heart

Rodzicielski bilans strat i zysków

To, że bycie rodzicem jest w pewnej formie poświęceniem to oczywiste. Tak samo jak bezdyskusyjne jest to, że posiadanie dziecka to wiele radosnych chwil. Przekrój kolorów jest olbrzymi. Emocjami towarzyszącymi temu zadaniu można wypełnić akweny całego świata. W rodzicielstwie znajduje się dosłownie wszystko. Dziś przedstawię mój prywatny bilans strat i zysków posiadania potomstwa.

STRATY
 
Co i czy w ogóle coś się traci zostając rodzicem? Ja twierdzę, że tak. Następuje ten dzień, który odmienia wszystko. Dzień narodzin. Powrót w większym gronie do domu jest ekscytujący. Ale co dalej? Co najprawdopodobniej gdzieś umknie?
Czas – nagle noce stają się za krótkie a sen wydaje się być błogosławieństwem. Przynajmniej tak było u mnie. Chyba jak większość matek miałam bardzo lekki sen. Obszar czasu w kontekście rodzicielskich strat to spory teren. Począwszy od nieprzespanych nocy, przez brak czasu na lekką chwilę samotności, kończąc na dłuższych wypadach na kawę. Po prostu, pojawia się mały pożeracz czasoprzestrzeni i w zdecydowanej większości należy się do niego dostosować. Dobrze, że wraz z wiekiem malca zaczyna się to ciut wyrównywać. I teraz bardzo to doceniam.
Wolność – krótko i na temat. Od tego momentu i matka i ojciec stają się osobami odpowiedzialnymi za małego człowieka, który przez wiele, wiele lat bez nich sobie nie poradzi. Przynajmniej za czasów niemowlęcych nasze spontaniczne wyjścia czy też jakakolwiek karkołomna zmiana planów przestały wchodzić w grę. A jak wiadomo młodość ma swoje prawa i szalone pomysły.
Cisza – dzieci są głośne. W każdym wieku. Mniej lub bardziej, ale są. Moje nawet bardzo. I to przez większość dnia. Dlatego względny spokój następuje dopiero w godzinach nocnych. Co ostatnio też leży w pudełku z moimi drobnymi pragnieniami.
Kobiecość – gdzieś zgubiłam ją na samym początku. Po wyjściu z depresji poporodowej zaniedbałam się. Rola matki na tyle mnie absorbowała, że zapomniałam o innych funkcjach oraz potrzebach mojego ciała a także umysłu. Pieluchy, dom, spacery, mielenie warzyw, zabawa plus obowiązki domowe skrzętnie ukryły moją chęć bycia kobietą.
ZYSKI
 
Nowe emocje – nie zdawałam sobie sprawy, że mam aż taki ich wachlarz. Po urodzeniu dziecka nawet krótka reklama fundacji działającej na rzecz chorych maluchów uruchamia we mnie inne pokłady wrażliwości. Granice mojej cierpliwości, tolerancji, pedantyzmu a nawet autokrytyki zdecydowanie mocno się przesunęły.
Spokój – rodzicielstwo dało mi możliwość docenienia ciszy, spokoju, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Chaos powoli ustaje i okazuje się zbędny. Niektóre zachowania moich pociech dostarczają mi na tyle dużo adrenaliny, że nie muszę jej szukać nigdzie indziej.
Wiara – w różne rzeczy. Przede wszystkim w samą siebie i to, że potrafię. Gdy naprawdę czegoś chce, jednak umiem po to sięgnąć. I nie poddać się. Zyskałam także wiarę we własne piękno. Zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne.
Dzieciństwo – moje było z lekka popaprane, ale za to teraz mogę dając swój czas dzieciom zyskać wspólną zabawę.
Dzieci – to ostatni punkt w zestawieniu. Rodzicielstwo dało mi najwspanialszą „rzecz” na świecie. Dwójkę cudownych chłopców, których dane jest mi Kochać. Niezależnie od wszystkiego i bezgranicznie.

4 Comments

  • niby poł na poł.
    ze tak spytam, ile masz lat ? nie miałam okazji się nigdzie doczytać :)
    czasem tez mnie takie myśli mnie przchodzą, że dziecko dałoby mi pewną stabilizacje…jednak niekoniecznie mowie o tej o której myślą normalne matki…czasem jestem okrutna.
    pozdrawiam
    mvegaslas.blogspot.com

    • W lipcu skończę 28 lat.
      Ja zdałam sobie sprawę, że macierzyństwo daje stabilizację na długo po urodzeniu dzieci. Tak w pełni uświadomiłam to sobie ja coś zaczęło dziać się ze starszym M.
      Również pozdrawiam :)

  • Podpisuję się pod tym :). O wolności można już tylko pomarzyć. Ale dają też tak jak napisałaś: spokój. U mnie taki rodzaj, jakiego dawno nie pamiętam. Połączony z opanowaniem. Którego uczy mały urwis. Bądź urwisy. Wtedy też bardziej łagodnie patrzy się na niektórych dorosłych.I włącza się jeszcze coś. Poczucie obowiązku walki. O byt i bezpieczeństwo. I nie o swoje. A właśnie tego potomka.

    • Dzieciaki dają inne spojrzenie na świat. Na bezbronność, niepełnosprawność, na problemy innych. I rzeczywiście, uruchamia się potrzeba walki, ale nie o własne dobro, ale o bezpieczeństwo i komfort Malucha.
      Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz