blogger-image-2061392922

Mama nie z wyboru

Myśl o założeniu osobistej strony przemieszczała się w moim krwioobiegu od dłuższego czasu. Niecały rok temu usiadłam i przeanalizowałam „za” oraz „przeciw” i po zsumowaniu wszystkich podpunktów postanowiłam podjąć to ryzyko. Kilka słów o tym czy żałuję i dlaczego tytuł mojego bloga to akurat „Mama nie z wyboru”.

Ekshibicjonizm emocjonalny stał się dla mnie w pewien sposób ulgą. Kiedy jest mi źle albo i dobrze mogę przelać wielobarwne myśli na klawiaturę nie kierując się umysłem, ale przede wszystkim emocjami. A one muszą być regularnie spuszczane z łańcucha. Inaczej dostają wścieklizny, która zatruwa moje wnętrze doprowadzając do obłędu przeplatającego się z poczuciem absolutnej bezradności. Pisanie przynosi mi ukojenie i pozwala na kilka dni pózniej ocenić zaistniałą sytuacje na chłodno. Dzięki temu mogę postarać się wyciągnąć wnioski i nauczyć czegoś na dalsze dni mojej postrzelonej egzystencji.
Przez wiele lat przerzucałam swój ból istnienia na karty kalendarzy, prowadząc tym samym rozmowy jedynie ze sobą. I w pewnej chwili zrozumiałam, że czegoś mi brakuje. Zatęskniłam za dialogiem. Zapragnęłam otrzymać odpowiedź i pewną formę zarówno pocieszenia jak i konstruktywnej krytyki. Przekonałam się, że jednym ze składników mojego prywatnego powietrza jest obecność ludzi w życiu.
Uwielbiam rozmowy z ludźmi.
Uwielbiam pisać.
Dodając te dwa składniki do siebie otrzymałam w odpowiedzi z początku przerażający szept: „załóż bloga…”.

„Istne szaleństwo!” – pomyślałam chcąc jak najdalej odrzucić od siebie to karykaturalne wyzwanie.
Uległam. Samej sobie. Poddałam się i wsłuchałam w wewnętrzny apel.
Po podjęciu decyzji pojawił się olbrzymi znak zapytania, który jak mniemam dopadł większość osób prowadzących swoje strony. A mianowicie zatrważające „jak nazwać bloga?!”. Blady strach padł na moją twarz i ekran komputera. A może miałam po prostu zbyt mocno rozjasniony ekran? Tak czy inaczej musiałam coś sobie znaleźć. Trwoga ogarnęła nie tylko moje rozbiegane serce, ale i zwoje mózgowe. O czym właściwie miałabym pisać? Z czym się wynurzać w ten wirtualny eter?

I wtedy zstąpiła we mnie Łaskawa Matka Wena podając na literackiej tacy tytuł dziewiczego wpisu: „Bycie matką boli”.

Miałam dosyć nacisku, że jako matka ciagle coś muszę. Ja zamarzyłam chcieć, a nie musieć. Macierzyństwo w pewnym stopniu to krew, pot, łzy a nawet chęć ucieczki. To trudna próba charakteru zarówno dla matek jak i ojców. To nie jest rola dla pierwszego lepszego zapłodnionego człowieka. To olbrzymia odpowiedzialność, w której powinno znaleźć się miejsce i na słodkie uśmiechy i na słone łzy oraz gorycz porażki.
Jako młoda dziewczyna zakładałam, że nigdy nie zostanę żoną, a tym bardziej matką! A los postanowił w jednej chwili podstawić nogę i połamać niektóre członki. Dostałam w prezencie Dziecko, na które nie byłam kompletnie przygotowana. Przeszłam depresję poporodową. Ale stanęłam szybko na nogi, bo chciałam. Nauczyłam się kochać. A teraz uczę się także darzyć tym uczuciem samą siebie. I to dzięki moim chłopcom.
Nie zaplanowałam żadnej z ciąż. Nie wybrałam idealnego momentu na dzieci. To się stało. I dzieje nadal. Jestem matką.
Wielokrotnie mam wrażenie, że to nie ja uczę moje pociechy życia lecz, że to Oni pokazują mi na czym polega piękno i magia istnienia TU I TERAZ.
Zostałam rodzicem nie z własnego wyboru. Ale podjęłam to wyzwanie i nie żałuje ani jednej sekundy. Nawet ktoś kto popełnił w życiu mnóstwo błędów może zawalczyć o dawanie i branie potęgi jaką jest Miłość.
Jestem mamą nie z wyboru dziękującą każdego dnia za taki obrót spraw. Jestem dziewczyną prowadzącą bloga, który daje mi dodatkowego kopa do działania. Mam na imię ewa i zapraszam do mojego świata. 

