Wpis Gościnny Marty – Dziecięce rewolucje, czyli o tym dlaczego boję się zostać mamą

Dziś na blogu bardzo nietypowo. Jakiś czas temu zostałam poproszona o stworzenie tzw. „wpisu gościnnego„. Zgodziłam się i w zamian poprosiłam o to samo. Dziś będziecie mogli przeczytać garść spostrzeżeń autorki bloga niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com . To fajna, niezależna spełniona kobieta, która zamierza osiągnąć równowagę pomiędzy wszystkimi sferami życia. Przy okazji poznałam punkt widzenia kogoś dla kogo dzieci jak i ślub to dopiero przyszłość. Także zapraszam.
PS.
Kolejni goście będą już osobiście przepytywani przeze mnie przy kawie. A z autorką tego wpisu chętnie zweryfikuję jej poglądy za jakiś czas, gdy będzie ganiała za raczkującym malcem.
Wasza E.
„Witam Was drodzy czytelnicy :)
     Mam na imię Marta i pod nazwą Niedoskonałość Perfekcyjna prowadzę swój zakątek w internecie. W dniu dzisiejszym mam przyjemność przygotować dla Was na łamach bloga Ewy post gościnny o obawach związanych z macierzyństwem.  
     W chwili, gdy Ewa zaproponowała mi napisanie postu gościnnego o tym, dlaczego boję się macierzyństwa nie czułam żadnych obaw. Przecież generalnie rzecz biorąc to żadna filozofia przyznać się do swoich słabości.  Postanowiłam zrobić uczciwy rachunek sumienia, w którym sama przed sobą przyznam się do tego dlaczego lękiem napawa mnie zostanie rodzicem.  Bo to, że gdzieś w głębi serca odczuwam przed tym obawy odkryłam już dobrych kilkanaście miesięcy temu. Jednak w miarę wypisywania kolejnych powodów dlaczego tak się dzieję zaczęłam się zastanawiać, czy aby ze mną aby na pewno jest wszystko w porządku?         Zaglądając na blogi parentingowe praktycznie za każdym razem spotykam się ze stwierdzeniami, że macierzyństwo jest czymś wspaniałym, idealnym i tylko, że tylko ono tak naprawdę może uczynić kobietę szczęśliwą. Ani kochający mąż, ani satysfakcjonująca praca – nic nie jest w stanie się z tym równać. Przeraża mnie to. Przeraża mnie to całkowicie.
     Mam narzeczonego, do którego już za niecałe trzy miesiące będę mogła się zwracać mężu, pracę, która pozwala mi na godne życie i, którą nawet lubię, grono przyjaciół, mieszkanie i psa. Pomimo, iż na chwilę obecną nie jestem matką – czuję się szczęśliwym i spełnionym człowiekiem.  Lubię dzieci, powiedziałabym nawet, że bardzo lubię. Mam nawet kilkoro, dla których jestem ulubioną ciocią. Nie wyobrażam sobie w przyszłości nie mieć swojej pociechy, która obejmie co rano swoimi małymi rączkami, którą będę mogła głaskać po włoskach, czy której będę czytała bajki do spania. Jest jednak kilka spraw, które póki co skutecznie spychają moje macierzyństwo na plan w odległej przyszłości.

