img_7395

Ciemna strona macierzyństwa 1 – Strach

Większość matek z jakimi rozmawiałam będąc w ciąży wypowiadało się na temat tego stanu w samych superlatywach. Wtedy było to wręcz fascynujące. Jednak teraz po urodzeniu dwójki dzieci i poznaniu opinii rzeszy rodzicielek wiem, iż istnieje „ciemna strona macierzyństwa”.

Dowiadując się, że jestem w ciąży mimo strachu miałam nadzieję, iż wszystko przebiegnie łatwo i przyjemnie. Przynajmniej w większości spraw. Prawdę mówiąc z początku nie przerażał mnie nawet poród. Wizja wydania dziecka na świat zdawała się być mocno wyolbrzymiona w filmach. Przecież wypchnięcie grejpfruta przez otwór wielkości słomki do napojów to nic wielkiego.

Strach.

Dla mnie osobiście to najmroczniejszy z elementów macierzyństwa. Mimo radości, to właśnie on był przy mnie przez okres dziewięciu miesięcy ciąży i towarzyszy mi aż po dziś dzień. Bałam się wszystkiego. Sama wiadomość o tym, że nosze w sobie życie prawie przyprawiła mnie o zawał serca.

Ja?

Matką?

To jakiś kiepski odcinek ukrytej kamery. Nie panowałam nad własnym życiem, a miałam zaopiekować się kruchą, niewinną istotką. Nie ja. Nie wtedy. Nie w tej czasoprzestrzeni.

Ze strachem zaczęliśmy się powoli oswajać. Z każdym dniem szło nam coraz lepiej. Powracał on ze zdwojoną siłą tuż przed każdą wizytą u ginekologa, tylko po to aby zaraz potem rozpłynąć się we mgle spokojnej radości. I tak trwaliśmy tolerując nawzajem swoje towarzystwo. Wiedziałam, że przerażenie powróci w dniu porodu. Żałuje tylko, że na tą wizytę nie przygotowałam się lepiej.

Kiedy położna przestaje cie informować o tętnie dziecka, kiedy od dłuższego czasu masz przebity pęcherz płodowy i kiedy skurcze nie dają ci złapać oddechu, strach jest jedynym co czujesz. Ale to nie jest lęk o własne życie, lecz o to maleńkie stworzenie, które nadal jest w tobie. To strach jakiego nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi. To rodzaj rozpaczy i bezradności, która nie powinna mieć prawa bytu.

Dodaj komentarz