child

Pomóc? Nie. Dobić? Tak.

Trafiłam ostatnio na artykuł o odbieraniu rodzicom dzieci przez sądy. Przytoczono w nim kilka autentycznych przypadków, które jak się okazało nie zostały odpowiednio zweryfikowane. W większości z nich dzieci były zabierane do ośrodków opiekuńczych bezpośrednio ze szkół. Wystraszone, zaskoczone i zdezorientowane.

Nie będę starała się wytłumaczyć dlaczego w naszym państwie system pomocy rodzinie jest tak ułomny. Dlaczego komunikacja pomiędzy konkretnymi jednostkami zdaje się być zabawą w „głuchy telefon”. Bałabym się śmiać przez łzy z niedołężności tworzenia oraz stosowania pewnych przepisów.
Biorąc pod uwagę, iż większość decyzji została zmieniona po ponownym rozpatrzeniu sprawy mogę podejrzewać, że nie wszystko zostało dobrze przemyślane. Że odbieranie dziecka, bo jest za grube lub gdy rodzice proszą o pomoc wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przynajmniej według mnie. Odebranie rodzicowi potomka z zasady ma być aktem obrony małoletniego. Tylko pytam „obrony przed czym?”. Oglądając serwisy informacyjne zaczynam zastanawiać się o co tak naprawdę w polityce prorodzinnej chodzi. Z jednej strony media huczą od nadmiaru tragedii jakie spotykają dzieci. Od koszmarów, którym można było zapobiec gdyby tylko w porę zareagować i usprawnić działanie odpowiedzialnych za to instytucji.
Dzieciaki są bite przez rodziców-katów. Każdego dnia przeżywają horror jakim jest przemoc w domu. W miejscu, gdzie powinien panować spokój a w powietrzu dałoby się wyczuć zapach rodzinnej miłości. Tam gdzie ma czekać na nich ktoś kto postara się uchronić je przed złem tego świata. Codziennie jakiś chłopiec słyszy i odczuwa jak bardzo jest niekochany. Jakaś dziewczynka czynami rodziców dostaje informacje, że jest niepotrzebna. I gdy wydarzy się najgorszy z możliwych scenariuszy, to zapada cisza. Instytucje milczą zasłaniając się zbyt wolnym przepływem informacji bądź obowiązkiem trzymania się procedur. O ile mogę zrozumieć burdel w przepisach, który niewielu potrafi okiełznać, o tyle dialog przedstawicieli danych służb już nie.
Jak tę ślamazarność wytłumaczyć kobiecie starającej się uciec od partnera niszczącego zarówno ją samą jak i jej dzieci. Nagle okazuje się, że rozwód trwa latami, eksmisja ciągnie się w nieskończoność a jedyne co utrzymuje szybkie tempo postępu, to ilość siniaków na ciele rodziny. W końcu dochodzi do czyjejś śmierci. Najcześciej ofiary, nie kata. I pada pytanie „dlaczego tyle czasu nikt nic nie zrobił??”. No właśnie, dlaczego. Dlaczego tu nikt w porę nie odebrał dzieci?? Tylko jest jeden spory problem. Uzyskanie odpowiedzi nie zwróci życia nikomu.
Kilka dni później w wieczornym menu informacyjnym kraj dowiaduje się o kontrowersyjnej decyzji sądu by zabrać od rodziny dziecko ze sporą nadwagą. Być może ktoś podejmując taką decyzje chciał dobrze, ale chyba zapomniał jak brzmi definicja tego słowa. Podobnie robi człowiek zgłaszający wniosek o odebranie dzieci rodzinie zwracającej się o pomoc do psychologa. Ponieważ nie do końca radzą sobie z liczną gromadą. W innym zakątku Polski samotna matka leczącą się na depresje zostaje pozbawiona jedynego źrodła uśmiechu jakim jest jej dziecko. Tu nikt nie pyta czy pomóc. Tu instytucje mimo, że nadal nie potrafią się szybko porozumieć, zabierają ekspresowo wystraszone maluchy w zupełnie obce miejsce. Tak po prostu. Bo dziecku dzieje się krzywda. Tylko pytam z niedowierzaniem czy to tak za karę? Bo tak jest szybciej i łatwiej niż wyciągnąć do potrzebującego rękę? Czy można na równi stawiać alkoholika, który nie chce się zmienić z kobietą, która walczy o siebie?
Patologią jest przemoc nie nadwaga. Nadwaga to problem, który można rozwiązać a w przyszłości zapobiegać dzięki edukacji. Osobom, które same przyznają się, że nie dają rady również należy pomoc. Zapewnić wsparcie psychologiczne, pokazać jak sobie radzić. Dać wędkę i nauczyć łowić. Biedniejszym i chętnym do działania dać narzędzia i wskazać drogę. Jeśli tylko dziecko ma opiekę i co najważniejsze kochających bliskich to lepiej jest zmotywować do działania niż pogrążać odbierając sens życia. I przy okazji dziecku burzyć poczucie bezpieczeństwa gwarantowane przez miłość. Nie potrafię zrozumieć dlaczego tak często dzieci wyrywane są z domów, gdzie jest rodzinne ciepło. Gdzie mimo braku luksusów jest szczęście. A zostawiane na pastwę losu w miejscach przesiąkniętych patologią. Nadwagę czy depresje można w porę poskromić, można naprawić. A widok pijanego ojca i sińce w duszy zostają na zawsze.

2 Comments

  • W naszym państwie nie istnieje coś takiego, jak polityka prorodzinna. Może antyrodzinna. Wszystkiemu winne jest chore prawo, które pozwala pracownikom pomocy społecznej na dużą dawkę wolności. Za mało jest kontroli nad ich poczynaniami. Dziecko odebrane – sprawa zamknięta. Każdy ma w dupie jego los i los tej rodziny.

Dodaj komentarz