1.    Nigdy nie należałam do osób wybitnie szczupłych.  To, że mój wygląd w miarę mnie satysfakcjonuję jest wypadkową mojej ciężkiej pracy i wyrzeczeń, którym na co dzień muszę się poddawać. Każde piwo, każde chipsy i każdy kebab – w tempie natychmiastowym  odnajduję ujście w moich biodrach, bądź brzuchu. Notorycznie toczę heroiczną walkę między tym, na co mam ochotę, a tym na co tak naprawdę mogę sobie pozwolić.   Przez ostatnie trzy lata miałam dosyć ciągłego odmawiania sobie wszystkich przyjemności i postanowiłam poluzować rygory. Kosztowało mnie to dodatkowe 17 kilogramów, po których przybraniu wyglądałam jak młoda orka. Podczas rutynowego ważenia, gdy waga brutalnie wskazała 80 kilogramów klapki z oczu opadły, a przyszła bezsilność i załamanie.  Wzięłam się w garść i w ciągu trzech miesięcy zrzuciłam ten dodatkowy balast. Jednak było ciężko. Cholernie ciężko. Jak pomyślę sobie o tym, że jeszcze kiedykolwiek w życiu będę musiała się odchudzać to już mi skóra cierpnie, a włosy dęba stają. Jestem świadoma swoich skłonności do tycia i niestety, ale ciąża w pierwszej kolejności kojarzy mi się z całą masą nadprogramowych kilogramów, które zostaną jako pamiątka  tych 9 miesięcy szczęścia. Cholernie boje się, że kolejny raz już nie wystarczy mi siły, by walczyć z jedzeniem, ćwiczeniami i swoim wstrętem do własnego ciała. Nie wspominając o niechęci do patrzenia w lustro i przepłakanych nocach.

2.    Kolejną rzeczą, która sama nie wiem, czy wprawia mnie bardziej  w osłupienie, czy przerażenie jest fakt, że większość  pań po ciąży traci całkowicie poczucie bycia kobietą. Poddają się roli matki, zapominając przy tym całkowicie o swojej osobie. Tak jakby z dnia na dzień one i Ich potrzeby całkowicie straciły na ważności. Studia, praca, hobby stają się pojęciami abstrakcyjnymi, bo przecież matka musi być zawsze i na każde zawołanie. Z niedowierzaniem obserwuję koleżanki, które jeszcze niedawno miały pomysł na siebie i swoje życie, a teraz każda minuta ich życia jest zagospodarowana między pranie, sprzątanie, przewijanie i karmienia – bo przecież tak trzeba. Taki los Matki Polki. Ponadto za każdym razem kiedy na blogach / forach trafi się kobieta, która próbuję odnaleźć równowagę pomiędzy byciem kobietą, a byciem matką, która również swoje potrzeby bierze pod uwagę w życiu codziennym od razu jest wystawiona na lincz publiczny przez wszechobecne mamy – ideały. Wakacje bez dziecka? Absolutnie ! Karmienie butelką? Wyrodna matka ! Kobieta pracująca/ studiująca, która oddaje dziecko do żłobka? Na stos z nią ! Wieczorne wyjście z przyjaciółkami? To już nadaje się tylko na egzorcyzmy.  Matka zadbana, uczesana i pomalowana? Niedopuszczalne !  Przecież to zachodzi na jakąś parodię. Najlepiej zamknąć matkę w domu w powyciąganych dresach, tłustych włosach, ze stertą garów i drugą stertą prasowania do towarzystwa. Amen.

3.    Ja niestety, a może stety nie należę do grona  urodzonych Matek Polek, które lubią poświęcać się w szczytnym celu dogadzania innym. Chciałabym być matką pracującą, realizującą się nie tylko na płaszczyźnie wychowawczej, ale również zawodowej i prywatnej. Już teraz jak widzę miny niektórych, gdy czasami odważę się powiedzieć głośno, że nie widzę nic złego w tym, że matka jest zadbana i wychodzi ze znajomymi do klubu zostawiając pociechę u babci. Gdyby wzrok mógł wówczas zabijać – zaręczam Wam, że już pewnie ze sto razy szlibyście w moim kondukcie żałobnym.

           Boję się tego, że zostanę z moimi ambicjami sama.  Że nikt nie będzie chciał   wesprzeć moich planów. Że z każdej strony będę słyszała, że jestem matką, że mam inne obowiązki, że mam nie wydziwiać, że jak chciałam się uczyć, czy spotykać  z przyjaciółmi to mogłam nie decydować się na dziecko. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której naprawdę będę potrzebowała wieczora tylko dla siebie, a nie będę miała do kogo się zwrócić z prośbą o przypilnowanie dziecka. Póki co zarówno moi rodzice, jak i przyszli teściowie namawiają Nas na dziecko, ale czy do pomocy nad nim też będą tacy chętni w praktyce, jak w teorii?

