pexels-photo

Dawca spermy

Wielokrotnie powtarzam, że do „zrobienia” dziecka potrzeba kobiety i mężczyzny. Równie często mówię o tym, że rola ojca jest umniejszana. Zarówno przez spojrzenie społeczeństwa jak i upór w samodzielności niektórych matek. Jakiś czas temu obiła mi się o uszy ciekawa rzecz. Ponoć mężczyzna to TYLKO „DAWCA SPERMY”.

No właśnie..

Dlatego teraz napiszę co tak bardzo zirytowało mnie w tym stwierdzeniu jakże wysokich lotów.

Zazwyczaj rodzina konstruowana jest na konkretnym schemacie. Dziewczyna i chłopak zakochują się w sobie i postanawiają spędzić wspólnie resztę życia. Nie wnikając czy bajka ma bardziej lub mniej pozytywne zakończenie etapem kolejnym jest powiększenie familii. Jedni preferują wygłodniałą rosiczkę bądź mało wymagającego kaktusa. Inni idą krok dalej zostając szczęśliwymi posiadaczami futerkowego czworonoga. Zaś ci najodważniejsi zgodnym chórem ogłaszają „chcemy mieć dziecko”. Wraz ze wzrostem pozytywnych emocji związanych z wizją pojawienia się nowego człowieka na świecie, wzrasta pociąg seksualny do partnera. Co dalej się wydarzy wie każdy. Zwłaszcza te pary, które mają za sobą próby „produkcji potomka”. Radość obojga uczestników rozdzielana jest zazwyczaj sprawiedliwie. Jednym udaje się za pierwszym razem, niektórzy zmuszeni są oddawać się cielesnym uciechom odrobinę dłużej. Jednak efekt finalny jaki mam na myśli jest ten sam: test ciążowy zdany na dwie kreski. Hurra! Chciałoby się wykrzyczeć całej ludzkości dobrą nowinę pt. „jesteśmy w ciąży!”. I tu trafiamy na rozdroże.

Jedna z dróg to bajkowa sielanka, w której on i ona oraz ich nienarodzone dziecko tworzą spójną całość. On rozumie humory ciężarnej. Pomaga partnerce wiązać buty, a o trzeciej w nocy zrywa się zwarty i gotowy aby wyruszyć po najsmaczniejszego w mieście  kurczaka z rożna. Ona zaś z czułością gładzi jego włosy, gdy on drżącym głosem mówi do jej wielkiego brzucha. Miłość. Uczucie dające tej dwójce wisienkę na torcie ich wspólnego życia w postaci syna lub córki. Jest DZIECKO, MAMA i TATA. Rodzice funkcjonują na tych samych obowiązkach co i przywilejach. Kobieta i mężczyzna, równi.

Druga ścieżka z początku wydaje się równie przyjemna co pierwsza. Jednak im dalej porusza się nią tych dwoje młodych ludzi, tym bardziej jest ona kręta. Po udanym zapłodnieniu pojawia się wachlarz mieszanych emocji. Niejednokrotnie skrajnych i niezrozumiałych. Rozstania gonią powroty, pretensje wyprzedzają na zmianę przeprosiny z poczuciem winy. Jazda bez trzymanki. Mimo takich zawirowań i ta historia ma swój happy end, gdzie kobieta jest matką a mężczyzna ojcem.

Kolejna droga już na samym swoim początku zdaje się być niepokojąco szpetna. Seks, zapłodnienie, ciąża i kobiecy foch. „Bo ty mi to zrobiłeś!!”. Cóż, niewątpliwie trochę racji w tym stwierdzeniu jest. Jednakże decyzja oraz jej fizyczne następstwa została podjęta za zgodą obojga. Tak czy inaczej, facet przez dziewięć miesięcy jest „ten zły”. Po narodzinach dziecka z automatu nieopierzony tatuś zostaje odsunięty na boczny tor, a matka polka przejmuje heroicznie wszystkie obowiązki związane z opieką nad niemowlęciem. W końcu chłop tylko trochę pomógł. W mózgu młodej matki kumulują się nowe myśli i postanowienia. Dochodzi do wniosku, że nosząc dziewięć miesięcy w brzuchu tego malca, to właśnie ona ma większe prawa do bycia rodzicem. Mężczyzna został użyty i tyle. Kobieta przyjmuje postać wszechmatki, zaś „DAWCA SPERMY” odchodzi do lamusa.

Chciałabym aby scenariusz ostatniej drogi był jedynie wymysłem mojej pokręconej fantazji. Jednak tak nie jest. W realnym świecie poruszają się kobiety pozbawione szacunku oraz chęci współpracy z partnerem w opiece na ich wspólnym „dziełem”. Mężczyzna chętny do bycia ojcem, to prawdziwy skarb. Niezależnie od tego czy wychowanie dziecka toczy się w objęciach związku czy też z racji nieporozumień, na dwa domy. Tato pragnący towarzyszyć swojemu dziecku jest tak samo ważny jak matka, która to robi. Możecie mi wierzyć. Ten „dawca spermy” oraz jego obecność pozwalają na większą dawkę szczęścia. Dla wszystkich.

