Przepraszam za to, że żyję

Ostatnimi czasy wszystko czego się tknęłam zamiast zamieniać się w złoto, przeistaczało się w bagienny szlam. Nagrodę kretynki roku z przyjemnością odbiorę w następnym tygodniu. Zasłużyłam. Do cholery gdzie ja miałam mózg?!? Żeby znowu dopuścić autonienawiść do głosu? A raczej do darcia mordy?! Gdybym lubiła przeklinać, to właśnie powinna polecieć soczysta mięsna wiązanka. Ale jakimś cudem chociaż w tej zwyrodniałej materii nie lecę po bandzie.

Ostatni tydzień lawirowałam pomiędzy samozagładą a miłością do chłopaków. Wiem, że brzmi to tęczowo ckliwie, ale moi mężczyźni to jedyna „rzecz”, która trzyma mnie przy myśli, iż warto żyć.
Patrząc w lustro zadawałam sobie monotonne pytanie „jak takie coś jak ja w ogóle śmie istnieć?”, „jakim prawem takie monstrum ma prawo zabierać tlen Ludziom??”…

Przerosła mnie ilość błędów popełnionych podczas mojego prawie trzydziestoletniego żywota. Czuję jakbym była dla wszystkich jedynie rozlewającym wrzodem na dupie, którego już sama forma budzi obrzydzenie. Gdzieś w mętnym zakamarku mózgu pojawiła się chęć zniknięcia. Takie „zachcianki” dochodzą czasem do głosu, ale tej konkretnej ja osobiście ustawiłam nagłośnienie i podałam do ręki mikrofon.
To niby tylko tydzień, a mimo to musieli przyjechać po mnie Jeźdźcy Ambulansu. A zapowiadało się tak niewinnie.

Rower.
15-20 km dziennie w nie więcej niż godzinę. I tak chodziłam wściekła, że nie daje rady lepiej, szybciej itd.
Omijanie posiłków.
Jednego, drugiego, trzeciego, bo przecież ja muszę być idealna żeby zasłużyć na możliwość ziemskiej egzystencji.
Rzyganie.
Jak już coś znalazło się w moch ustach, to po pięciu minutach było deportowane do kibla. Bilans był taki, że ostatnie dni miałam pustkę zarówno w żołądku jak i w głowie.
Płyny.
Nie potrafię zrozumieć dlaczego tym razem poszło aż tak drastycznie. Przecież zawsze w momentach ataku bulimicznego zawsze dbałam o nawodnienie. A teraz? Butelkę z wodą omijałam szerokim łukiem. Uznałam, że jedna kawa dziennie wystarczy. Jak bardzo się myliłam okazało się wczoraj.
Nie będę pisać jak wyglądało moje „zejście”, bo to jest po prostu żałosne. Efekt jest taki, że zamiast uśmiechów dzieci powitała mnie pielęgniarka z kolejną kroplówką.
Muszę teraz wybrać.
Po zaistnieniu tej skrajnie głupiej i nieodpowiedzialnej historyjki. I albo pogrąże się bardziej pozwalając sobie na luksus jeszcze silniejszego znienawidzenia samej siebie, albo… Strzele sobie w pysk i wezmę się w garść.
Chyba nawet ja, dorosła kobieta i matka nie jestem w stanie i nie chcę usprawiedliwiać tak marnego „wybryku”.

Żałosna panienka egoistycznie dowalająca swojemu organizmowi. Tak nie zachowuje się dobra matka. A przecież bycie tą postacią jest jednym z moich marzeń.

8 Comments

  • Hmm, no cóż – to może z innej beczki, trochę szokowej …
    Nie wiem, czy tam pisze dobra matka, ani czy najlepsza… ani czy zła albo najgorsza. Na pewno pisze to jakaś matka. Jakaś osoba. I lepsza "jakaś" niż "żadna". Nie tylko matka, ale i osoba.
    Trudno – będzie rzygowisko, będzie dowalanie sobie, będzie powitanie z kroplówką jeszcze nie raz. Taka jest ta choroba. Ty z kolei jesteś w terapii, a to jest proces, a nikt jeszcze nie wyleczył się w pięć minut. Takie potknięcia, dni i posty będą się, jak widać, zdarzać. Mogłoby być gorzej – mogłoby być na odwrót. (LJK)

    • Znając siebie wpadki mi się zdarzą. Ale mam wrażenie, że każda kolejna daje mi więcej świadomości siebie i asekuracyjnego spojrzenia w przyszłość.
      Zawsze może być gorzej, dlatego może warto zatrzymać się na chwilę i docenić to, co ma się w tzw. "tu i teraz".

      Dzięki LJK, że jesteś.

  • :) nie wiem, co powiedzieć – czuję się doceniona :-):-)

    Ewa, a w temacie przenoszenia bloga, to nie chciałabyś na ten blog wkleić adres nowego??
    (LJK)

    • Bo fajnym ludziom należy mówić, że są fajni :)

      Cały czas zastanawiam się jak to zrobić z tymi blogami. Czy zostać tylko przy tym i tu zmagać się ze swoimi problemami oraz wielobarwnym macierzyństwem czy jednak oddzielić te dwa światy i swoje demony wypuszczać na drugim blogu. Ja zawsze miałam problemy z podjęciem konkretnej decyzji. Eh..

Dodaj komentarz