4.    Następna w kolejce jest obawa przed tym, czy zdołam zapewnić dziecku odpowiednie wsparcie materialne. Możecie uznać mnie za materialistkę, ale dla mnie jest to tak samo ważne, jak potrzeba miłości i akceptacji. Nie sztuką jest urodzić dziecko, a później martwić się o to za co kupić mleko, czy pampersy. Uważam, że rodzicielstwo powinno być świadome  i odpowiedzialne. A odpowiedzialny rodzic dba o to, alby Jego dziecku nie brakowało na podstawowe potrzeby, czy odrobinę przyjemności.   

Serce mi się kraję jak idąc ulicą widzę matki z gromadką dzieci, które sklepy ze słodyczami ( o zabawkach nie wspominając) omijają szerokim łukiem, żeby przypadkiem dzieci o nic nie poprosiły, bo nie ma pieniędzy żeby im kupić. Jasne – każdy ma jakiś limit, inne wydatki, czy po prostu słabszy miesiąc, ale ile jest takich rodzin, które regularnie nie mają nawet na głupiego loda dla dziecka?

Nie będę już wspominała o tych setkach drobnych obaw, które siedzą mi gdzieś w głowie,  bo zamiast postu, powstanie w niedługim czasie praca magisterska z czterema podrozdziałami  :) Wiem, że pomimo całej listy wątpliwości kiedyś na pewno zdecydujemy się na potomka. Będziemy kochali Go z wszystkich sił i z całą pewnością pomimo swoich niedoskonałości będę dla Niego najlepszą mamą jaką potrafię:) Trzymajcie za mnie kciuki ! Myślę, że jak już będzie PO, na pewno napiszę dla Ewy jeszcze jeden post – tym razem o tym, jak wiele macierzyństwo zmieniło w moim życiu, bo w to, że w raz nim nadejdą zmiany jest tak oczywiste jak fakt, ze wstaję i oddycham:)

Pozdrawiam !”

7 Comments

  • Mój pogląd się nie zmienia, czyli martwienie się na zapas w niczym nie może pomóc, a ewentualnie w systematycznym rozwoju wrzodów na żołądku i kolejnym siwym włosem.

    To co ma być to będzie. Ja przed porodem mojej córki starałem się nie myśleć za wiele o tym co będzie. Stres mnie dopadł na porodówce.. a martwić się na zapas?

    Ustosunkowując się do tego co napisałaś, ale w odwrotnej kolejności:
    4. Skoro teraz masz się dobrze, czemu Twoje dziecko ma nie mieć?:) Chyba, że jesteś sknerus…
    3. Na prawdę przejmujesz się opiniami innych co do twojego życia i sposobu wychowania dziecka? Nie warto, bo nie ważne co robisz, gdzieś znajdzie się jakieś ALE.
    2. Zasada zdrowego egoizmu, czyli nie zapominaj o swoich potrzebach. Po narodzinach dziecka i tak wszystko się przewraca do góry nogami w życiu rodziców. I nie jest to minus. Trzeba samemu spróbować;)
    1. Tego nie umiem skomentować, bo jestem zbyt racjonalny:)

    W każdym razie jeżeli nie czujesz się na siłach do macierzyństwa to nic na siłę. Zarówno Ty jak i przyszły father powinniście być gotowi mentalnie do tego typu przygód.

    A zdrowy rozsądek raczej trzyma się Twoich słów, więc ja bym się nie martwił:)

    • Zgodzę się z Kamilem, że nie warto martwić się na zapas. Szkoda nerwowo przywoływania złego nastroju. Także z tym, że lepiej nie przejmować się innymi. Nie dogodzisz wszystkim i szkoda marnować siebie na podpasowanie reszcie.
      A męski racjonalizm nie pozwala zrozumieć kobiecych obaw o sylwetkę i takie tam :)

      Dzięki Kamil za odwiedziny!

