blogger-image-592885452

Bilans 28-latki

Aktualnie jestem w pewnym punkcie życia. W zwrotnym punkcie. Od wielu decyzji podjętych w najbliższym czasie zależy jak potoczy się moje dalsze istnienie. Za dwa lata o tej porze będę miała już trzydzieści lat. Ponoć co dekadę następuje jakaś spektakularna zmiana w życiu człowieka. U mnie wypada to trochę inaczej. Zapraszam na mój urodzinowy bilans 28-latki.

Mam dużo za uszami. Jedne błędy krzywdziły bliskich mi ludzi, inne mnie samą. Bywało różnie, ale z perspektywy czasu nic bym nie zmieniła. Dlaczego? Ponieważ być może najdrobniejsza zmiana dałaby inny efekt i nie byłabym tym kim jestem w tej konkretnej chwili.
Mieszkam w moim pięknym Wrocławiu. Tu przeżyłam wszelkie wzloty i upadki. Mam około 165-166 cm wzrostu i noszę ze sobą 56 kg żywej wagi. Aktualnie brunetka i tak już zostanie. Mama dwójki wspaniałych synów. Pięcioletniego wesołego autysty oraz prawie trzyletniego szalonego artysty. Więcej dzieci nie planuje. Oj nie. Chociaż kocham moje pociechy nad życie to mimo wszystko za dziećmi nadal nie przepadam. Taki psikus.
Od przeszło siedemnastu lat zmagam się z zaburzeniami odżywiania. Ale dopiero niecałe dwa lata temu trafiłam na wspaniałą terapeutkę, która potrafi sensownie do mnie dotrzeć i zmobilizować do przemyśleń a także idących za nimi działań. Coś się zmienia. Powoli, pamału. Swoim własnym tempem.
Mam marzenia. Jak każdy. W dniu dzisiejszym to leczenie chłopaków oraz osiągniecie pełnej niezależności. Tak żebym zawsze była w stanie sobie poradzić. Czasami zastanawiam się „co by było gdyby..„, ale to nie ma większego sensu i  propozycji lepszej egzystencji. Zresztą tych dwadzieścia kilka minionych lat pokazało mi, że gdy coś za bardzo analizuje i długo nad tym myślę, to dochodzę zazwyczaj do wniosków niosących mi jedynie poczucie winy. A od niego akurat bardzo chciałabym się uwolnić. Od tego wyimaginowanego. Od brania i przeżywania wszystkiego nader osobiście i apokaliptycznie.
Pragnę zdobyć wykształcenie i zrobić prawo jazdy. Marzę by pisać. Książki, wiersze, bloga.. Pisać! To moja pasja. I wreszcie dzięki pewnej kobiecie zrozumiałam, że jeśli nie spróbuje, to nigdy się nie dowiem jaki byłby efekt finalny. I mogę na starość żałować plując sobię flegmą w zwiotczałą brodę. Chciałabym wierzyć w siebie, bo to jednoznaczne jest z wolą działania. Spełniania się. Jeszcze kilku kroków mi do tej linii brakuje. Ale zamierzam tam dotrzeć.
Mimo, że dorastałam przy akompaniamencie odoru alkoholi, potem zaczęłam się głodzić i wymuszać wymioty i dwa razy leżałam w kiepskim stanie w szpitalu, to nadal żyję. Tu i teraz. Tych 28 lat. I mam jeszcze wiele do zrobienia. Jednak śmiem twierdzić, że po tych wszystkich atrakcjach jakie miały miejsce teraz chcę zawalczyć o stabilizację oaz normalność. I wierzę, że mimo wielu nadchodzących zmian uda mi się odkryć kim jestem i polubić tą Ewę. Taka realną. Czy to będzie za rok, dwa czy dziesięć to w końcu się stanie. I właśnie wtedy zasiadę do stworzenia kolejnego „Bilansu życiowego”. To na pewno. 

10 Comments

Dodaj komentarz