15 Comments

  • Nie da się ukryć, że wśród setek blogujących matek zdecydowanie sie wyróżniasz. I dobrze:)
    A jesli dodaję Ci to sił to tym bardziej.
    Tak mi się wydaje.

  • Zgadzam się z Tobą, że bycie matką boli…
    Zgadzam się również, że pojawienie się w życiu Dziecka w momencie kiedy nawet się o tym nawet nie myśli jest tornadem, które przewraca nasze poukładane-niiepoukładanie w jeszcze większy chaos.
    Wiem coś o tym, sama jestem mamą nie z wyboru, ale z wyboru kocham moją Księżniczkę całym swoim sercem, Męża również.
    Może to wszystko co stało sie nie w tej kolejności, w której powinno było właśnie tym co jest w zyciu najpiękniejsze? Nie wyobrażam sobie lepszego życia :)
    Chwilami jest ciężko pogodzić Rodzinę, pracę, trudy trwającego od ponad 4 miesięcy wykańczania mieszkania…zycie w biegu, na budowie…
    Wierzę, że każda z Nas odnajdzie spokój ducha, a słowa przelewane blogowy papier niech stana sie dialogiem, który pozwoli nam zatrzymac własne "ja" :)
    Powodzenia Ewuś :)

    • "Wierzę, że każda z Nas odnajdzie spokój ducha, a słowa przelewane blogowy papier niech stana sie dialogiem, który pozwoli nam zatrzymac własne "ja" :)" – podpisuję się każdą częścia ciała pod Twoimi słowami.

      Być może zabrzmi to komicznie, ale ja wierzę, że COŚ zawsze dzieje się z jakiegoś powodu. Tylko, że potrzebujemy trochę czasu aby się o tym przekonać.

      Trzymam kciuki za Ciebie Olu.

  • Ogromne podziękowania dla Matki Prezesa, że tu trafiłam. Przecież to mógłby być mój drugi blog. "Jestem mamą nie z wyboru dziękującą każdego dnia za taki obrót spraw. Jestem dziewczyną prowadzącą bloga, który daje mi dodatkowego kopa do działania. Mam na imię…" Asia i podpisuję się pod każdym Twoim słowem :)

  • Tez jestem "matką nie z wyboru". Ale widocznie tak miało być. Trafilam tu przez Matke Prezesa i pozostane na dłużej. Pozdrawiam. EWA.

  • Czytając Twojego bloga czuję ukłucie zazdrości…. Sama jestem młoda (może zbyt młodą) mamą nie z wyboru ale kocham swoją pociechę najmocniej na świecie. Informacja o tym ,że jestem w ciąży zwaliła mnie z nóg, depresja była nieunikniona, jednakże po porodzie powiedzmy że wszystko wróciło do jako takiej normy… Aż do teraz. Prawie trzy lata po narodzinach dziecka czuje żal, że to wszystko potoczyło się tak a nie inaczej, że wszystko w moim życiu jest bo musi a nie że ja tego chce. Próbuję zaakceptować swoje życie takie jakie jest bo patrząc obiektywnie nie jest w cale złe, a jednak jest jakieś ALE…

    Życzę Ci Ewciu wszystkiego co najlepsze i aby trud macierzyństwa nigdy Cie nie przerósł, a na Twoim blogu na pewno zostanę na dłużej 😉
    Palma

    • Dlaczego czujesz ukłucie zazdrości?
      Ja twierdzę, że nic nie dzieje się bez powodu. Może to i łatwowierne, być może nawet odrobinę patetyczne, ale tak jest mi łatwiej. Znajdować sens tam, gdzie z pozoru go nie ma.
      Wiesz, ja też mam czasami poczucie, że mogło być inaczej. Patrzę na bezdzietnych i teoretycznie "wolnych" znajomych, którzy nadal czerpią z życia egoistycznymi garściami. Bywam wściekła po raz kolejny przekładając wyjście z koleżankami z powodu dzieci. Pytam "co by było gdybym pózniej zaszła w ciszę?" i snuje kolorowe wyobrażenia. I wtedy dociera do mnie, że to wszystko jest dla mnie samej niepełne. Ja mogę codziennie powiedzieć "Kocham Cie". Ja dostaję buziaka z rana teraz a nie za dziesięć lat. Ja dostałam czas z dziećmi. Dłuższy niż inni. Wiadomo, że to kwestia indywidualna, ale dla mnie forma prezentu. Czas. Wspólny, mój i dzieci.

Dodaj komentarz