walking

Tato, gdzie jesteś?

Ojciec, rodzic, opiekun. Potrzebny zarówno synowi jak i córce. Jedyny, niepowtarzalny, bohater dzieciństwa. Taka jest wersja bardzo optymistyczna. Jak to jest mieć normalnego ojca? Nie mam pojęcia. Wiem tylko jak to jest mieć ojca w domu przez dziesięć lat. I wiem jak to jest zastanawiać się czy akurat ten rodzic rzeczywiście kocha.

Dziś o ojcu. O kimś kto podarował mi życie i do kogo po latach już nie czuję nienawiści.
Czy zastanawiałam się jak to jest być córeczką tatusiaTak, czasami tak. Chciałam wiedzieć jak to jest gdy ojciec strzeże honoru ukochanej córy. Jako dziecko nie potrafiłam zrozumieć dlaczego akurat tylko mój tata nie zawsze jest fajny. Dlaczego tylko on jest częściej pijany niż gra ze mną w piłkę. Jednak bardzo szybko nauczyłam się funkcjonować w takiej rzeczywistości i jakie są zasady gry. A to okazało się proste. Stało się to w momencie gdy z kilkulatki zostałam dojrzałą dziewczynką. I tak zaklęta trwałam do wakacji w roku 1997. Zaraz potem zaczęłam pochłaniać niezwykle łapczywie zagubione resztki dzieciństwa. Kolejność odrobinę nieprawidłowa, wiem.
Niekiedy staram się przypomnieć jakiekolwiek dobre momenty z pierwszej dekady egzystencji. Szukam jakby po omacku. Moja mama opowiadała mi, że jak ojciec był trzeźwy to potrafił się ze mną pobawić. Podobno sadzał mnie na głośniku basowym i puszczał muzykę. A ja uradowana zarówno dźwiękami jak i drganiami cieszyłam się jak głupia. W sumie ciut żałuję, że tego nie pamiętam. Ale na samą wizualizację na mojej twarzy pojawia się przebłysk uśmiechu.  Pamiętam, że ojciec kupił mi psa. Potem zaś przywołuje w głowie przepłakane godziny, gdy ojciec brał zwierzaka na spacer i znikał na kilka długich godzin. Wracał absolutnie narąbany a pies ciągnął się bezpańsko za nim. Według rodzinnych legend mnie również zabrał na taką przechadzkę. W dniu moich urodzin. Poszedł na piwo z kolegami. Kilka godzin się zasiedział. A ja biedna szłam za nim zasmarkana, bo przecież w domu czekał tort, prezenty i goście. Najcześciej powracają kadry z pijanym rodzicem. Głośnym. Awanturującym się. I przerażającym nie tylko dla klilulatki. Ale w tym śmierdzącym wódką zamęcie jest jedna rzecz, która pozwala mi czuć się kochaną. To pobudka o czwartek rano i rozwożenie świeżego ciepłego chleba po całym mieście. Do dziś pamiętam zapach tamtej piekarni i wesołe chrupnięcia złoto przyrumienionej skórki. Byłam ja, mój trzeźwy tata, wielki biały samochód dostawczy i ciągnący się za nami zapach wyjętego z pieca pieczywa. Prawdą jest, że jedno dobre wspomnienie cenniejsze jest niż sto bolesnych doświadczeń.
Co by było gdybym miała ojca takiego jak inne dzieciaki? Gdyby każdego dnia był trzeźwy i odbierał mnie ze szkoły? Byłoby inaczej, to pewne. Nie miałabym powodu by czuć nienawiść do mężczyzny, który dał mi życie. Bardzo długo trzymałam w sobie negatywne emocje. Aż do momentu, gdy sama zostałam rodzicem. Zrozumiałam pewne sprawy. A może raczej wytłumaczyłam je sobie.
Ojciec był i jest chory. Nie chciał radykalnie odmienić swojego losu i stanąć na wysokości zadania. Nie potrafił, nie chciał, to już nie ma dla mnie znaczenia. O dziwo, czuję się przez niego kochana. Choć ja nie czuję miłości do niego. I mimo, że nie chcę mieć z nim kontaktu, jednego jestem pewna. Że zanim umrze chciałabym powiedzieć mu, że nie mam żalu. Że nie czuję żadnej nienawiści. I nawet nie jest mi przykro.
On wybrał takie a nie inne życie. Ja nie jestem nim i nie będę taka jak on. Ale gdyby nie on, nie byłabym tym kim jestem.
Gdzie zatem jest mój ojciec? Mój tata? Gdzieś bardzo głęboko w tamtym nieszczęśliwym człowieku.

4 Comments

Dodaj komentarz