blogger-image-1460133275

Pragnąc marzyć

Dawno, dawno temu byłam małą dziewczynką. I jak każde dziecko miałam marzenia oraz upragnione cele do których zamierzałam dążyć. Do disneyowskiej księżniczki bardzo mi daleko, więc nie udało się wszystkich pragnień spełnić. Cóż, nie mnie jednej.

Dziewczynki pragną zostać lekarzami, księżniczkami czy czarodziejkami. Mali chłopcy policjantami, suberbohaterami lub prezydentami. Ot dziecięce fantazje. Jednak większość z nich nigdy się nie spełni. Na szczęście wraz z wiekiem zmieniają się także marzenia. Przyjmują one bardziej realny kształt i stają się życiowymi celami. O ile przedszkolanką bądź strażakiem może zostać praktycznie każdy, o tyle rola księżniczki i superbohatera musi pozostać w sferze sennych marzeń.
Jako kilkuletni brzdąc chciałam jednego. Spokoju w domu. Awantury jakie serwował nam mój ojciec były nie do zniesienia. Zapach wódki, płacz mamy, przekleństwa ojca i ja, wybiegająca na korytarz krzycząc jak najgłośniej „pomocy!”. Ten scenariusz w najgorszych momentach rozgrywał się codziennie. Jako tamta mała dziewczynka potrafiłam się nawet modlić. Żeby tatuś przyszedł trzeźwy albo by w ogóle nie wrócił.
Kiedy jak nam się wydawało wreszcie zniknął z naszego życia miałam dziesięć lat. Jedno marzenie spełnione. Ojciec się wyprowadził. Nastała cisza.
W międzyczasie miałam nadzieję w przyszłości zostać weterynarzem albo psychologiem. Gdzieś przewijała się również miłość do rysunku, fotografii i muzyki. Ale jakiś czas później usłyszałam, że z tego nie da się wyżyć i młodzieńcze pasje zeszły na boczny tor.
Nie pamiętam zbyt wielu marzeń z okresu  nastoletniego. Swoją przyszłość coraz bardziej widziałam w zawodzie psychologa. Wtedy też zaczęły powstawać pierwsze książki i depresyjne wiersze. Bardzo zazdrościłam koleżankom z klasy, że były takie ładne, mądre i zgrabne. Nie to co ja.
Zasypiając wyobrażałam sobie siebie jako wokalistkę rockowej kapeli albo znaną pisarkę. Ale coraz częściej te wizje były zastępowane wizualizacjami śmierci i własnego pogrzebu. Tak, o zniknięciu wielokrotnie marzyłam. Żeby przestać istnieć.
Czułam się zbędna. A im mocniej wpadałam w anoreksję i bulimię tym bardziej nienawidziłam siebie i marzyłam by ważyć poniżej czterdziestu kilogramów.
Poza chorowaniem gdzieś były zwykłe pasje. Zakochałam się w żeglarstwie i motocyklach. Zawsze chciałam nauczyć się jeździć konno. Mieć tatuaże i kolczyki. Czerpać przyjemność z pracy. Pomagać innym. No i nigdy nawet nie śniłam, że zostanę matką.
Problemami oraz zaburzeniami odżywiania odebrałam sobie wiele szans na spełnienie najskrytszych marzeń. Także moje najbliższe otoczenie niektóre z nich uważało za głupie i bezsensowne. A ja nie potrafiłam o siebie zawalczyć.
Pewnego dnia przestałam marzyć. Potem obudziłam się w szpitalu na toksykologii. Wraz z powrotem sił przybywało coraz więcej planów, a także pragnień. Szkoda tylko, że moja głupota wróciła niczym bumerang. Znów odchudzanie, kłopoty, depresja, szpital. Efektem była nerwica lękowa podczas której marzyłam każdego dnia by nie umrzeć. Los bywa dowcipny. Najpierw chcesz umrzeć, a gdy prawie ci się to uda, błagasz o każdy kolejny dzień.

Wychodząc powoli z nerwicy, zaszłam w ciążę. Jedną, drugą i już. O czym marzę od czasu, gdy pod moim sercem zaczęło tworzyć się nowe życie? Przede wszystkim żeby chłopcy byli szczęśliwi, zdrowi i samodzielni. Również o tym, by ich pragnienia stawały się realne.
Jak natomiast mają się moje dziecięce pragnienia do aktualnego stanu rzeczy? Po pierwsze nie mam kontaktu z ojcem. Po drugie usłyszałam od mamy, że jest ze mnie dumna, a o tym nie śmiałam nawet śnić. Weterynarzem ani psychologiem już nigdy nie zostanę. Zwyczajnie jest na to za późno. Ale pomagam innym jak tylko mogę i to daje mi olbrzymią radość. Jeździć konno i na motocyklu jeszcze kiedyś się nauczę, wiem to. Tatuaże i kolczyki są i będzie ich więcej, to pewne. Śpiewam z dziećmi rockowe kawałki a to daje mnóstwo frajdy. Pisać, piszę te moje książki. Są już cztery. I żadna nie jest skończona. Ale wszystko jeszcze przede mną. Zaś mój wygląd, no tu wolę własnych marzeń nie spełniać. Bo nie byłby to happy end.

Prawdopodobnie większość marzeń nie znajdzie odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ale to nic. Jestem pewna, że pojawią się nowe, inne pragnienia i część z nich uda mi się zrealizować.

2 Comments

Dodaj komentarz