…

Tytułowe stwierdzenie jest znienawidzone przez młodzież, lubiane przez rodziców i wręcz uwielbiane przez ogół osób starszych. Nie ma pokolenia, które nie byłoby dźgane tym przyjemnym zdaniem przez bardziej doświadczonych zjadaczy chleba. Słyszeliśmy to nie raz my, a wcześniej nasi rodzice i zapewne ich rodzice. Jest to na tyle labilne zdanie, iż przy jego użyciu można pokusić się zarówno o ton narzekający jak i ten nostalgiczny. Słowa o wielkiej sile przekazu zmuszające do dyskusji oraz wewnętrznej refleksji.

Podejrzewam, że część z nas nie jest jeszcze świadoma, że za kilka czy kilkanaście lat będziemy poprzez pryzmat tych słów rozmawiać ze swoim potomstwem. De facto irytując młodych do granic możliwości. Póki co, na dzień dzisiejszy mnie zebrało się na małe wspomnienia.
Miałam to szczęście wychowywania się w czasach podwórkowych, kiedy blask słońca był znacznie atrakcyjniejszy od poświaty monitora komputera. Urodzona pod koniec lat dziewięćdziesiątych pamiętam smak oranżady w proszku, chrupiących andrutów i klejących szyszek ze szkolnego sklepiku. Wiem czym jest odtwarzacz video i co zrobić kiedy z kasety wyślizgnie się taśma. Doskonale kojarzę zapach gumki-myszki i znienawidzone lakierki. Bajki oglądałam jeszcze na telewizorze kineskopowym, a podczas zabawy w chowanego czy pobite gary nie dało się mnie ściągnąć nawet na wyczekiwany niedzielny obiad.
Poza obecnymi w moim życiu problemami są pewne szczegóły, które potrafią umilić mi wspomnienie dzieciństwa. Gdybym dobrze się zastanowiła, to nawet trochę by się tego uzbierało. Jestem pewna, że nie tylko mnie robi się weselej na samą myśl o pewnych gadżetach z lat młodości. Czy jednak „za moich czasów było lepiej”?
I tak i nie.
Fajne było to, że wyobraźnia dziecka była zmuszona do ciągłej wytężonej pracy i nie istniało miejsce na nudę. Z drugiej strony patrząc na ekspresowy rozwój przeróżnych technolog,i można by pokusić się o nutkę zazdrości co do obecnych czasów.
Chyba każdemu kiedyś czekolada smakowała lepiej. Pytanie tylko czy to za sprawą składników czy magii bycia nieletnim? Czasem odnoszę wrażenie, że przejście do strefy dorosłych odbiera zupełnie zdolność postrzegania świata w pięknych barwach. Nagle umyka ta spontaniczna radość istnienia. A skakanie po łóżku zamiast podróżą kosmiczną, staje się zagrożeniem dla zdrowia i życia. Zabawa w kałuży kojarzy się jedynie z bakteriami i zarazkami zamiast z pokonywaniem wielkich oceanów i mórz. Czy za mojej młodości lub moich rodziców było lepiej nie jestem w stanie obiektywnie ocenić. Wiem natomiast, że jako dziecku życie wydawało się przyjemniejsze. Nie trzeba było martwić się o zapłacenie rachunków czy dokonywać wyboru, na którą wędlinę można sobie pozwolić. Było wesoło, zabawnie i beztrosko.
Na przykład, muzyka była zdecydowanie lepsza. Według mnie oczywiście. Cięższe gitarowe brzmienia i wydłużające się w nieskończoność rockowe ballady królowały na listach przebojów. Piosenki spod szyldu pop w większości niosły ze sobą sensowny przekaz. A dziś? Dupa, cycki, kasa, blichtr, dupa, cycki i dominacja utworów o bzykaniu i imprezowaniu. W każdej epoce obecne są używki, alkohol i seks. Ale nie w każdej są one życiowym priorytetem i jedyną promowaną przez media rozrywką. Mam wrażenie, że co pokolenie, to będzie gorzej z zawartością rozsądku w młodocianych głowach. I czego to dowodzi? Że robię się starą i marudną mamuśką. A w dodatku pokładam ślepe nadzieje nad zwycięstwem dobra nad złem. O ja naiwna.

Czy będę truć dupy moim chłopakom, że kiedyś żyło się lepiej? Jest to więcej niż prawdopodobne. Ale jednocześnie mam nadzieję, że ich młodość dla nich będzie bardzo szczęśliwa i kiedyś to oni zostaną marudnymi zgredami starającymi się wmówić dzieciom i wnukom, że „za ich czasów żyło się lepiej”.

8 Comments

  • Bo taka jest pawda ! :( jest coraz gorzej i coraz trudniej. Wprawdzie cieszę się z obecności komputera i telefonu komórkowego, aczkolwiek nawet to zabrało pewien urok np randkowaniu, bo zamiast listow i spotkan są sms-y :I

    • System wartości ulega ciągłym przemianom, a wraz z nimi zmieniają się potrzeby i formy komunikacji społecznej. Ja bardzo miło wspominam pisanie listów i kartek, ale mimo wszystko szybkość działania SMS-ów jest zdecydowanie wygodniejsza :)

  • Nie, nie było lepiej, młodzież również ćpała, część nie dożyła czasów obecnych, ci którzy mieli spać tyłki spaśli je przed tv, człowiek ganiał od świtu do nocy z kluczem na szyi, a rodziców w sumie nie obchodziło co robi, edukacja seksualna polegała na czytaniu porad w BRAVO. Żyło się nieco wolniej, mniej elektronicznie, ale bardzo podobnie.

    • Owszem młodzież ćpała, obijał się, kradła i uczyła podobnie, ale mimo tego mam wrażenie, że tych parę dekad wstecz dzieciaki były bardziej ogarnięte. A jeśli pojawiał się bunt, to przynajmniej przeciwko czemuś sensownemu, a nie tak jak dzisiaj młodzi ludzie propagujący styl nie pracowania,nie uczenia się i nic nie robienia.
      Kiedyś biegało się z kluczem na szyi, teraz dzieci biegają ślepo wpatrzone w tablety i w takim samym stopniu nie interesują się nimi rodzice. Tylko teraz łatwiejszy jest dostęp do używek i większa znieczulica sąsiedzka. Co do seksu, to w latach dziewięćdziesiątych nośnikiem informacji było brawo, a dziś jest internet, z którego można dowiedzieć się, że po stosunku można wypłukać spermę za pomocą octu. Żyło się podobnie, ale mniej anonimowo, mniej ogłupiająco i wolniej.

  • Po prostu każdy z dzieciństwa ma dobre wspomnienia stąd stwierdzenie "ze kiedyś żyło się lepiej" :) a jestem jednym ostatnich roczników który wychował się "na podwórku". Chociaż ostatnio widzę sporo rozsadnych rodzicow którzy nie zatykaja dziecka na 24h z tabletem a starają się spędzać czas na dworze organizując różne fajne zabawy :)

    • I to było główne "przesłanie" tego tekstu. Że dzieciństwo fajnie jest wspominać jako "te lepsze czasy". I dlatego mam nadzieję, że kiedyś moi synowie będą marudzili swoim dzieciom i wnukom, że kiedyś było lepiej :)

Dodaj komentarz