    • Wiesz Kamilu – tak przejmuję się opinią innych, bo jestem strasznym nerwusem! I jak słyszę, czy czytam jakieś głupie komentarze to poprostu wychodzę z siebie 😀 strasznie emocjonalnie do tego podchodzę i pomimo,że z tym walczę jakoś nie potrafię tego wytępić :)

      Bardzo dziękuję za komentarz i miłe Słowa – zapraszam częściej :)

  • No to teraz kilka słów ode mnie odnośnie tego co napisała Marta.
    Jeśli chodzi o wygląd, wagę itp. Jako osoba z zaburzeniami odżywiania byłam przerażona wizją przybierania na wadze. Ale jakoś to przetrwałam. W pierwszej ciąży przytyłam 23 kg i jakiś czas to gubiłam. Jednak ten fakt zszedł na drugi plan i do czasu drugiego porodu nie miałam z tym większego problemu. Opieka nad dzieckiem była na tyle zajmująca, że nie miało to większego znaczenia. Kilogramy spadały same w swoim tempie. Po drugiej ciąży nastąpiło całkowite przestawienie mózgu. Ale dopóki karmiłam z całych sił odrzucałam i anoreksję i bulimię. Z lepszym i gorszym skutkiem. Potem popłynęłam równo. Ale to kwestia problemów i choroby.
    Uważam, iż organizm kobiety powinien w swoim naturalnym tempie dojść do formy. Ważne jest zbilansowana dieta i ruch.

    Podoba mi się racjonalne podejście Marty do powiększenia rodziny. Gdybym ja świadomie planowała macierzyństwo, to na pewno zaczekalabym aż osiągne stabilizację finansową. Bez luksusów. Ale tak żeby nie trzeba było dokonywać wyboru pomiędzy rachunkami a życiem. Ja nie narzekam na to co mam. Jednak wierzę, że rozsądek jest bardzo ważny.

    Jeśli chodzi o utratę kobiecości i pewnej formy wolności czy niezależności. Na początku jest ciężko. Pierwsze miesiące są męczące a karmienie piersią odrobinę ogranicza. Ale to nic strasznego i da się to przetrwać. Samorealizacja jest istotna. Bo szczęśliwy rodzic, to dobry rodzic. Ale należy znaleźć w tym kompromis. Tak aby nie zaniedbać ani dziecka ani siebie. A, i wiem, że kobieta mająca dziecko zdecydowanie może czuć się nadal seksowna.

  • To Marto :) powiem ci po kolei :)
    1." czymś wspaniałym, idealnym i tylko, że tylko ono tak naprawdę może uczynić kobietę szczęśliwą."

    kochana na złe blogi wchodzisz. Ja kompletnie nie zgadzam się tym twierdzeniem. Macierzyństwo to jest po prostu takie doświadczenie, którego nie można do niczego innego porównać i wyjaśnić się nie da. Ale w żadnym razie niezgodę się z tym, że tylko ono może uczynić kobietę szczęśliwą ! Życie skład się z tylu wspaniałych doświadczeń, bycie mamą jest jednym z nich i tyle – wg mnie :)
    2. co do kg to chyba sprawa indywidualna, ja po ciąży stałam się niezwykle aktywną, bo właśnie nie chciałam stać się kobietą o jakiej piszesz :) tak więc nic straconego ! :)

