image

Zmiana planów

Większość ludzi nie czuje się komfortowo, gdy nagle ich plany ulegają zmianie. Co więcej jest to wkurzające i potrafi destrukcyjnie zadziałać na pozostałą część dnia. Ale jako istoty dorosłe jesteśmy w stanie wytłumaczyć sobie takie wpadki. A jak wygląda to w przypadku dziecka? I to kilkuletniego uparciucha z autyzmem?

Co jakiś czas starszy M. jeździ do babci na noc. Poza jednym wyjazdem na weekend, kiedy pojechał też młodszy brat, jeździ sam. Młodszy jest jeszcze za bardzo rozbrykany, także no.. Ale nieważne. Nie nad tym będę się teraz skupiać. I tak miało być w ostatnim tygodniu, dokładnie w piątek wieczorem. A że życie ma przeróżne nastroje to i tym razem postanowiło zafundować nam przejażdżkę górską kolejką oraz odpowiedni poziom adrenaliny. W połowie dnia usłyszałam, iż piątek musi zamienić się miejscami z jutrem i w dniu dzisiejszym mlodzian koczuje w domowym zaciszu. Gdyby tylko to mogło być zacisze..
Z biegiem czasu nauczyłam się, że reakcje dziecka autystycznego bywają gwałtowne. Niekiedy nawet bardzo, więc w pewnym stopniu mogłam przygotować się na efekty uboczne rozmowy i prób wytłumaczenia dlaczego dziś musi być jutro.

Głęboki wdech i do dzieła.

Po otrzymaniu jakże uroczej informacji na twarzy syna zaczęła malować się tęcza emocjonalnych barw.

Już uciekać? – pomyślałam.

Dostrzegam jak z pięknych oczu zaczynają lecieć łzy. Jak dolna warga zostaje brutalnie przygryziona a twarz nabiera ognistych odcieni.

Dzisiaj. – pada z ust pięciolatka. – Dzisiaj..

Zanim zdążę klęknąć, złapać go za dłoń i rozpocząć monolog do mojego narządu słuchu dociera pisk, jeden wielki pisk

Dzisiaj nie jutro!!!!!!

Przymykam lekko oczy aby przekonać samą siebie co do pokładów siły jaka we mnie drzemie.

Synku..

Krzyk. Płacz. Krzyk.

Udaje mi się powiedzieć, że wytłumaczę mu wszystko i czekam aż się uspokoi. Staram się spojrzeć mu głęboko w oczy, przytulić, zapewnić, że nadal jest bezpieczny. Że nic takiego strasznego się nie dzieje. Ciężko. Trudno jest trafić do niego w jakikolwiek sposób. Chwila spokoju, którą z premedytacją wykorzystuje. Staram się krótko i konkretnie powiedzieć skąd ta zmiana i że następnego dnia plan zostanie zrealizowany. Próbuję odwrócić uwagę dziecka. Jednak w tym momencie każda kredka, zabawka i książka to wróg. Czekam cierpliwie powtarzając, że jutro pojedzie do babci. Szkoda mi go. Widzę jak szarpią nim emocje. A ja? Ja mogę tylko być obok i dawać pozorne poczucie zagubionego komfortu bycia.

Po jakimś czasie udaje się zażegnać kryzys. Młodego, mnie i obecnego przy tym drugiego syna kosztuje to sporo nerwów. Intensywna burza daje się we znaki całej naszej trójce.

Przytulam teraz ich obu kołyszac się na podłodze. I szeptem powtarzam zapewniając także samą siebie, że

„Wszystko jest już dobrze..”

Do następnej nieoczekiwanej zmiany planów.

Dodaj komentarz