Dziecko – powód do dumy czy wstydu?

Z założenia dziecko jest szczęściem, cudem a nawet dla niektórych błogosławieństwem. Bywają jednak przypadki dla których potomek jest najprościej mówiąc problemem. Jedni biorą to wyzwanie na klatę i mimo wielkiego szoku w jakim się znajdują, chcą zapracować na miano rodziców. Są również Ci stojący po drugiej stronie barykady, których nie ośmielę się określić mianem istoty ludzkiej. Mam tu na myśli np. kobiety pozbawiające noworodka życia lub rodziny fundujące malcom egzystencje zatopioną w skrajnej patologii. Jedni wyzywają od „gówniarzy” i „bękartów„, inni biją i szarpią. Okropne to, ale i prawdziwe. Niestety. Na szczęście są tacy, co dziękują za uśmiech dziecka każdego dnia. Niektóre pary potrafią bardziej docenić fakt „posiadania” córki czy syna. To wszyscy Ci, którzy muszą starać się o powstanie nowego życia oraz Ci, którym zagrożenie chciało je wyszarpać z rąk.

Zazwyczaj duma rozpiera nas podczas, gdy dziecko stawia pierwszy krok, wymawia pełne zdanie, zaczyna samodzielnie jeść, zdaje maturę itp. Gdyby się uprzeć to ze wszystkiego można być dumnym. Nawet z rozmiarów debiutu nocnikowego w postaci ogromnej kupy. Rodzice mają niebywałą zdolność cieszenia się absurdalnymi dla innych rzeczami. Taki mały gratis do rodzicielstwa. Mimo, iż większość posiadaczy potomstwa zaciesza z większych i mniejszych sukcesów swoich pociech, to znajdą się również tacy, którzy nie docenią nic co dotyczy malca.
Przecież to wstyd, że trzylatek chodzi w pieluszce!” – wylewają się tony pretensji na szkraba. A rodzice obmyślają misterny plan jak pod ubraniem ukryć fakt istnienia zbędnego pampersa.Wstyd, że dziecko używa smoczka, że nie mówi, że nie zna pięciu języków, że zamiast cytować wierszyki śpiewa piosenkę z bajki, że zamiast na studia pójdzie do pracy. Wstyd! Wstyd!
Wstyd, który nie mieści mi się w głowie. Nie pojmuję jak można umniejszać wartość własnego dziecka, a nie chcieć kreować w nim poczucia wiary we własne możliwości. Gdy dziecko przewróci się na ulicy zamiast stać nad nim i burczeć, że jest łamagą, lepiej podać mu dłoń i zapewnić, że następnym razem będzie lepiej. Nie powinno się nigdy wstydzić swoich dzieci. Są tylko ludźmi, tak samo jak my, ich rodzice. 

Przyznaję, że dla nas obie ciąże były sporym zaskoczeniem. Ale rodzące się poczucie odpowiedzialności wzięło górę. Może i na odznaczenie „rodziców roku” jeszcze nie zasługujemy, ale kochamy i dbamy o chłopców. Popełniamy błędy, przepraszamy i sami oczekujemy stosowania się do pewnych zasad, jednocześnie chcąc w przyszłości umieć słuchać potrzeb chłopaków. 
Niezależnie od tego jaką życiową ścieżkę wybiorą moi synowie, ja nie zamierzam się ich nigdy wstydzić. Czy zostaną w przyszłości żołnierzami, szaletowymi czy lekarzami, to ich decyzja. Ich wybory, ich życie. Ja mogę coś podpowiedzieć o ile będą mieli ochotę słuchać zrzędliwej staruchy. Ale na decyzje ostateczną nie zamierzam mieć znaczącego wpływu.
Nie wyobrażam sobie wstydzić się żadnego z nich jeśli przyniesie dwóje ze sprawdzianu albo będzie słuchał muzyki, której ja nie preferuję. Nie chcę żeby moje dzieci dorastały w przekonaniu, że nie mają w nas-rodzicach wsparcia. Mnie samej zdążyło się słyszeć nie raz, że matka wstydzi się mnie przed koleżankami. Bo preferuję ubiór na czarno, mam kolczyki i tatuaż. Kiedyś usłyszałam, że to straszny wstyd wyjść ze mną na ulice. I uległam. Wbrew sobie. Żeby zadowolić rodzicielkę zaczęłam dopasowywać się do niej. Zmieniając całkowicie garderobę i zamieniając wojskowy plecak na skórzana torebkę, zupełnie pozbawiłam siebie samej wnętrza. Wyplułam je razem ze łzami niosącymi żal, że jestem powodem do wstydu. Stałam się taka, jaka powinnam być. I nie czułam się z tym dobrze. Wmawiałam sobie, że jest zajebiście, że jestem super itd. A w środku dusiłam się.
Nigdy nie czułam, że jestem wystarczająco dobra. Sama zresztą pogłębiając w sobie to przekonanie. Nie pamiętam ile razy moja matka powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Być może moje całe jestestwo po otrzymaniu sprzecznych komunikatów, tego już zupełnie nie dopuszczało. W połączeniu z nastoletnim buntem niosącym transparent „rodzic twój wróg„, to nic nie miało szansy się do mnie przebić. Wtedy nie, a teraz?


„…Kocham Cie i jestem z Ciebie dumna…”
Takiej treści SMS trafił do mnie pewnego smutnego wieczoru.
Chyba moja matka przestała się mnie wstydzić. To miłe uczucie.
Ja natomiast mam nadzieje, że moje dzieci nigdy nie poznają czym jest bycie wstydem dla rodzica. Będę dumna z nich niezależnie od ich życiowych wyborów. Kocham nie tylko za coś, ale i pomimo czegoś.

4 Comments

Dodaj komentarz