drink-lunch-glass-blur

Droga DDA

DDA, to bardzo prosty skrót. DOROSŁE DZIECKO ALKOHOLIKA. To dojrzałe dziecko, które dzieckiem być nie powinno, a często zostaje unieruchomione w tej roli. Każdy rodzaj dysfunkcyjnej rodziny zaburza niewinną rzeczywistość. Każdy. W tym wpisie kilka słów ode mnie jak to jest dorastać w towarzystwie zataczającego się tatusia.

Rzecz jasna o tym co się działo zanim mój mózg był zdolny do zapamiętania pewnych sytuacji, wiem z przekazów rodzicielki. Czasami w mojej głowie przewijają się różnokolorowe migawki. Nie co do wszystkich jestem pewna czy to realne wspomnienia. A może właśnie one są prawdą tak silnie wypieraną przez tamten nieskażony umysł? Nie wiem. Bywały chwile w których marzyłam aby to był jedynie zły sen. Albo czyjaś smutna opowieść. Ale nie moja. Nie chciałam takich wspomnień z domu rodzinnego. Mimo to teraz nauczyłam się żyć z nimi. Nie obok, nie zamiatając to pod dywan. Zapragnęłam wycisnąć z tych doświadczeń każdy element tworzący moją tożsamość.
Jako kilkulatka starałam się uchronić mamę i dziadka przed ojcem. Szybko nauczyłam się egzystować w danych okolicznościach przyrody. Ekspresowo połapałam się w tym co robić aby uniknąć awantur. Nie zawsze działało. Nie zawsze. Czasami, gdy staruszek ledwo stał na nogach, to mama niepotrzebnie nakręcała awanturę. O spokój było cholernie trudno. Z jednej strony byłam przerażona zachowaniem ojca. A z drugiej pamiętam strach o niego, gdy zamykał się w łazience grożąc podcięciem sobie żył. To dla małego dziecka potworne warunki do poznawania przestrzeni życiowej. To pomieszanie pojęć bezpieczeństwa i zagrożenia. Te usilne starania ochrony bliskich, którzy stają się ofiarami a także dziecięcego spojrzenia na rodzica. Cała rzeczywistość gdzieś się bezczelnie zaciera. Niesprawiedliwie.
Potem przychodzi moment względnej ulgi, gdy odór alkoholu całkowicie wyparowuje z każdego kąta. Powoli zostaje tylko nieprzyjemną wonią wspomnień. Dorastanie okazuje się trudne. Emocje z dzieciństwa nie pozwalają stąpać po harmonijnym podłożu. Samoświadomość bywa niszczącą. Poczucie winy wgryza się boleśnie w odbieranie własnej wartości. Zaczęłam odbijać sobie dzieciństwo. Chciałam je odzyskać. Żeby to teraz ktoś zaopiekował się mną. Bym nie musiała stawać pomiędzy jednym a drugim rodzicem. Marzyłam żeby ktoś zauważył moje istnienie w mniej wybuchowych okolicznościach. Tak zwyczajnie. Tak po prostu.
Tak się jednak nie stało. Zostałam w codzienności sama, a opieka zjawiała się tak jak do tej pory, w sytuacjach ekstremalnych.
Jako dorosła kobieta rozpeczełam poszukiwanie siebie bardziej świadomie i wyciszając znaczną część emocji. Posmakowałam czym jest wybaczenie, a przede wszystkich pozwoliłam sobie na zrozumienie ojca. Jego choroby. I tego, że on się poddał. Nie zamierzał walczyć ani o siebie, ani tym bardziej o mnie. I co? PRZEGRAŁ.
Ja walczę ze swoimi Demonami i wiem, że się uda. Mimo bycia DDA idę z podniesionym czołem i wiem, że ten skrót nie jest przypietą mi łatką, a jedynie blizną o której warto pamietać. Warto aby wyciągnąć z tego jak najwięcej nauki oraz uzyskać odpowiedź na nurtujące każdego pytanie: „kim jestem?!”.

3 Comments

  • Ciężko dostosować się do norm społecznych i stworzyć nowa rodzinę tylko na wyczucie, nie mając wzorców wyniesionych z domu.
    Mój też przegrał, na długo przed śmiercią.

  • Po tym jak sie uwolniłysmy z mamą i siostrą z domu ojca walczyłam długo o swój wewnętrzny spokój! Pragnęłam by ktoś się mną zaopiekował, do facetów podchodziłam nieufnie i z dużym dystansem…. W końcu znalazł się jednak taki, któremu zaufałam, przesiwetliłam na różne sposoby, wzięłam go na przeczekanie i teraz jestem dumna z tego, że moja córka ma ojca, na którego zasługuje :)

    • Niesamowicie pozytywne, naprawdę. Najważniejsze, że w rezultacie znalazłaś kogoś odpowiedniego, a także to, że nie przechodzicie z córką czegoś podobnego czego Ty doświadczyłaś w dzieciństwie.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie Ciebie i Twoją Rodzinę.

Dodaj komentarz