Inni mają gorzej

Czasami patrząc rano w swoje odbicie zadaje sobie pytanie „gdzie ty miałaś mózg dziewczyno?!„. Natychmiast pojawia się niecenzuralnie brzmiącą odpowiedź i jej łagodniejsza wersja twierdząca dowcipnie, że jedynym miejscem gdzie nie mam cellulitu jest właśnie mózg. Jest gładki niczym tafla wody podczas ciszy. Ale mówiąc już całkiem poważnie, to mam ogromny żal do siebie za popełnione w przeszłości błędy. I to nie ze względu na mnie, ponieważ każdy jest kowalem własnego losu. Ale ze względu na moje dzieci. Patrzę prosto w te zapuchnięte oczy i zastanawiam się jak mogłam narazić dwa małe skarby na posiadanie takiej matki. No jak do cholery?!

Czasami takie lustrzane pogawędki kończą się zasmarkanymi chusteczkami, a innym razem wyimaginowanym kopem w dupę i wzięciem się w garść. I właśnie w tym drugim przypadku zdarza mi się używać niepochlebnego argumentu jakim jest fakt, że „inni mają gorzej”. To podłe i niesprawiedliwe z mojej strony, ale zdecydowanie potrafi mnie to podbudować. Zamykam się z myślami i tłumaczę sobie, że tak naprawdę jestem niezłą szczęściarą…
Urodziłam się jako wcześniak z wagą 1650g i długością 51 cm. 23 dni spędziłam w inkubatorze z dala od matki. W trakcie ciąży łożysko zaczęło obumierać, a ja chciałam wyjść jeszcze wcześniej niż się to ostatecznie udało. Przetrwałam. Nie każdy wcześniak ma taką możliwość.
Ojciec lubiący sobie wypić był kolejną życiową atrakcją. Zazdrościłam rówieśnikom spokojnego domowego ciepła, jednocześnie wiedząc, że są dzieciaki, które codziennie obrywają w twarz od takich tatusiów. Pamiętam tylko jeden raz jak dostałam w zęby. Stanęłam wtedy między nim a matką żeby znowu nie oberwała. Miałam więcej szczęścia niż mnóstwo osób, ponieważ pozbyłyśmy się alkoholowego lokatora po dziesięciu latach wspólnego zamieszkiwania. Mam świadomość, że nie wszystkim dane jest pozbyć się kiedykolwiek domowego oprawcy.
Jak już ojciec się wyprowadził to coś się zmieniło. W codzienności, w mojej obecności, we wszystkim. I z pozoru happy end przeistoczył się w mój życiowy błąd. Anoreksja, potem bulimia, później już obie choroby jednocześnie bez końca trwające w osobistej samozagładzie. I tu również mam za co być wdzięczna losowi, bo nadal żyję. Pewnym dziewczynom „po fachu” to się nie udało. Dla mnie póki co jest szansa. 
W międzyczasie działy się różne rzeczy na moje własne życzenie z młodocianej głupoty. Ile razy wspomnę nocne powroty przez ciemny park, dociera do mnie, że wiele młodych kobiet w takich właśnie okolicznościach zostaje zgwałcona. Mnie ta tragedia ominęła. Na szczęście.
Dwukrotna wizyta na oddziale ostrych zatruć po przedawkowaniu leków również miała dobre zakończenie. Nadal żyję. Mimo minut dzielących mnie od Śmierci. Za to dziękuję dwójce znajomych, którzy uratowali mi raz życie. Przypominam sobie dziewczynę, która spóźniła się na ratunek. Leżała nieprzytomna wspierana przez milion maszyn, a jej chłopak siedział obok i płakał. Ja przeżyłam, czy jej się to udało nie mam pojęcia, ale są ludzie, którym samobójstwo bez problemu się udaje. Po raz kolejny miałam więcej szczęścia niż rozumu.
Wieloletni przekładaniec z zaburzeniami odżywiania pozbawił mnie wielu kobiecych możliwości. Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy w moich uszach zabrzmiało gorzkie „bezpłodna” z ust lekarza. Wtedy aż tak nie bolało to zdanie, ponieważ nie chciałam mieć nigdy dzieci. Wszystko jednak uległo zmianie, w momencie gdy kilka dni później do narządu słuchu doleciały słowa „o tu bije serduszko…”. Dwukrotnie zaszłam niespodziewanie w ciąże. Nie z własnego wyboru. Są natomiast pary, które pomimo wieloletnich starań nigdy nie zostaną nazwani rodzicami. Teraz uważam, że macierzyństwo to jedna z piękniejszych spraw i nie zamieniłabym tego na nic. Innym to szczęście nie jest dane tak jak mnie.
Nawet teraz kiedy wreszcie mamy wstępną diagnozę co dzieje się ze starszym M. to wiem, że i tak mieliśmy dużego farta. Dzieci umierają przy porodzie. Rodzą się chore. Zapadają na ciężkie dolegliwości podczas krótkiego życia i mają ciągle pod górkę. A moje dzieci posiadają po dwie zdrowe ręce i nogi, mogą oglądać świat oczami i słuchać mojego głosu, gdy się czegoś wystraszą. Niektórzy nawet tego nie zasmakują. Nas doświadcza coś czego już się nie boję i z czym sobie poradzimy. Mamy naprawdę mnóstwo szczęścia!
Inni maja gorzej.
Jeszcze inni mają lepiej.

Nie czuje się pokrzywdzona przez los. Raczej zbieram różne doświadczenia i pokonuje kolejne wyzwania. Mam rodzinę, dach nad głową i codziennie dostaje buziaki od synów. Niektórzy ludzie mają zdecydowanie gorzej. A ja robiąc ukłon w ich stronę za heroiczną walkę w jakiej trwają, mogę docenić jak wiele szczęścia mnie w życiu spotkało.

7 Comments

  • Tak, każdy z nas jest wyjątkowy, nic dwa razy się nam nie zdarza,dlatego cieszmy się z tych zwyczajnych dni z tego, że jesteśmy zdrowi, że mamy dla kogo żyć. Inni maja gorzej, ale ja wolę tych, co maja lepiej oni "ciągną" mnie /nas w górę 😉
    angela

  • Strasznie Cię podziwiam! I mam nadzieję, że wyczerpały się wszystkie złe rzeczy w Twoim życiu i teraz los będzie traktował Cię łagodnie, a nawet hojnie! Trzymam kciuki :)

    • Dziękuję za miłe słowa, ale podziwiać to należy bohaterów dnia codziennego, a nie mnie :) A kim oni są? To rodzice walczący z chorobami czy kalectwem swoich pociech, to samotne matki i samotni ojcowie, to dzieci z trudnych rodzin wyrastające na dobrych ludzi. To między innymi oni zasługują na podziw i szacunek. A ja? Ja tylko staram się przetrwać i nauczyć siebie samej kim jestem.
      Dziękuje za tak ciepły i pozytywny komentarz!
      Pozdrawiam serdecznie.

  • Fakt zawsze się znajdzie ktoś kto ma gorzej, ale my też mamy do tego prawo. Też mnie to czasem podbudowuje, choć wiem że to straszne i złe. Ja pochodze właśnie z takiego "dobrego" domu ale i u nas były zgrzyty, dla mnie twoje doświadczenia to si-fi . Ale też usłyszałam te słowa od lekarzy dokładnie w takiej kolejnosci. Uważam, że spadałaś na 4 łapy, brawo!!!

Dodaj komentarz