image

Niepełni na kartce

Jestem pewna, że każdy rodzic w pełni władz umysłowych pragnie, aby jego dziecko było zdrowe i rozwijało się prawidłowo. Nosisz nowe życie tuż pod sercem karmiąc je swoją rosnącą miłością przez dziewięć miesięcy. Po jego przyjściu na świat Twoja radość osiąga rozmiary międzygalaktyczne i jedyna wizja przyszłości to „długo, zdrowo i szczęśliwie”. Jednak powoli ta sielanka zostaje przerwana coraz większą ilością niepokojących sygnałów. Instynkt rodzica stara się zagłuszyć krzyk rozdzieranego na pół serca. COŚ JEST NIE TAK Z TWOIM NAJWIĘKSZYM SKARBEM..

Świeżo upieczonym rodzicom bardzo często towarzyszy wielowymiarowy niepokój. O to czy dziecko ma prawidłowe napięcie mięśniowe, prawidłowy słuch czy odpowiednio rozwinięte bioderka itd. Strach to całkiem naturalny towarzysz matek i ojców. Zazwyczaj na obawach się kończy, ale w niektórych przypadkach złe przeczucia przybierają realny kształt. Tak też było u nas.
„COŚ” mnie martwiło. W moim ukochanym pierwszym dziecku podstępnie zagnieździł się
 nieproszony gość. Nasze obawy ewoluowały stopniowo aż do poziomu przerażenia a nawet paniki. Do tej pory nie pojmuję własnego przerażenia jakie czułam patrząc na dwulatka, który nagle z całej siły uderza głową w ścianę. Pamiętam także jego i swój strach w zatłoczonym sklepie lub krzyk w zupełnie obcym miejscu. Na szczęście ten ból pozostał już tylko we mnie.

Z biegiem czasu wszystko zaczęło się wyjaśniać i nabierać sensu. działania i realizować go.
Znając diagnozę pozostają już tylko dwie sprawy do załatwienia. Akceptacja stanu rzeczy oraz mobilizacja sił aby jak najbardziej usprawnić funkcjonowanie dziecka.
Wszystko jest klarowne i idziesz do przodu. Ja zaczęłam „pękać” w innych momentach.

Nasza codzienność to nasz mały autystyczny świat. To co dla innych jest zachowaniem conajmniej dziwnym dla nas jest środowiskiem naturalnym. Po prostu, to nasze dziecko i nic tego ani naszej miłości do niego nie zmieni. Cieszyłam się z każdego najmniejszego postępu. Radowałam wszystkimi spojrzeniami prosto w oczy. Z zachwytem wsłuchiwałam się w niecodzienne brzmienie słowa „mama„. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić dlaczego akurat słowo pisane było dla mnie najtrudniejsze do przestawienia. Ilekroć na jakimś skierowaniu, opinii czy innym piśmie widniał napis „autyzm” wewnątrz mnie klękało matczyne lustrzane odbicie. Na ułamek sekundy rozpadałam się na milion kawałków. To niby tylko kilka liter tworzących tak dobrze znane mi słowo. Jednak właśnie w takich momentach docierały do mnie trudności i wyzwania jakie czekają w życiu nie mnie, a moje dziecko. I to budziło największy strach.

Mamy orzeczenie o niepełnosprawności. Nauczyłam się, że ta niepełność znajduje się właśnie na papierze. Jest zapisana na kartce, a dla nas, w tym codziennym życiu to nadal jest i będzie nasze w pełni kochane dziecko.

 

1 Comment

Dodaj komentarz