15 Comments

  • Dla porządku: bywa i tak, że to mężczyzna przyjmuje postawę: „zrobiłem swoje, teraz do mnie należy jeszcze utrzymanie ale reszta to twoj problem i obowiązek kobieto…”. A kobietę serce boli, bo rozumie, że taty towarzyszacego dziecku nic nie zastąpi, zwlaszcza żadna zabawka, tv czy gra. I jest bezradna.

  • A co ze scenariuszem kiedy po zaplodnieniu to tatusiowi się odwidzi, mama zostaje sama ze wszystkim. Jestem w takiej sytuacji. Depresja, druga ciąża, rozstanie. Koniec wszystkiego.

  • według mnie ten „dawca spermy”, to raczej określenie dla faceta, który zostawił swoją rodzinę, gdy kobieta była w ciąży i nie zainteresował się dzieckiem gdy już się urodziło. W innych przypadkach nie słyszałam tego określenia.

  • Ja bym dodała jeszcze jedna możliwość.On – niedojrzaly,nie potrafiący odnaleźć sie w nowej sytuacji.Nie rezygnuje z dotychczasowego zycia.Zachowuje sie nadal jak singiel i ma w nosie fakt,ze ona nie daje juz rady bawić sie jak kiedys.Ze jest jej przykro kiedy zostawia ja sama kolejnego wieczora.Przychodzi ma swiat dziecko.I nic sie nie zmienia.Jego nadal nosi.Ona wiec z konieczności i braku wyboru staje sie alfa i omegą.Chociaż marzyła o partnerstwie.Jego niefrasobliwosc sprawia ze ona nie ma zaufania aby pozostawić z nim dziecko.Bo kilka razy juz zawiodl w tej kwestii.Dziecko rośnie i instynktownie czuje ze to mama jest „od wszystkiego” choc naturalnie kocha ojca i potrzebuje go.Ale on sam się zepchnal na boczny tor.

    • Przyznam szczerze, że myślałam także nad takim scenariuszem. I miałam problem na ile tu nazwanie ojca „dawcą nasienia” jest zasadne. Po przeczytaniu tego komentarza uważam, ze dopóki mężczyzna się nie ogarnie w nowej roli, to jes zasadne.

  • Chciałabym być tą złą matką, tą ostatnią ale nawet nią nie byłam. Byłam ta dobra i na siłę ciągnęłam ‚ojca’ mojego syna za ręce i nogi by był z Nami.. A dawca spermy zwyczajnie nas zostawił oskarżając mnie o zmuszanie go do bycia ojcem.. Cóż, mimo wszystko jest happy end, a szczęścia mamy aż nadto! 😉

  • Zapomniałaś dodać jeszcze ostatnią wersje. Oni podejmują decyzję że chcą mieć dziecko, w okresie ciąży nie koniecznie jest kolorowo ale się wspierają wzajemnie w tym okresie do momentu aż pojawi się dziecko. Tatuś coraz mniej jest zadowolony z nieprzespanych nocy i wiecznie zmęczonej partnerki która opiekuje się dzieckiem. Odsuwa się z każdym razie dniem coraz bardziej aż pewnego dnia matka z dzieckiem pozostają sami. Całkowicie i bez odwrótu. Wtedy naprawdę takiego ojca można nazwać „dawcą spermy „

  • Są też „egzemplarze”, które zamiast wspierać i pomagać przeszkadzają i dołują. Po magicznych dwóch kreskach odwróciło się w głowie o 180°. Będąc w ciąży słyszałam, że jestem gruba, że do niczego się nie nadaje, nie wspomnę o braku pomocy. Zachcianki? W życiu! Masz ręce? To sobie k**wa zrób. Po porodzie usłyszałam, że to żaden wyczyn urodzić dziecko i inne „miłe” słowa. Pogoniłam oczywiście „tatusia stulecia”. Odzywa się raz na dwa-trzy miesiące twierdząc, że dziecko niczego nie potrzebuje. Chce być „ojcem” i przytulać dziecko, bo to najważniejsze. Jak nazwać takiego osobnika?

    • Chyba również dawcą… (bez cudzysłowu) – chociaż, Cordial, nie było może wcześniej żadnych oznak, że to taki osobnik o niestabilnych klepkach? LJK

      PS. Welcome back, Ewa! Tamta strona na bloggerze została usunięta :/ a tutaj trzeba podawać maile i w ogóle trudno czytać te litery „ą”, „ę” (może kwestia przeglądarki albo … mojego wieku). Ale… ‚wróciłam’!:-)

Dodaj komentarz