Czy wypada być Szczęśliwym?

To co daje nam szczęście ma różne smaki. W dodatku dla każdego zostaje to indywidualnie doprawione. Niekiedy radość przyjmuje ekspresową w spożyciu formę zbliżoną do zmrożonego kamikadze, a innym razem daje się długo smakować niczym wykwintny francuski deser. Niezależnie od konsystencji oraz sposobu podania, niezaprzeczalnie szczęście jest smaczne.

Przyjemnie jest dzielić radosne smakołyki z innymi. Serwować uśmiechnięte ciasta wspólnych chwil czy poczęstować znajomego ostrzejszą nutką podróży w nieznane. Miło jest kosztować życie z kimś bliskim. Fajnie jest także umieć podzielić się swoimi wesołymi smakami.
Mam mimo wszystko wrażenie, iż okazywanie radości widziane jest w dwojaki sposób. Jednym z nich jest odwzajemnienie naszego uśmiechu przez członka ludzkości. Zaś druga strona medalu zdaje się być odrobinę sfermentowana. Jest to wystawienie się na publiczny lincz za emanowanie wyżej wspomnianą formą euforii. Ta rozbieżność jest sporych gabarytów. A przecież to po prostu radość wypisana na czyjejś twarzy.
Jak to wyglada z mojej perspektywy? Z punktu widzenia dziewczyny rozszarpywanej przez emocjonalne tornado?
Bywają chwile, w których moje uczucia dostarczają mi tyleż samo uciechy i mdłości co olbrzymia górska kolejka. Popadam ze skrajności w skrajności. Od eksplozji euforycznej radości do zapadnięcia się w doliny podgniłych myśli. I to wszystko potrafi zadziać się w przeciągu jednej sekundy. Pojedyncze słowo, gest potrafią z wesołej dziewczyny zrobić największego smutasa świata. I odwrotnie rzecz jasna. Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie sporo pracy nad kontrolą tego wirażu.
Ostatnio odkryłam, że lubię odczuwać szczęście. Wtedy każdy kłopot maleje w moich oczach, zaś najdrobniejsze sukcesy urastają do kolosalnych rozmiarów. Zdarza się, że idąc ulicą uśmiecham się. Tak po prostu. Bo jestem zadowolona. Niektórzy uczestnicy ruchu odwzajemniają się jakimś sympatycznym gestem, jednak zdecydowana większość ignoruje. Wiadomo, każdy ma swoje problemy i mnóstwo spraw na głowie. To zrozumiałe. Zdarzają się też perełki, zwłaszcza wsród najstarszego pokolenia, które zwrócą mi uwagę bądź postukają się palcem w czoło. Cóż, widok zadowolonego człowieka może być dziwny biorąc pod uwagę czasy w jakim przyszło nam żyć.
Ale do czego zmierzam konkretnie. Otóż po pierwsze ja osobiście uwielbiam dostrzegać kątem oka szczęśliwych ludzi. Zakochanych dla których każda wspólna sekunda to magia, rodziców z dziećmi czerpiących radość z bycia razem, czy staruszków idących dziarsko trzymając się za muśnięte czasem dłonie. Lubię także, gdy ktoś pokusi się o odwzajemnienie mojego uśmiechu. Nawet tylko wzrokiem. Mam wrażenie, że z biegiem czasu drobne rzeczy przestają nas cieszyć. Że niekiedy bycie dorosłym zabrania euforycznego stanu.
Nie można być szczęśliwym cały czas, to oczywiste. Ale myślę, że warto rozpakać każdą nawet najmniejszą chwilę radości.
Czy wypada być szczęśliwym i emanować tym? Nie napastliwe rzecz jasna. Nie wiem jak Wy, ale ja zamierzam dalej spacerować z uśmiechem na twarzy, nawet jeśli ludzie mają mnie w tym momencie za kretynkę.

3 Comments

  • Moim zdaniem szczęście to najlepsze uczucie jakie może spotkać człowieka :-) uwielbiam ten stan kiedy nucenie pod nosem ulubione piosenki, uśmiecham się od ucha do ucha, a wogole to zamiast chodzić to latam :-) ludzie szczęśliwi emanują tak ogromnym optymizmem,że chce się z nimi przebywać. Mnie ogromnie ciągnie do takich ludzi – zarazają pozytywnym nastawieniem :-)

Dodaj komentarz