Czego pragnę nauczyć moje dzieci

Stając się rodzicem starasz się aby każdego dnia sprawdzić się w tej roli jak najlepiej. Pielęgnujesz, chronisz, kochasz. Wraz z tym jak dziecko dorasta chcesz przekazać mu jak najwięcej istotnych twoim zdaniem zasad. Dziś opowiem Wam czego ja chciałabym nauczyć moje pociechy.

Moje wyobrażenie macierzyństwa zostało ostro zweryfikowane przez rzeczywistą codzienność. To czego panicznie się bałam okazało się nie aż tak groźnym wyzwaniem, natomiast to co wydawało mi się banalnie proste czasem sprawiło mi nie lada problem. Bycie rodzicem to niezła szkoła życia. Raz jest stromo pod górkę, innym razem można powoli schodzić z delikatnego wzniesienia. Tak czy inaczej jedno jest pewne – widoki oraz wrażenia są niesamowite i pozostają w sercu na zawsze. Bardzo chciałabym aby moi chłopcy mieli wiele przyjemnych i ciepłych wspomnień z lat szczenięcych. Nie jesteśmy idealną rodziną wyjętą z okładki mądrego poradnika „jak dobrze żyć”. Jesteśmy sobą i mamy siebie. Na dobre, gorsze i najgorsze.

MIŁOŚĆ

Niby banał, ale jaki istotny w ludzkiej egzystencji. Moje życie bez tego uczucia byłoby puste. A może nawet nie byłoby go wcale. Chcę, aby moje dzieci wiedziały, iż w tych literach kryje się kilka ważnych spraw. Miłości bez wzajemnego szacunku nie ma. Kochać kogoś to dbać o jego dobro. Miłość to nie tylko całusy i spijanie sobie porannej słodyczy z dzióbków. To umiejętne korzystanie ze sztuki kompromisu. To magia drobnych momentów i spontaniczne gesty znaczące więcej niż głośna deklaracja. To uczucie to również konsekwentna komunikacja i umiejętność słuchania. Miłość nie jest łatwa, ale ta prawdziwa jest naprawdę bezcenna.

ZAPOMNIAŁ WÓŁ

Drugą niezwykle istotną dla mnie rzeczą w roli rodzica jest to, by nigdy nie zapomnieć, że kiedyś samemu było się dzieckiem. Warto przystanąć na chwile i przywołać dawne wspomnienia oraz emocje. Łatwiej jest w ten sposób zrozumieć co może czuć dziecko. Często przywołuje swoje dzieciństwo i dokładnie wiem jakie zachowania mojej mamy były dla mnie wyjątkowo trudne do zrozumienia albo w jakich momentach chciałam żeby po prostu mnie przytuliła, a tak się nie stawało. Staram się to zawsze brać pod uwagę. To jak moje zachowanie może wpłynąć w danym momencie na moje dziecko i czy aby na pewno ja chcę to tak rozegrać.

„NIE, BO NIE!”

Jedno z najbardziej znienawidzonych zdań z lat mojej młodości. Wkurzające do granic nieskończonego wszechświata i wywołujące poczucie niesprawiedliwości. Osobiście uważam, że zarówno dorosłym jak i dziecim należy tłumaczyć nasze stanowisko. Czasami głupie „zaczekaj” może wywołać zdenerwowanie u odbiorcy. Dlatego staram się mówić np. „zaczekaj, dam ci to jak umyje ręce”. Określenie przybliżonego czasu oczekiwania oraz uzasadnienie zdecydowanie daje jaśniejszą i lepiej przyswajalną informacje.

KLĘKAJĄCY RODZIC

Jak już kiedyś pisałam tu warto zejść po poziomu dziecka, aby lepiej się z nim komunikować oraz pokazać mu, iż jest tak samo ważną postacią jak my dorośli.

MÓWIĘ, SŁUCHAM, ROZUMIEM

Niezwykle istotne jest dla mnie to, by zawsze wysłuchać moich dzieci i poświęcić im czas. Uważam, że dialog pomiędzy rodzicem a dzieckiem to bardzo ważna część wspólnej egzystencji. Skoro ja chcę by moje pociechy słuchały co do nich mówię zamierzam stosować tę zasadę także wobec samej siebie i wysłuchuje ich.

„INNOŚĆ”

Jako matka niepełnosprawnego dziecka zaczęłam trochę inaczej postrzegać rzeczywistość i krążącą w niej tolerancję. Moje patrzenie na niektóre problemy poszerzyło swój zasięg. Teraz wiem jak mogą czuć się osoby społecznie postrzegane jako „inne” i ważne dla mnie jest żeby moi chłopcy nie oceniali i nie traktowali ludzi inaczej ze względu na ich problemy czy to fizyczne czy psychiczne.

 

Dodaj komentarz