Dziecko w roli nauczyciela (część pierwsza)

Macierzyństwo pokazało mi wiele zarówno jasnych jak i ciemnych stron tej życiowej roli. To taka przejażdżka kolejką górską z odpinającym się co chwilę pasem. A gdy dojedziesz do końca, to pomimo nudności i bólu żeber masz ochotę zrobić to jeszcze raz aby na nowo ożywić wspomnienia. Tu jest wszystko. Radość, adrenalina, strach i złość.

Jako rodzic mam za zadanie przekazać potomstwu jak najwięcej wiedzy na temat życia. Mam nauczyć ich samodzielnego myślenia, niezależności i różnicy między dobrem a złem. Jak każdy inny rodzic robię to codziennie. Począwszy od porannego „dzień dobry„, przez danie im swobody w wyborze ubrania aż po reprymendę po następnej braterskiej bójce.
Dorośli wychowują dzieci. A co robią maluchy? Uczą nas wielu rzeczy, których nie byliśmy gotowi lub nie chcieliśmy wcześniej dostrzec.
Dziś przytoczę kilka przykładów tego na co rodzicielstwo otworzyło moje oczy.
CIERPLIWOŚĆ

Nigdy nie należałam do osób cierpliwych. Nigdy. Po urodzeniu dzieci czas trochę zwolnił. Trzeba czekać aż malec zaśnie, należy dostosować tempo spacerów czy uzbroić się w cierpliwość w okresie lawiny pytań kilkulatka. Rzecz jasna cierpliwość ma swoje granice, ale posiadanie dzieci jakimś magicznym sposobem przesuwa je o ładnych parę kilometrów.
LUZ

Ja jako znerwicowana pedantka potrafiłam latać z mopem piętnaście razy dziennie. Tak, to już była obsesja perfekcjonizmu. Natomiast chłopcy pokazali mi, iż nie muszę sprzątać każdego pojedynczego okrucha. Można poczekać do wieczora i ogarnąć mieszkanie już po największym szaleństwo i rozprzestrzenianiu się bałaganu. A i to nie jest przymus. Lepiej zamiast polerować milimetr ubrudzonego paluchem lustra zasiąść z pociechami na podłodze budując ogromny parking.
POKORA

Mnie spotkało to szczęście, że wydałam na świat zdrowe dzieci. Odkąd zostałam matką niektóre reklamy nabrały innego wymiaru. Zawsze współczułam bohaterom migawek z oddziałów onkologicznych czy hospicjów. Ale teraz jestem w stanie namacalnie czuć podobny strach co rodzice skrzywdzonych przez los malców. W takich momentach człowiek zdaje sobie sprawę jak okrutne potrafi być życie i jak wielkim szczęściem jest uniknięcie zmartwień o to czy następnego dnia nasze dziecko będzie nadal żyło lub jak sobie poradzi gdy nas już zabraknie.
TOLERANCJA

Dla dzieci nie ma znaczenia czy rodzic jest grubszy, chudszy, ma wyższe wykształcenie, długie włosy czy cukrzyce. Dziecko KOCHA. Po prostu Kocha. I przynajmniej dopóki nie zacznie dojrzewać i świrować ma gdzieś jakiego ktoś jest wyznania, jaki ma kolor skóry czy orientację seksualna.
PLANOWANIE

Dopóki w moim pobliżu nie biegały małe stópki, to jakoś się żyło. Jednak odkąd biegają za mną dwa małe stworzenia pewne obowiązki zaczęły mieć poważniejsze konsekwencje. Skończyło się spanie do południa. Dzieci potrzebują określonego rytmu dnia. Pobudka, śniadanie, spacer, zabawa, kąpiel, czytanie, spanie. Porzucając totalny chaos jest zwyczajnie łatwiej ogarnąć wesołą gromadkę.
RADOŚĆ CHWILI

Trawa nadal jest zielona a niebo niebieskie. Teoretycznie nic się nie zmieniło. Ale gdy popatrzę jak maluchy cieszą się na widok tęczy lub biją sobie brawo po zabawnie zaśpiewanej piosence, to nagle drobne szczegóły smakują inaczej. Zaczyna cieszyć to co było oczywistym standardem bycia.
Jest mnóstwo spraw na które macierzyństwo pozwoliło mi spojrzeć inaczej. Ale następne z nich umieszczę w kolejnym poście.

2 Comments

Dodaj komentarz