    3.dla mnie to kompletnie normalne. Jeśli kobieta chce się zatracić w macierzyństwie, droga wolna! Nie rozumiem tego kompletnie, podobnie jak ty. Ja jestem mamą pracującą. Wcale nie jest mi trudno zostawić dziecko babci i pójść na imprezę czy wyjechać na wakacje. Wychodzę z założenia, że mam nadal swoje życie. Jestem mamą, ale jestem też kobietą,taką jaką byłam przed Chibi.Co do gadek, to niestety trzeba się przyzwyczaić. W internecie krąży taka grafika, porównująca matki i ojców. I kiedy ojciec mówi, że pracuje zbiera sama pochwały, że jest wspaniały, że dba o rodzinę. Natomiast kobieta jest karcona, że zostawia dziecko, że praca jest dla niej ważniejsza, że spędza (zawsze) za mało czasu z dzieckiem. Niestety tak jest. Trzeba to olać 😉

    4.Podzielam twój argument o finansach. Nie oszukujmy się dzieci KOSZTUJĄ i to nie mało. Jasne możesz kupować w lupach (gdzie nie raz są super ciuchy) liczyć grosz do grosza, aby tylko mieć co do gara włożyć, ale wg mnie to jest bardzo smutne życie. Jest tyle wspaniałych rzeczy jakie chce pokazać córce, aby mogła spróbować i zobaczyć wątkowe miejsca. Dlatego też pracuje. Oczywiście co rusz słyszę, że jestem materialistką i dałam się wciągnąć w wir konsumpcjonizmu i nic nie jest równe temu, że mogłabym zamiast pracować spędzać czas z dzieckiem. Ja tylko się krzywo na to patrzę i stwierdzam, że uwielbiam to, że wszystko mogę :) Miłością się dziecka nie wyżywi, nie ubierze i do szkoły nie wyprawi :) pieniądze są bardzo ważne :) i chyba tylko ci co ich nie mają tak ostro krytykują :)

    Tak więc uwierz mi, obawy twoje nie są z kosmosu. Jako mama powiem ci, że do tego nie da się przygotować. Macierzyństwo to ogromne poświecenie, trud, wyrzeczenia, zmęczenie, walka, trening cierpliwości. ALe dziecko też doświadczasz wielu wspaniałych uczuć.
    Ja kocham moją córę, kocham mojego Starego i nie wartościuje tych miłości. Nie ma miłości lepszej i gorszej, one są po prostu inne.
    Nie jestem z tych co "oszalały na pkt dziecka" i świata po za nim nie widzą i ogólnie to uważają, że dziecko nawet sra lawendą :) tak więc wśród nas są też te "normalne" 😀 , które nadal mają swoje życie .
    Pozdrawiam

    P.S. nie spiesz się, póki nie czujesz potrzeby :) bez dziecka też można być szczęśliwym i spełnionym

    • Zdecydowanie Misako to jedna z fajniejszych i rzeczywistych mam. Także Marta możesz spokojnie Jej wierzyć :)
      PS.
      Miasko, dziękuje, że nadal do mnie zaglądasz! Buziaki dla Ciebie i ślicznej Chibi :)

    • Bardzo bardzo dziękuję Ci za ten komentarz! :) cieszę się z tak wyczerpująco udzieliłaś mi bardzo przydatnych i pomocnych zresztą odpowiedzi :) jednakże jeszcze bardziej cieszę się z tego,że grono wspaniałych i zarazem normalnych matek jest jednak spore :) takie kobiety jak Wy są w moich oczach wielkie i zasługują na brawa na stojąco :) swoją drogą, czy To nie u Ciebie czytałam post o wyjeździe na wakacje bez dzieci?? :>

      Co do pieniędzy to pomimo,że nie posiadam swoich dzieci jestem świadoma listy długiej jak papier toaletowy wydatków, które się z Nimi wiążą. Strasznie mnie wkurza moja sąsiadka, która odkąd pamiętam nie była specjalnie finansowo samodzielna, a pomimo to urodziła kolejne – już chyba 4 dziecko. Zastanawiam się czy to naprawdę tak cholernie ciężko przeznaczyć te 10-15 złotych na tabletki?

      Pozdrawiam serdecznie! :)

      PS. Przepraszam Ewa – znalazłam błąd i chciałam poprawić komentarz stąd to zamieszanie :)

Dodaj komentarz