blogger-image-987555838

"Muszę" w byciu rodzicem

Bycie rodzicem zobowiązuje. Do wielu rzeczy. Do podjęcia wyzwania, do wzmożonego zaangażowania, nieraz do dorośnięcia w ekspresowym tempie. Także do spraw z którymi ja się nie zgadzam. I właśnie o nich wspomnę w tym poście. Jak zawsze przytoczę przykłady z jakimi spotkałam się osobiście lub w opowieściach. Krótko o skrajnościach w tym jaka „musi” być dzisiejsza matka.

MATKA CIERPIĘTNICA VS CUKROWANA MAMUSIA

Dobra, ciąża bywa mało przyjemna, poród bardzo boli a samo macierzyństwo to plątanina radości i nerwów. Nie ma tu czego ukrywać i polewać lukrem całej rodzicielskiej otoczki. Ale jednocześnie nie popadajmy ze skrajności w skrajność i nie zakładajmy worków pokutnych. Czy rzeczywiście stuprocentową matką można nazwać jedynie tę dla której macierzyństwo to droga przez mękę lub stojąca w opozycji do niej perfekcyjną we wszystkim Panią Domu?
Jedni mają lepiej inni gorzej. Dla jednego dany problem to błachostka dla drugiego życiowa tragedia. Robiąc krok do tyłu i patrząc na bycie rodzicem z większego dystansu można dostrzec równomierny rozkład dobra i zła. Każdy dzień mimo wielu tych samych czynności jest inny. W poniedziałek na widok uśmiechniętego malca ubrudzonego czekoladą od stóp do głów sami podniesiemy kąciki ust do góry. A już w sobotę ten sam obrazek wywoła buzującą frustrację.
Moim zdaniem bycie rodzicem wymaga dopuszczenia do siebie myśli, że nadal jesteśmy ludźmi. Nadal mamy prawo odczuwać te same emocje. Strach, gniew, smutek, bezradność, a także spontaniczną radość i swobodę bycia.

Moim zdaniem? Nie bądźmy przesadni w żadną ze stron.
KOBIETA W DOMU, MĘŻCZYZNA W PRACY. AMEN.

Przecież inaczej być nie może! Matka musi pełnić służbę przy dziecku 24 godziny na dobę przez najbliższych kilka lat. A facet? Niech zapierdziela po dwadzieścia godzin na dobę, bo w końcu to on nosi w związku spodnie. A jeśli ktoś chce albo musi inaczej? Czy to czyni z tych ludzi rodzinę drugiej kategorii?
Zapada decyzja, że matka wraca szybko do pracy, a ojciec bierze wszystkie codzienne domowe obowiązki na siebie. Karmi potomstwo, zmywa naczynia po wcześniej ugotowanym obiedzie, a nawet o zgrozo pucuje kibel. To już nie jest normalna rodzina. Co z tego, iż im obojgu taka opcja odpowiada. Co z tego, że tak jest im lepiej. NIE! Prawdziwa rodzina to ścisłe ustalone obowiązki i koniec.

Co ja o tym sadzę? Najfajniej jest ustalić wspólnie reguły gry, tak aby każdy był usatysfakcjonowany na tyle ile pozwala szara rzeczywistość.
Moja rada? Współpraca, zrozumienie i wybranie tego co dla rodziny jest najlepsze w danym momencie. Kompromis.



OBSESJA FIT VS TOTALNE ZANIEDBANIE

Ponoć specjaliści zalecają aby w trakcie uroczych dziewięciu miesięcy spożywać około 200-300 kcal więcej. Tak gdzieś czytałam. Niektóre z naszych babć oraz mam niestrudzenie wyznają zasadne „jedz za dwoje”. A w dobie dzisiejszej presji na bycie fit dochodzi jeszcze abstrakcyjne dla mnie odchudzanie w ciąży. Do wyboru do koloru.
Niektóre z matek spuszczają swoje żołądki ze smyczy i niczego sobie nie odmawiają. Inne z przesadną dokładnością liczą każda napotkaną kalorie, obsesyjnie ćwiczą i modlą się by w dwa tygodnie po porodzie ważyć przynajmniej z 5 kilogramów mniej niż przed zapłodnieniem.
Biorę głęboki oddech i powiem tak. Według mnie jakakolwiek świadoma forma odchudzania w ciąży to głupota. Tak, i piszę to dziewczyna uwikłana od lat w romans z zaburzeniami odżywiania.
Z drugiej strony absolutny brak samokontroli i pochłanianie wszystkiego co ocieka naprzemiennie tłuszczem i czekoladą to też nienajlepsze rozwiazanie. Myślę, iż należy dbać o to by odżywiać się przede wszystkim w miarę zdrowo. A mały grzeszek w postaci lodów (nawet podwójnej porcji) serwowany od czasu do czasu nie zaszkodzi nikomu kto nie ma ku temu przeciwwskazań medycznych.
Moja rada? Zwyczajnie, dbać o siebie w trakcie ciąży jak i po urodzeniu dziecka nie katując się oraz zachowując odpowiednią dawkę rozsądku.



To tyle na teraz. Cdn. nastąpi :)
Dobrze jest wypośrodkować to co musimy.





Dodaj komentarz