Inaczej być nie może

..

Tylko Ty słyszysz mój szept. 
Ale Ty nie chcesz go słyszeć.
Mówisz mi w jaki sposób mam obracać łyżeczkę w białym kubku.
Dlaczego wrzucasz mi do niego martwe kostki cukru?
Teraz Ty mieszasz ten płyn i tłumaczysz, że to się robi tak a nie inaczej. 

Przecież inaczej być nie może.

A ja tylko wspominam jak kiedyś z zapartym tchem obserwowałam uśmiech cukru, którego nikt nie rozmieszał.
Ileż to mu dawało radości!
Gdy mógł tak samotnie wnikać w czarną kawę.
Znów Twój głos zamyka okno moich wspomnień.
Widzę przez te brudne szyby ostatni cień radości cukru.
Zabiłeś i ten produkt.
Ty niczego nie oszczędzisz.

Przecież inaczej być nie może.

Nakazujesz mi bym poszła do ogrodu.
Ale jak mam wstać z tego miękkiego krzesła?
Biegające po nim iskry prądu tak się radują bliskością mego ciała.
Podekscytowane, ale i skupione już czekają na oparciu machając ogonkami.
Bierzesz mnie za rękę i wyprowadzasz przed dom.

Przecież inaczej być nie może.

Odwracam się przy szklanych drzwiach by ostatni raz zobaczyć te wielkie fioletowe oczy prądu.
O jaki teraz panuje w nich smutek!
Ile żalu i rozczarowania!
Zrezygnowane iskry bez pożegnania po prostu idą spać.
To też mi zniszczyłeś.
Odebrałeś nawet rozkosz bólu.

Przecież inaczej być nie może.

Łzy same cisną mi się do oczu.
Patrzę jak siedzisz na trawie, ale skupiam się bardziej na śpiewie firanek.
Oplata mnie ich każdy zimny oddech, a słowa piosenki zawiązują grubą pętlę wokół szyi.
Z oczu na policzki spływają pomarańczowe krople.
Zatrzymują się tylko na ustach by dać się zakosztować.
Powinny mieć smak czereśni, ale są gorzkie jak zgniłe truskawki.

Przecież inaczej być nie może.

Przekraczam próg zwabiona Twoim głosem.
Porzucona przez łzy, grubą linę na szyi i nawet melodię firanek.
Stąpam boso po zielonej trawie ubrana w promienie słońca.
Wyszłam do ogrodu pierwszy raz.
Cofam się o chwilę w czasie – to Ty mi na to pozwoliłeś?
Nie. Ty mi kazałeś przyjść tutaj wraz z Tobą.
A teraz rozplątujesz się jak rzucony z wysoka kłębek wełny.
Ty znikasz.

Przecież inaczej być nie może…

– bo to ja umarłam, a to wszystko to jedynie mój sen.

..

1 Comment

  • Znam część tego co ujęłaś, wydaje mi się, że tak dzieje się w małżeństwie przede wszystkim jak ludzie przestają walczyć o siebie i o drugą połówkę.. mogłem nie złapać sensu, ale taki, podobny bywał u mnie.. na szczęście już go nie ma.. odleciał psuć dalej..

Dodaj komentarz